piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział Siedemnasty.


Marzę o cof­nięciu cza­su. 
Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu
, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy 
na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. 
To bar­dzo dziw­ne,
 ale nap­rawdę można kochać ko­goś przez całe życie.
 Nieza­leżnie od te­go,
 jak da­leko znaj­du­je się ukocha­na oso­ba,
 jej wspom­nienie zaw­sze no­si się w sercu.  





- Dawno nie rozmawialiśmy.- rzekł pół szeptem,a ja w tym czasie wsiadłam do samochodu.
- No tak. Co tam słychać u Ciebie?
Stwierdziłam,że zacznę pierwsza ten temat i chce tą rozmowę jak najszybciej zakończyć,ale nastała cisza.
- Wszystko w porządku. A u ciebie?
- Ujdzie. A jak u Bell?
- Dalej nie rozmawiacie?
- Niestety nie.- spojrzałam na Mamę,która z pewnością podsłuchiwała.
- Kiedy planujesz przyjechać?
- Nie wiem,nie śpieszy mi się tym bardziej teraz.
- Teraz? Coś się stało?
- Słuchaj Mike muszę zakończyć rozmowę.- nie czekając na żadną odpowiedź od Niego wciskam czerwoną słuchawkę na ekranie.
- Trzeba było mu powiedzieć!
- Mamo..- odwróciłam głowę widząc jak wjeżdża na parking pod domem.
- Liam. - spojrzałam przed siebie.
Otworzyłam drzwi,do których podszedł kumpel. Kobieta natomiast zamknęła drzwi i mówiąc,że idzie na górę. Jakby wiedziała,że czeka mnie z nim rozmowa. Westchnęłam widząc Jego zmartwienie.
- Cześć Rose.
- Cześć Liam.
- Przejdziemy się?
- Jasne.- podeszłam do Niego,a On objął jedną ręką moje ciało idąc prosto do najbliższego parku. Mijaliśmy domy,uliczki,kamienice i różnego rodzaju sklepiki. Wiedziałam,że muszę mu powiedzieć skoro Ally wie,albo już może sam wie.Fakt dowiedział się,że jestem w ciąży,ale bez żadnych wyjaśnień. Zasługuje na nie i na prawdę. Szliśmy tak naprawdę w milczeniu. Nie wiem czy się bał poruszyć ten temat czy może tak po prostu? Przeszliśmy na drugą stronę przez pasy wchodząc jednocześnie do parku. Ścieżką doszliśmy do pierwszej lepszej ławki.
- Chce zacząć od początku.
- Wypadałoby.
- Zakochałam się w Nim.
- W Mike'u?
- Yhmm. Ale po krótkim czasie okazało się,że przez ten cały czas mnie oszukiwał.
- W jakim sensie?
- Nielegalny boks.
- Ah..
- I dzięki niemu wylądowałam na policji. To znaczy nas zgarnęli kiedy chciałam już wyjść,ale nie udało się. No a parę dni wcześniej zrobił mi dzieciaka.
- A prezerwatywy?
- Pytałam się go.
- Po raz kolejny okłamał.
- I jeszcze dzisiaj dzwonił..
- Co chciał?
- Ogólnie się pytał co u mnie słychać i kiedy przyjadę do Seattle.
- Chcesz tam jechać?
- Nie.- odparłam dobrze świadoma co właśnie powiedziałam. Wpatrując się w zieloną łąkę,na której był Plac Zabaw a dookoła dzieci. Hałas,krzyki,śmiech,słońce i ptaków śpiew spowodowało,że zamyśliłam się. Jakaś pusta otchłań poprowadziła mnie do przyszłości. Pomyślałam,a może bardziej wyobraziłam sobie jak jestem już matką i tutaj przychodzę z dzieckiem. Bardzo chciałabym mieć dziewczynkę,nagle zagłębiam się i widzę małą w długich brązowych włosach biegającą w różowej sukience. Lekko uśmiecham się widząc ten widok. Słyszę jak woła do mnie Mamo. Takim delikatnym głosem. Nagle słyszę,gdzieś w oddali głos Liam'a a gdzie Ojciec co? Odwracam się widząc chłopaka zapatrzonego we mnie dalej siedzącego na ławce.
- Gdzie Ojciec?
- Jaki Ojciec?
- Słuchałaś mnie?
- No...
-Nie. Gdzie będzie Mike jak ty będziesz potrzebowała pomocy?
- Tam gdzie jest,czyli w Seattle.Przecież mam jeszcze Mamę.
- Mamę? Która wylatuje na drugi koniec świata do pracy? Na kilka tygodni? Faktycznie,ale pomoc.
- Potrzebujesz stałej opieki.To jest twoja pierwsza ciąża,nie wiesz jak będziesz się czuć. Regularne wizyty u lekarza, lekcje w szkole rodzenia. Sama nie dasz rady.
- I co mam zadzwonić do Niego. Słuchaj Mike jestem w ciąży masz tutaj przyjechać? Zwariowałeś?
- Czy Ty właśnie zmierzasz do tego,aby mu nic nie powiedzieć?
Westchnęłam wiedząc,że tak właśnie chce zrobić.
- Rose..?
- Tak,tak chce zrobić i co!? Nie wiesz jaki to cholerny żal mam do siebie,że tam pojechałam,że go naprawdę pokochałam i zrobił mi dzieciaka!-krzyczę pokazując na brzuch.- Nie mam siły rozumiesz! Nie chce tej ciąży. Miałam zaplanowaną przyszłość na parę najbliższych lat.- wstałam stając przed Nim.- Myślisz,że cieszę się z tego? Nie no super laska ma 19 lat i już jest mamą.Idealnie!
- Rose spokojnie..okej..- poczułam jak podchodzi chwytając mnie za dwie ręce. Od razu poczułam ulgę.
- Bardzo potrzebuje kogoś przy swoim boku. Tego cholernego wsparcia chociaż przez pierwszy rok. - przybliża mnie do swojej klatki głaszcząc po włosach.
- Pomogę ci dobrze?
- Dziękuje Liam.
- Zasłużyłaś na to, potrzebujesz wsparcia.




Kiedy wróciłam do domu zauważyłam walizkę przy drzwiach. Znowu wyjeżdża. Była całe dwa dni w domu. I znowu leci do Japonii. I właśnie przez takie sytuacje źle się tutaj czuję. Mama według mnie jest w tym mieszkaniu gościem. Przyjedzie na dwa dni i znowu wraca do Azji na trzy tygodnie. Nie zdziwiłabym się,jakby tam miała drugą rodzinę. Dlatego wolałam być w Stanach u Taty niż sama w tym domu.
- Jedziesz?- wskazałam palcem na torbę.
- Słuchaj Kochanie muszę. Dostałam pilny telefon,że muszę być już rano w firmie. Za godzinę mam samolot.
- Świetnie.
- Zapewniłam ci na trzy tygodnie zdrowe jedzenie. Codziennie kurier będzie przynosić ci do domu. Musisz teraz się zdrowo odżywiać. - pogłaskała mój policzek.
- Naprawdę czy Ty nie widzisz,że ta twoja praca to jest jakiś nie wypał?
- Ale dzięki tej pracy mamy mieszkanie w centrum Barcelony,masz wszystko co chcesz i mogę powiedzieć,że jesteśmy bogate.
- Tak? Czyli teraz praca i pieniądze to twoje życie? Hmm. Świetnie. Przez pięć lat jeździsz i nie możesz przestać? Jesteś gościem w tym domu? Jak byłam mniejsza to płakałam Pani Teresie,która była moją opiekunką. Miałam dosyć już. Jak chcesz to jedź. Nie wracaj! - wyminęłam ją i poszłam do pokoju. Od razu zamknęłam drzwi na klucz a następnie weszłam pod koc kładąc się na łóżku.
Otworzyłam oczy słysząc trzask drzwi. Momentalnie usiadłam na łóżku z myślą,że pewnie to Mama,która pojechała na samolot. Nawet się nie pożegnała. Wstałam jak i wyszłam z łóżka. Idąc długim korytarzem myślałam o kłótni z Kobietą,ale nie mam za złe sobie,że to jej powiedziałam. Może zrozumie? Może zmieni decyzję i znajdzie sobie inną pracę w tej firmie,że będzie na miejscu? Przecież kasa nie da jej w życiu szczęścia. Weszłam do kuchni widząc na wysepce kartkę złożoną na pół z napisem " Mama". Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.


Nie mogłam się dostać do twojego pokoju,bo się zamknęłaś. Wiesz dobrze,że ta kłótnia była nie potrzebna? Masz rację,źle robię,że cię zostawiam. Dlatego zapewniam ci opiekę, zaraz powinna przyjść. Kocham cię mocno moje słoneczko, odezwę się jutro jak już będę w Japonii. 
PS Pamiętaj o dziesiątek przyjedzie katering. Kocham 
Mama 




 
     
Barcelona



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Jest i on!
Jak się podoba?


Już w najbliższym rozdziale -->
* telefon z Seattle
* Liam
* Plusy i minusy ciąży 


NEXT ----->  2-4 WRZEŚNIA!!

 


czwartek, 25 sierpnia 2016

środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział Szesnasty.

 Dzień
nagle wytrącony ze zwykłej kolei,
chociaż dla innych ludzi powszedni i zwykły.
Ciało już wie, jakie są pazury i kły
bólu.
Z chłodnych lśnień
jasnego wnętrza porodowej sali,
z migotliwego połysku białych łóżek i stali
narzędzi,
kiedy się głowa osuwa i ulgi szuka na krawędzi,
bo krawędź zimna i gładka
  ze wszystkich stopionych razem ostrych lśnień i błysków
rodzi się nowy słoneczny system:
dziecko i matka.





Spojrzałam na Mamę z wielkim zdziwieniem. Skąd ona to ma? Szybko zabrałam test ciążowy oraz rezygnację z Uczelni wyrzucając wszystko do kosza. Wróciłam z powrotem do stołu siadając naprzeciw kobiety. Oczy podniosłam na tyle,aby widzieć zdziwienie a może bardziej strach w oczach Mamy.
- Dziecko co Ty robisz ze swoim życiem?
Teraz albo Nigdy. Trzeba to sobie wszystko wyjaśnić.
- Nie mam zamiaru nakrzyczeć na Ciebie,choć powinnam. Nie chce,żebyś cierpiała,oczekuje od Ciebie tylko rozmowy.
- Nie planowałam ciąży.
- Czyli jednak?
- Sądzisz,że mają dziewiętnaście lat chciałabym zostać Mamą? Ani trochę. Nie chce rozumiesz?
- Mike jest Ojcem?
Pokiwałam jej dając jasność do zrozumienia.
- Musisz się z nim skontaktować.Nie jesteście dziećmi nie wiecie co to prezerwatywa?
- Mamo!- podniosłam głos.- Pytałam się go i powiedział,że założył więc?
- Czyli co z powietrza ta ciąża? Rose nie rób ze mnie idiotki dobrze? A co z studiami? Możesz przez pół roku chodzić tak?
- Wiem.. Ale okazało się,że nie mogę brać udziału w połowie zajęć. Jest to niebezpieczne dla ciąży. Ale jak urodzę to pójdę na te studia.
Spojrzałam na Kobietę z myślą czy coś jeszcze chce mi powiedzieć,bo z Mojej strony to Wszystko.
- Słuchaj Kochanie..Nie jestem na Ciebie zła. To twoje życie. Ja miałam  dwadzieścia lat jak Cię rodziłam. Studia? Masz rację możesz w każdej chwili na nie pójść. Rok przerwy nic się nie stanie. Chcę,żebyś wiedziała,że masz wsparcie. Pomogę ci przejść przez te 9-miesięcy. Tylko moja praca to jest ciągle Barcelona- Japonia. Nie wiem,czy powinnam Ciebie tutaj samą zostawiać.
- Poradzę sobie. - lekko uśmiechnęłam się wstając.
- A który tydzień?
- Czwarty.. Jutro planuje iść do lekarza.
- Iść z Tobą?
- Jak chcesz zobaczyć wnuka lub wnuczkę?- rzekłam widząc szczery uśmiech Mamy.- Idę spać. Zmęczona jestem.
- Idź,idź teraz musisz odpoczywać.- usłyszałam cichy,spokojny głos Rodzicielki kiedy zamykałam drzwi od pokoju.
Weszłam do pokoju. Nic się nie zmieniło od paru godzin wcześniej. Na łóżku dalej leżał laptop oraz parę chusteczek,które zmarnowałam wtedy kiedy dowiedziałam się o ciąży. Usiadłam na łóżku odpalając laptopa. Na ekranie wyskoczyło dostarczone pismo na Uczelnie. Zamknęłam program i wpisałam w wyszukiwarkę " wszystko na temat ciąży". Widziałam różne strony,portale. Już wiem,że lada dzień mogą zacząć się wymioty,dolegliwości, humorki. Trzeba na siebie uważać,dużo odpoczywać. Wstałam podchodząc do lustra widząc swoje odbicie. Jeszcze chudej Rose. Lewą rękę położyłam na brzuch lekko uśmiechając się. Dlaczego jestem taka okrutna, dlaczego mnie to spotkało? Dopiero teraz widzę,że będę sama z dzieckiem. Ojca nie będzie przy moim boku, Mama wciąż ma wyjazdy, Ojciec Dziecka nie dowie się,bo nie chcę. Co Ja takiego zrobiłam,że akurat Ja! Co zrobiłam,źle? To ja ciągle w dupę dostaje. Nikt inny. Rozwód rodziców, reszta dzieciństwa sama, bo Mama musiała wyjeżdżać, kłótnie, jeden wyjazd do Seattle i chłopak? Jedna noc i dziecko? Boże co ja źle robię,że mnie to wszystko spotyka. Wróciłam z powrotem do łóżka i poszłam spać..


Zaraz po pysznym i bardzo zdrowym śniadaniu udałam się z Mamą do przychodni do Ginekologa. Kiedy ujrzałam młode kobiety z brzuchami w kolejce od razu widziałam siebie kolejną z taką piłką za parę miesięcy. Nagle z jednych z drzwi wychodzi młoda kobieta w niskim wzroście w białym fartuchu.
- Pani Rose Evans?- zaczęła się rozglądać kiedy uniosłam do góry ciało a Mama razem ze mną.- Zapraszam.
Weszłam do środka widząc starszego mężczyznę,lekarza,do którego chodziła moja Mama,kiedy była ze mną w ciąży. Siedział przy biurku wypisując jakąś kartę.
- Proszę usiąść.- rzekł nawet nie spoglądając na nas.
Zrobiłam tak jak chciał. Usiadłam naprzeciw Niego kątem oka obserwując co robi.
- Rose prawda Ciebie zapraszam do drugiego pomieszczenia zrobię ci badanie. Mamę proszę,aby pozostała tutaj.
Wstałam udając się do pokoju obok. Ciemne pomieszczenie z miejscem do leżenia,fotelem oraz ekranem i innym urządzeniami. Usiadłam widząc jak wchodzi za mną mężczyzna zamykając drzwi.
- Połóż się.- lekko uśmiechnął się.
- Ciąża tak?
- Tak.
- Jesteś pewna?
- Skoro okres się spóźnia,test ciążowy prawidłowy?
- Zobaczymy.
Podniósł koszulkę,aż pod sam stanik.
- Wykonam Ci USG,dobrze?
Na metalowe urządzenie nałożył jakiś żel. Wiem,że był zimny kiedy przyłożył mi go do brzucha. Włączył ekran i zaczął jeździć.
- I co Pan tam widzi?
- Dziecko Rose. Gratuluję jest to czwarty tydzień. Pójdę zawołać Szczęśliwą Babcie.
- Zapraszam!- krzyknął w kierunku,gdzie czekała Mama.
- I co?- spojrzała na mnie.
- Czwarty tydzień, Babciu!
- Naprawdę! Super!
Miło,że chociaż Ona się cieszy.
- Rose wszystko w porządku.- spytał mnie lekarz kiedy wycierałam brzuch.
- Nie do końca.
- Zaraz porozmawiamy przy biurku, a Mamę poprosimy,aby wyszła dobra?
- Dobrze.- spojrzałam na Kobietę,która wyszła.
Wstałam poprawiając koszulkę idąc do wcześniejszego pomieszczenia,gdzie już czekał na mnie Pan Doktor.
- Co się dzieje?
- Głupio to zabrzmi,ale nie chce tej ciąży.
- Rose jesteś pełnoletnia,nie jesteś dzieckiem.
- Wiem,ale pytałam się czy się zabezpieczył.
- Okłamał cię tak?
- Tak.
- Słuchaj będzie dobrze. Uśmiechnij się, dziecko czuje jak jego Mamusia się smuci. Będzie dobrze, widzimy się za miesiąc.
Wstałam zabierając kurtkę.
- Proszę to jest recepta na witaminy podczas ciąży,które będziesz brać oraz zdjęcie USG twojego Maleństwa. Będzie dobrze Rose.- wstał za mną.
- Dziękuje bardzo.- lekko się uśmiechnęłam i wyszłam na korytarz.
Naprzeciw drzwi siedziała cierpliwe czekając Moja Mama.
- Zobacz!- pokazałam jej zdjęcie.
- Ale Maleństwo!- spojrzała na USG.
 Uśmiechnęłam się widząc ją jako Babcie,gdy nagle zaczął dzwonić mi telefon.
Wyciągnęłam go widząc na ekranie "MIKE ♥". Serce przyśpieszyło, tlenu zaczęło brakować. Może warto odebrać ten telefon? Miesiąc już nie rozmawialiśmy.
- Kto dzwoni?
- Mike..
- Odbierz.
- Mamo..
- Odbierz,bo sama do Niego zadzwonię.
Przełknęłam ślinę przejeżdżając na zieloną słuchawkę.
- Halo?- rzekłam wychodząc z przychodni na dwór.
- Cześć Rose.- usłyszałam po drugiej stornie, męska delikatna chrypa. Jego głos rozpoznałabym nawet na drugim końcu świata.
- Cześć Mike..




Pokój Rose

Zdjęcie USG- Rose




------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Znowu małe opóźnienie.
Tym razem spowodowane zbliżającą się szkołą,końcem wakacji..
Ale jest!
I jak się podoba?


Mike się odezwał a Rose odebrała..

Co dalej będzie? 
Czy Rose pogodzi się z Mike'm?
Jak będzie teraz wyglądało Jej życie?
Czy wszyscy się dowiedzą?




WIDZIMY SIĘ ----->  26-28 SIERPIEŃ




























piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział Piętnasty.

 Życie jest tyl­ko przechod­nim półcieniem,
Nędznym ak­to­rem, który swoją rolę
Przez parę godzin wyg­raw­szy na scenie,
W ni­cość po­pada - po­wieścią idioty,
Głośną, wrzas­kliwą, a nic nie znaczącą. 
 Wil­liam Sha­kes­peare (Szek­spir)



Minął miesiąc jak wróciłam z Seattle i miesiąc odkąd nie rozmawiałam z tamtymi ludźmi. Bella dalej jest zła,Marry nie daje znaków życia, Tata raz zadzwonił. Nie wiem co się dzieje z resztą. Mike wysyła ciągle wiadomości na facebook'u jak bardzo mnie kocha.Dalej ciągnie ten temat,który już zakończyłam. Lada dzień powinny przyjść podania czy dostałam się na Medycynę,na której mi zależało. Mama wczoraj wróciła po dwóch tygodniach bycia w Japonii. Nasze relację są coraz gorszę i to mnie dziwi bo zawsze nie było z nimi problemu. Siedziałam na łóżku czekając na Ally moją przyjaciółkę. Jedną ręką stukając o kawałek drewnianej ramy widzę jak cicho uchylają się drzwi a do pokoju wchodzi wysoka brunetka z białą kopertą.
- Twoja Mama kazała Ci to podać.- raptownie wstałam dobrze wiedząc co jest w środku. Zabrałam kopertę szybko otwierając i czytając co jest napisane. Sprawdzam kolejny raz czy to jest prawda.

" PANI ROSE EVANS ZOSTAŁA OFICJALNIE PRZYJĘTA NA STUDIA MEDYCZNE"

Spojrzałam na Przyjaciółkę,która czekała,aż coś w końcu powiem.
- Dostałam się! - zaczęłam krzyczeć na cały dom. Nawet Mama przyszła sprawdzić czy się nie przesłyszała.  - Słuchaj to może dzisiaj jakiś drink wieczorem na mieście?!
- Chwila a co z Tobą? Przecież razem miałyśmy iść.
- Rose nie wyszło..
- Żartujesz? Jak to możliwe.Miałyśmy prawie takie same oceny na świadectwie, matura.
- Jestem na liście rezerwowych,ale dopiero piąta. Ale dostałam się do teatralnej. Kocham teatr,więc chyba tak zostanie.
Podeszłam do dziewczyny wtulając się w jej drobne ciało. Zawsze marzyłyśmy o wspólnej przyszłości. Trudno.- Będzie dobrze przejechałam ręką po jej policzku. - Wiem.- szepnęła.
- A powiedz mi co z Tobą? Robiłaś ten test ciążowy?- przykryłam usta Ally,aby się uspokoiła.
- Nie mów tak głośno. Nie nie robiłam.
- Boże Rose.. Ile będziesz z tym czekać. Źle się czujesz, wymiotujesz dobre trzy tygodnie a okres ile ci się już spóźnia?
- Ponad dwa tygodnie.Nie wybaczę sobie tego,że mogę mieć dziecko. Jeszcze jak ojcem będzie Mike. Ja sobie nie dam rady,będę musiała rzucić studia.
- Nie dramatyzuj tak. Wierzę,że będzie dobrze. Słuchaj kup ten test, zrób go i widzimy się wieczorem na mieście okej?
- Okej.- wytarłam łzę z policzka.




 Siedziałam przy stole wśród znajomych pijąc wodę. Ciągle nie mogłam zrozumieć jak do tego doszło mimo,że się pytałam czy miał prezerwatywę. Jestem w ciąży,będę mieć dziecko z Mike'm.
- Rose wszystko okej?- podniosłam wzrok widząc naprzeciw Liam'a.
- Nie do końca.
- Chcesz porozmawiać?
- I tak Liam nie zrozumiesz!-podniosłam głos widząc,że między ośmioma osobami zrobiła się cisza i wszyscy patrzeli się na nas.
- Rose choć.- ujrzałam rękę Ally i udałam się za nią wchodząc do wnętrza baru siadając przy stoliku.
- Co się dzieje?
Podniosłam  wzrok wiedząc,że już się domyśliła. Nie potrafiłam nic powiedzieć.
- Jesteś w ciąży tak?
Kiwnęłam głową wybuchając większym płaczem.
- Biedulka.- poczułam jak jedną ręką otula mnie i daje buziaka na czole.
- Ally ja nie wiem czy dam radę. Nie planowałam tego dziecka. Jeszcze Ojciec jest za oceanem.
- Musisz się z nim skontaktować.
- Nie ma takiej opcji.Ally nie zrobię tego.
- A co ci szkodzi? I tak się dowie. A chyba On musi wiedzieć.
- Dopóki nie będzie widać, albo nawet dopóki nie urodzę nic mu nie powiem. Nie chce go w moim życiu.
- Wszystko w porządku?
Odwracam głowę widząc zmartwionego przyjaciela Liam'a.
- Zawieziesz ją do domu? Źle się czuje.
- Jasne,chodź.- wstałam z krzesła,żegnając się z Dziewczyna oraz z resztą,która siedziała na dworze a następnie wsiadłam jako pasażer do samochodu.  Droga minęła bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się pod moją kamienicą.
- Powiesz mi co się stało?
- To nic wielkiego.- odpięłam pasy.
- Nic wielkiego? A czemu płakałaś.
- Muszę zrezygnować z studiów.
- Co?! Czemu? Przecież od dziecka chciałaś być lekarzem?
- Nie będę mogła brać udziału w połowie zajęć.
- Rose nie kręć tylko mów.
- Jestem w ciąży,ulżyło ci.- otworzyłam drzwi i wysiadłam z pojazdu.
- Czekaj..Ale jak to?
- Liam nie mam siły na rozmowę. Obiecuje ci,że wszystko ci wytłumaczę,ale nie teraz.
- Jeśli będziesz potrzebowała jakieś pomocy,wiesz gdzie mnie szukać. - mocno przysunął moje ciało zamykając między nami jakąkolwiek odległość.
- Dziękuje..- posłałam buziaka i odeszłam zostawiając go przy samochodzie.
Kiedy wspinałam się na trzecie piętro dużo myślałam. Nie wiedziałam od czego tak naprawdę zacząć. Chciałabym powiedzieć Mamie wszystko teraz już. Ale to jest naprawdę trudne,nie da się tego ująć w jednym zdaniu. : Mamo, jestem w ciąży. Mam wyrzuty sumienia, zrujnowałam sobie przyszłość. Tak nie miało się moje życie potoczyć. Nie potrafię tego zaakceptować. Ani trochę. Otworzyłam drzwi widząc Mamę siedzącą przy stole z kubkiem.
- Rose musimy porozmawiać.
Ściągnęłam buty i ruszyłam do salonu siadając naprzeciw Mamy.
- Co to ma być?- wyciągnęła kopię rezygnacji z uczelni oraz test ciążowy.


Ally i Rose kiedy miały 14 lat.



Liam Hugent 20l przyjaciel Rose


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam,za małe opóźnienie.. 
Namieszało się trochę.. :)
Teraz wszystko się zmieni.  
 
Czy sprawdzi się Rose jako Mama?
Czy Liam,będzie próbował coś namieszać?
Czy ktoś z Seattle będzie chciał zobaczyć się z Rose?
To wszystko w najbliższych rozdziałach :)
Gorąco! Zapraszam do czytania :)


NEXT ---->  18 - 20 SIERPNIA!

czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział Czternasty.

Obudziłam się widząc światło w całym pokoju. Lekko unosząc głowę zauważam tuż przy drzwiach walizkę,która już czeka. Zeskoczyłam z łóżka podchodząc do szafy,w której była przygotowana błękitna sukienka z falbanką tuż na ramionach. Z pułki zabrałam lusterko,które położyłam na kolanach robiąc makijaż. Dużo myślałam o tym wszystkim, ciągle mam wątpliwości czy zostać czy wyjechać. Ale ci ludzie tutaj,nie potrafię. Najbardziej zraniła mnie Bella,bo to ten cały przyjazd tutaj był dla Niej. A Mike? Do końca nie wiem czy to co było między nami przez 2 tygodnie mogę nazwać Miłością? Gdyby mu na mnie zależało nie okłamywałby mnie? Nie jestem tego pewna,mimo,że żadnego paktu nie zawarliśmy? Czy to właśnie była wakacyjna miłość? Chyba tak mogę to nazwać. Nie zasługuje na coś tak poważnego jak MIŁOŚĆ. Prawdziwa i tylko w jednym rodzaju miłość. Kiedy kończyłam robiąc przy drugim oku kreskę do pokoju wszedł Tata.
- Masz gościa.- powiedział łagodnie trzymając klamkę.
- Kogo?
- Zejdź na dół to zobaczysz.
Zgodziłam się. Z myślą,że to nikt ważny,może znajomy albo Max.Kiedy byłam już na pierwszym stopniu schodów widzę Mike opartego o frontowe drzwi z bukietem kwiatów.
- Tato mówiłam ci..- odwracam się nie zwracając na nikogo uwagi.
- Rose za dwie godziny masz samolot warto sobie wszystko wyjaśnić.
- Tato..
- Rose proszę cię.
- Ughh. Robię to dla Ciebie Okej?- pokazałam na Ojca palec.- No chodź.- spojrzałam na Mike i ruszyłam z powrotem do pokoju.
Usiadłam wygodnie na łóżku czekając,aż Mike zamknie za sobą drzwi.
- Więc po co tu przyszedłeś?
- Nie wybaczę sobie tego jak Cię potraktowałem. Wiem,nie powiedziałem prawdy,ale zrozum.Nie mogłem. Taka jest moja praca.- położył bukiet róż na moje kolana.
- Nie przejmujesz się,że pewnego dnia pójdziesz siedzieć i dzięki temu zrujnujesz sobie przyszłość?
- A do czego mam wracać Rose? Nic nie mam, Tata odszedł,Mama nie żyje a mój brat z dnia na dzień wychodzi z domu i nie wraca? Zawsze się w jakieś gówno wplątałem, od dziecka tak było. Ale Ty jesteś pierwszą dziewczyną,którą od razu pokochałem. Od pierwszej rozmowy,uśmiechu. Wchłonęłaś mnie całkowicie. Wiem,nie zasługuje na Ciebie,ale wiedz,że..- zaciął się na chwilę a Moje uszy wsłuchiwały się w to wszystko co do mnie mówił. Wydawało się takie prawdziwe,takie czyste.- Zawsze będę cię kochać mimo,że te dwa tygodnie naszej znajomości nie wyglądały do końca kwitnąco.
Kiedy skończył mówić zrobiła się jeszcze większa zagadka niż była,jeszcze więcej muszę o tym myśleć niż wydawało mi się. Tak naprawdę nie mogę tej sprawy zostawić i wyjechać. Trzeba to rozwiązać w jakiś sposób,dobry sposób. Żeby było jak najlepiej dla każdego. Dla mnie i dla Niego.
Wstałam będąc blisko Mike i tak naprawdę nie wiedząc co powiedzieć. Głowa mówiła mi olej go,wyjeżdżasz a Serce On cię naprawdę kocha.
Pozostawia mnie w trudnym wyborze,nie wiem co mam zrobić,powiedzieć. Ale będzie lepiej jak się rozstaniemy.
- Mike,ale nas już nie ma. Nie potrafię być z osobą,która w każdej chwili może iść do więzienia. Nie musisz mi obiecywać,że się zmienisz. Nie oczekuje tego od Ciebie. To twój wybór,Twoje życie.Ale wiedz,że jesteś wmieszany w jedno wielkie gówno i możesz sobie nie dać rady,a wtedy przyjaciele się odwrócą.
Spojrzał na mnie i po Jego mimice twarzy mogłam stwierdzić,że miałam rację. Mówię z sensem i mówię to dla Jego dobra. Ale Ja tu już nic nie zrobię. Ten rozdział zamykam. Mike był,Mike się zmył,Mike w moim życiu nie istnieje.
- Dziękuje za szczerą rozmowę.- otworzył drzwi i jeszcze raz bacznie na mnie spojrzał.- Będę tęsknić.
- Mike czekaj..- zatrzymałam go oddając mu pierścionek,który mi dał na drugiej randce. Należał do Jego Mamy.
- Nie przyjmę tego. Rose weź to do Barcelony.
- Zabierz to.- zaczęłam mówić szeptem.- Pamiętaj życie jest jedno,ale trzeba korzystać z Niego. A chociaż ten pierścionek będzie ci przypominał tą wariatkę z Barcelony.
Odsunęłam się widząc jak Mike wkłada srebrny pierścionek do kieszeni.
- Żegnaj Mike.- lekko uśmiechnęłam się widząc jak On odchodzi zmarnowany. Słyszę jeszcze krótką rozmowę na dole,którą prowadzi Tata z moim Gościem. Trzask drzwi i chwilę później przed sobą widzę Ojca.
- To co jedziemy?
- Jedziemy.- spojrzałam na kwiaty i zamknęłam za sobą drzwi od mojego tymczasowego pokoju.
Też był nie zadowolony. Nie wiem do końca czy bardziej chodziło o to,że Bella i Ja nie dogadałyśmy się czy o to,że szybciej wyjeżdżam? Nałożyłam skórzaną torebkę na ramię kiedy mijałam pokój Belli. Był niestety zamknięty. Coś mi mówiło,żebym tam weszła,powiedziała chociaż "do zobaczenia,cześć " Byle co. Nie mam siły,to z Jej winy się pokłóciłyśmy a Ja pierwsza ręki nie wyciągnę. Lekko przejechałam po drewnianej literce"B" w kolorze różu. Ciągnęło mnie,ale.. zrezygnowałam i zeszłam na dół. Założyłam Vansy i nadszedł moment,aby pożegnać się z Marry. Cholernie płakała,wiedziałam,że po części te łzy są przez zachowanie jej Córki. Jest jej przykro,tak jak Mi. Trudno,pewnie się dogadamy,ale na stan dzisiejszy między nami jest topór wojenny. I nic z tym nie zrobię.
- Dziękuje Marry za wszystko,za świetne obiady, za codzienną dawkę śmiechu,za to jaka jesteś kochana. Tak naprawdę moja druga Matka.- zaczęłam się śmiać,aby przestała płakać,bo się sama popłaczę.
- Trzymaj się,dzwoń na Skype.
- Codziennie!
- O 22.30.- zaczęła się śmiać,bo od roku o tej godzinie dzwonię.
- A Bell?- szepnęłam.
- Wyszła wcześnie rano.
- No trudno..- otworzyłam drzwi widząc rażące światło słoneczne.
Widziałam Ojca,który pakuje moją walizkę do bagażnika, a w jednej chwili moje łzy leciały jak oszalałe.
- Widzisz Marry co zrobiłaś?!- rzekłam żartem.
Spojrzałam na drugą stronę ulicy jak codziennie Max coś robił przy swoim Mustangu. Nie odjadę dopóki się z nim nie pożegnam.
- Max!- uniósł głowę widząc moją postać i od razu podbiegł.
- Nie mogłabym wyjechać bez pożegnania z Seksownym sąsiadem!
- Oj Rose..- westchnął wtulając moje ciało w Jego.
- Będę tęsknić mimo wszystko, to co się stało. Bez wyjątku za Tobą,Mike'm i Bellą.
- Nie płacz już. Wrócisz tutaj.
- Wiem..- rzekłam.
- Rose musimy jechać.- usłyszałam gdzieś z tyłu głos Taty.
- Trzymaj się.- przybiłam mu piątkę i podbiegłam do drzwi pasażera. Otworzyłam je i zajęłam miejsce obok kierowcy a Ojciec odjechał z podjazdu kierując się na Lotnisko.
- Będę cholernie tęsknić Seattle..- szepnęłam obserwując trasę jaką zaczęliśmy pokonywać.


       Seattle ----------> Barcelona  




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej i czołem! 

Jak tam u was Holiday? :DD

Przepraszam za małe opóźnienie.

Zastanawiacie się co teraz będzie skoro Bella wyjechała? 

To nie jest KONIEC!
To dopiero POCZĄTEK!



Widzimy się ------>  5-7 SIERPIEŃ

wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział Trzynasty.

Jak prawdziwy przestępca wsadzono mnie do celi. Siedziałam naprzeciw Max'a,który miał głowię schowaną między rękami.Całe pomieszczenie było bardzo mroczne. Tak jak w prawdziwych filmach kryminalnych. Tylko Ja dalej nie wiem co tu robię? Jestem nie winna. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł do środka policjant.
- Teraz wy.- westchnął.Wstałam pierwsza a zaraz za mną szedł chłopak. Z powrotem założono nam kajdanki. Prowadzili nas z przodu idąc długim korytarzem z kilkunastoma drzwiami. W jednej chwili czuje szarpnięcie ręki wchodząc do jakiegoś pomieszczenia. Zauważyłam Mike,który również miał kajdanki tłumacząc mężczyźnie w mundurze co się tak właściwie stało. Kiedy ujrzał naszą dwójkę a Ja spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ros...Rose co ty tu robisz.- spojrzałam tylko jeszcze raz na Niego,a mężczyzna,który mnie prowadził zakończył naszą to znaczy Jego monolog zamykają drzwi w kolejnym pokoju. Tak zwanej Sali przesłuchań. Usiadłam naprzeciw policjanta a Max'a zabrali do innego stolika.
- Zadam ci parę pytań,jeśli będziesz kłamać możesz zostać skazana lub dostać karę pieniężną. A tak to możesz jeszcze dziś wrócić do domu.- powiedział ściągając z moich rąk kajdanki.
- Więc.Po co tam właściwie przyszłaś?
- Chciałam kogoś sprawdzić.
- Sprawdzić.Okej.. Jesteś powiązana,z którymś z podejrzanych? - Rozłożył trzy zdjęcia. Eddy, Mike oraz ten drugi bokser.- Więc?
- Jestem.
- Który?
- Ten.- pokazuje na zdjęcie mojego chłopaka.
- Dobra. Chyba to tyle.
- Proszę Pana.- odwrócił się kiedy rzekłam do Niego.
- Mike tzn Ten chłopak. Nigdy mi nie powiedział,że to są nielegalne walki. Dowiedziałam się dopiero jak tam zaszłam. Naprawdę,gdybym wiedziała..
- Rozumiem Rose. Spokojnie.Słuchaj wiem,że jesteś pełnoletnia,ale muszę skontaktować się z twoim rodzicem. Ale widzę,że jest problem.-spojrzał na jakąś kartkę.- Mieszkasz w Barcelonie prawda?
- Tak,ale tutaj mieszka mój Ojciec.
- Nie bądź zła,ale muszę po Niego zadzwonić.
Podałam mu numer Taty. Nie dość,że jestem pokłócona z Bellą,Mike mnie oszukał,wracam do domu szybciej, to jeszcze Tata odbierze mnie dzisiaj z komisariatu. Spojrzał na mnie i zakończył rozmowę.
- Zaraz tutaj będzie.
- Mam jeszcze jedno pytanie? Czy ten chłopak,którego wskazałam będzie miał jakieś poważne problemy.
- Jak się bardzo tym przejmujesz pójdę się zapytać.- posłał uśmiech i wstał.
Minęła dosłownie chwila i wrócił mówiąc "dzięki" i rzekł:
- Musi posiedzieć jeszcze trochę na komisariacie. Ale nic poważnego. Bardziej ten Eddy Widnston jest główny podejrzany i może nawet trafić do więzienia.
- Dobrze mu tak.-szepnęłam,ale okazało się,że on też usłyszał.
- Rozumiem,że też go znasz. Słuchaj chyba Twój Tata przyjechał.-spojrzał a telefon.
- Yhm. Dziękuje bardzo. Mam nadzieje,że już nigdy nie będę mieć styczności z policją. I oby każdy policjant był taki miły. Zaczął się śmiać i zamknął za mną drzwi. Weszłam do pomieszczenia,w którym dalej siedział Mike.
- Rose błagam cię porozmawiaj ze mną.
- Z nami koniec. - dodałam i wyszłam na główny korytarz,gdzie czekał na mnie Tata z Max'em.
- Jak mogliście się źle zachować w miejscu publicznym.Co?- spojrzałam ze zdziwieniem na Ojca a później na Mike.
- No wiesz Tato..
- Dalej do auta pakować się.
Znowu uwierzył w jakieś kłamstwa. Max musiał naprawdę nieźle nakłamać,że mu uwierzył. Szybko napisałam SMS-a do Niego. Krótkie słowo " dziękuje ;) ". Minęło piętnaście minut później i zajechaliśmy pod dom. Pożegnałam się z Max'em a później weszłam do domu.
- Na pewno chcesz jechać pojutrze.
- Tak..- westchnęłam idąc na górę.
- Chciała cię przeprosić.- zatrzymałam się.
- Bella?
- Yhmm.
- I co jeszcze Tobie powiedziała,żebyś za nią to zrobił.Ona nie ma pięciu lat. Podobno jest taka dorosła. Nie zmienię decyzji. Nie mam dla kogo tutaj być.
- A co z Mike'm?
- Zerwałam z nim.- powiedziałam na tyle głośno,żeby Bella mogła też usłyszeć. Widziałam u Niej otwarte drzwi.Zrobiłam to specjalnie. Zwolniłam krok,aby mnie dokładnie widziała. Mimo,że nie spoglądam w Jej stronę.
- Rose?- zatrzymuje się i odwracam głowę.
Widzę w piżamce dziewczynę. Może i spała,bo ma trochę zaspany głos.
- To prawda?
- Nawet jak tak to co cię to obchodzi?
- Czekaj.-zatrzymała mnie ruchem ręki.- Musimy pogadać.
Zgodziłam się chociaż nie chciałam. Usiadłam w Jej ciemnym pokoju na łóżku.
- Co chcesz,zmęczona jestem.
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie wiem jak zacząć.
- No mów. Już mnie nic nie zaskoczy dzisiaj.
- Mike i Max. Oni.. Walczą w nielegalnych walkach.
- Serio?!
- No naprawdę. Chciałam ci wcześniej powiedzieć,ale wiedziałam,że od razu zerwiesz z nim
- Serio Ty o wszystkim wiedziałaś!? A mi nic nie powiedziałaś!? Ja przez tych dwóch dupków siedziałam na komisariacie,bo byłam zobaczyć tą walkę.Tak nie postępuje przyrodnia siostra.
- Przecież robiłam to dla Twojego dobra.
- Właśnie widzę.- wstałam i poszłam do swojego pokoju.


Wstałam wcześniej niż zwykle. Było kilka minut po ósmej. Nie przespałam pół nocy myśląc jaki wczoraj był ciężki dzień. Usiadłam na podłodze przy szafie wyciągając walizkę, do której zaczęłam wkładać ubrania. Przyjechałam po kilku latach robiąc to dla Belli,a okazało się,że więcej kłóciłyśmy się niż razem spędzałyśmy czas. Poznałam Mike,który był świetnym chłopakiem. Zakochałam się w nim,a wyszło jak wyszło. Jest jeszcze Max, do którego w jakiś sposób miałam na początku słabość,ale życie potoczyło się inaczej i wybrał moją Siostrę. Obiecałam im,że tu jeszcze przyjadę w najbliższym czasie,ale wychodzi na to,że nie mam dla kogo. Wrzuciłam ostatnią bluzkę i zeszłam na dół. Przywitałam się ze wszystkimi i wyszłam na dwór. Od razu zauważyłam Mike i Max'a,którzy rozmawiali przed domem Max'a,który coś szepnął i momentalnie obydwoje się odwrócili w moją stronę.
- Rose!- kiedy zauważyłam,że Mike próbuje do mnie podejść zaczęłam się wracać do domu. Było to jedyne i dobre rozwiązanie.
- Czekaj.- chwycił delikatnie moją dłoń,a Ja obróciłam się w Jego stronę.
- Chcesz teraz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz,że nie mogłem Ci powiedzieć prawdy od samego początku.
- Słuchaj Ja nie lubię kłamstw i to jeszcze w związku. Dzięki Tobie wylądowałam na policji. Gdybyś powiedział od początku.
- To byś ze mną nie była w związku. Taka jest prawda.
- Skąd wiesz? Może bym to zaakceptowała. Mike to jest skończone jutro rano wylatuję.
- Przecież!?- zaczęłam iść w stronę domu.
- Przyśpieszyłam powrót do domu.Żegnaj.- dodałam widząc Jego spojrzenie kiedy zamykałam drzwi.







---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :) 

Jak się podoba rozdział? 
Czytamy,komentujemy! :)


NEXT ---> 24-26 LIPIEC ( termin opóźniony,bo jestem na wakacjach ) ;)



czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział Dwunasty.

Minęło kilka godzin.A ja siedziałam na łóżku próbując dodzwonić się do Mamy,aby przyśpieszyła mój powrót do Domu. Nie mam siły! Normalnie wszystkiego mi się odechciewa. Gdy do pokoju wszedł Max. Spojrzał na mnie i usiadł na krawędzi łóżka.
- O co tym razem poszło?
- Przychodzisz do mnie z myślą,że to Ja jestem winna?
- Nie,pytam po prostu..Bella dzwoniła..
- A czyli Bella do Ciebie dzwoniła. Yhmm. Super! Sama nie może ze mną pogadać tylko wysyła pośrednika.? A jest tuż obok. Ciekawie.- wkurzona wstałam opierając się o parapet.
- Rose o co chodzi.
- Rodzice na nią naskoczyli,że ma szlaban. I Ja dodałam parę słów, Ona również. I znowu z tego wyszła kłótnia.
- Okej.. A o co dokładnie?.
- Nie obraź się,ale..Nie pasuje mi ten związek. W ogóle nie podoba mi się jak Ona mnie traktuje.
- Powiedziałaś jej to?
- No tak.. Powiedziałam jej,że ma mnie przeprosić,ale Ona nie chce zmieniać swojego zachowania i Ja powiedziałam jej..
- Że..?
-  W takim razie szybciej wracam do domu.
- Słuchaj..- podszedł do mnie przytulając.- Masz wyjechać za prawie tydzień. Bez jednego dnia. I chcesz jechać jeszcze szybciej? Zwariowałaś.Błagam cię porozmawiaj z nią.
- Max nie ma takiej opcji.
- Proszę cię..- podniósł mój podbródek lekko przyciągając do siebie.
- Nie.- szepnęłam z myślą co my wyprawiamy. Szybko odsunęłam go od siebie każąc,aby wyszedł z pokoju. Kiedy zamknął za sobą drzwi usłyszałam dzwoniący telefon.
- Cześć Mamo..- rzekłam prawie wybuchając płaczem.
- Dziecko co się stało?
- Znowu się pokłóciłam z Bell.Chyba chce wracać.
- Przecież wracasz za tydzień.
- Możesz to przyśpieszyć?
- Ehmm. Zobaczę,pogadam z moją asystentką i spróbuje coś z tym zrobić Okej?
- Dziękuje ci bardzo..
- Słuchaj Skarbie jestem zajęta zadzwonię później.- westchnęłam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.







Przez resztę dnia ani Ja ani Bella nie wyszłyśmy z pokoju. Dalej jesteśmy pokłócone i nie mam zamiaru pierwsza wyciągnąć ręki na zgodę. Nie ma takiej opcji! Niedawno dostałam SMS-a od Mamy,że najwcześniej mogłabym wyjechać za 3 dni. Zgodziłam się. Nie chce tu dłużej być. Muszę jeszcze znowu pogadać z Mike'm. Kurdę nie chce wyjeżdżać, jeszcze wcześniej niż zaplanowałam. Ale przez pustą blondynę nie zostanę tu dłużej. Przebrałam się w dżinsy i błękitną bluzę z kapturem. Włosy związałam w kitka a na nogi założyłam Vansy. Wrzuciłam jeszcze do kieszeni telefon i wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem,a kątem oka zauważyłam lekko uchylone drzwi do pokoju Belli widząc ją całującą Max'a. Odpuściłam sobie ten widok i zeszłam na dół.
- Wyjeżdżam.- oparłam się o futrynę widząc jak Marry szykuje coś do jedzenia.
- Że już?
- Nie za trzy dni.
- Rose wiesz,że nie musisz tego robić.- usłyszałam głos Taty z tyłu,który wymieniał żarówkę w lampie na holu.
- Nie mam ochoty tutaj być dłużej! A teraz wychodzę.
- Gdzie idziesz?
- Przejść się.- warknęłam zamykając frontowe drzwi.
Oczywiście,że nie idę się przejść tylko idę na tą walkę,która jest za prawie 30 minut. Wiedziałam,że klub czy jak się te miejsce się nazywa jest niedaleko. Minęłam jedno skrzyżowanie,później drugie widząc tą siłownie,na którą chodzi Mike a przed nią mnóstwo ludzi,którzy stali w kolejce wchodzą do środka. Stanęłam na końcu podsłuchując rozmowy mężczyzn. Paru się spojrzało na mnie,ale próbowałam to ignorować.Kiedy minęła kolejka i miałam już wchodzić poczułam chwyt ręki i ujrzałam wysokiego ochroniarza.
- Kobietą wchodzić nie wolno.
- Co mnie to obchodzi.
Grupka facetów zaczęło się z Niego śmiać. A Ja wyrwałam rękę z Jego ucisku.
- Nie będę się powtarzać.
- Ja też.- rzekłam i weszłam do środka. Myślałam,że mnie siłą wyciągnie,ale chyba sobie odpuścił. Stałam w ciemnym pomieszczeniu. Jedyne światła jakie tutaj były to te,które skierowane są na ring. Sędzia wszedł na ring. Moje oczy jeszcze bardziej się rozszerzyły,gdy ujrzałam Eddy'ego.
- Witam wszystkich!!- zaczął krzyczeć do mikrofonu.
Zaczęłam przeciskać się do przodu,aby widzieć wszystko. W jednym pomieszczeniu było mnóstwo ludzi. Oczywiście sami faceci. Rozglądałam się w każdą stronę,ale nikogo znajomego nie widziałam.
Nagle znowu Eddy przemówił.
- W prawym rogu silny,niezniszczalny,robot Mike!- kiedy krzyknął Jego imię cały tłum zaczął klaskać i krzyczeć "Mike".Mój ukochany chłopak Mike.. Chwilę później wywołał drugiego boksera.
Zaczęła się walka.. Przeciwnicy przybili sobie "żółwika" w rękawicach, a Ja poczułam jak ktoś mnie chwyta za ramię obracając do siebie.
Przed mną stał wkurzony Max.
- Boże co ty tu robisz! Oszlałaś!?
- Max uspokój się..Chciałam zobaczyć tylko jak walczy Mike.Faktycznie nie lubię tego sportu,ale tam jest mój facet! O co ci chodzi?.
- Skąd wiedziałaś,że dziś walczy?
- Wczoraj na plaży jakiś Jego kolega poszedł i mu powiedział.
- Musimy się zaraz zmywać rozumiesz. - zaczął się rozglądać dookoła sali.
- Co? Czemu?
- Policja zaraz tu przyjedzie. Ktoś nas wsypał.
- Co? Przecież tylko walczą,przecież mogą?
- Rose zrozum mnie to jest inny boks.
- Żartujesz teraz tak?!.
- Rose..Czekaj.- zaczęłam wycofywać się do wyjścia. Nie mogłam tego znieść. Oni mnie okłamali. Trenują Boks? Yhmm. Tylko to trochę inny? To jaki!? Inny czyli nielegalny. Jeśli zaraz z stąd nie wyjdę to nas policja zamknie.
- Czekaj!- chwycił mnie za rękę tuż przy drzwiach.
- Max czemu mi nie powiedziałeś! Co? Przecież nie jestem głupia. Mike co drugi wieczór mi nie odpisuje SMS-ów. Ciekawe czemu? Walczy w nielegalnych walkach! A Bella wie?
- Przestań.. Proszę cię. Musimy się zmywać.
- Pytam się wie?
 Spojrzałam na Niego,gdy nagle zostaje rzucona na podłogę. Próbuje się rozglądać dookoła,lecz jest tak ciemno,że tylko widzę Max'a który leży obok mnie a jego obezwładnił jakiś mężczyzna w mundurze. Czy to jest policjant. Nie umiałam rozpoznać dopóki do środka nie wbiegło ich więcej krzycząc : Policja wszyscy na podłogę,zostaliście zatrzymani!!
Super.. Lepszego dnia nie mogłam sobie wyobrazić...




Bo praw­dzi­we uczu­cie nig­dy nie wy­gaśnie. I możemy się zarze­kać, przy­sięgać i da­wać so­bie ręce uciąć że ten ktoś jest już dla nas nieważny, a praw­da jest ta­ka że był, jest i będzie bo je­go oso­ba za­mie­szku­je pe­wien ob­szar w naszym ser­cu. I na­wet ochro­na, ko­mor­nik czy po­lic­ja nie są w sta­nie go stamtąd wysiedlić. 

---------------------------------------------------------------------

Hej :D

Jak się podoba rozdział? 
Dużo informacji,a akcja się bardziej rozwija!
Rose już wszystko wie.więc może wracać do Barcelony.
ŻARTUJE OCZYWIŚCIE ;)

CZYTAMY,KOMENTUJEMY!! :*

NEXT --->    14-16 LIPCA

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział Jedenasty.

Było dosyć późno.Powiedziałabym,że nawet nad ranem. Belli dalej nie widziałam,więc nie wiem gdzie jest. Mało mnie obchodzi,że aż wcale. Jestem naprawdę zaszokowana jej zachowaniem. Z dnia na dzień zaczyna chodzić z Max'em. Jeszcze nawet wcześniej nie wspomni? Nic. Jestem zła na nią. Dobrze wie,że lada dzień wsiadam w samolot a Ona woli spędzić ten czas z Max'em" TYLKO I WYŁĄCZNIE"
- O czym tak myślisz? - spojrzałam na Mike,który wpatrywał się w morskie fale.
Zapomniałam. Siedzimy na plaży.
- Nic ważnego.- rzekłam przejeżdżając dłonią po zimnym piasku.
- Nic ważnego nazywasz Bellą?
- Może?
- Daj im spokój co?
- Nie chodzi mi o "nich" bardziej o Nią. Wyjeżdżam za niedługo a Ona woli spędzać ten czas z Jej nowym chłopakiem.
- Widzicie się przecież codziennie w domu.
- Też racja... Ale przyjechałam do Seattle dla Niej. A Ona jak gdyby nic bawi się nie zwracając uwagi,że tu jestem. Dzisiaj ją widziałam przez całe dziesięć minut i to jeszcze podczas drogi na imprezę.
- Mike możemy pogadać?- odwróciłam się tak szybko jak to zrobił Mike. Kim on jest? Za nami stał wysoki chłopak, też dobrze zbudowany tylko bardziej groźniejszym wyrazem twarzy niż Mike.
- Umm Jasne. Rose to Rick.Rick to Rose.- wstałam podając dłoń.
- Hej.
- Cześć .- odpowiedziałam siadając.
- Daj mi pięć minut.- szepnął do ucha odchodząc.
Dalej siedziałam patrząc się na morze, na każdą fale. Słysząc szum wody oraz prawie całą rozmowę. Usłyszałam,że jutro ma walkę o 21. Jeszcze krótką rozmowę na temat Eddy'ego,że coś chce od Niego i słowo cześć i do jutra. Chwilę później Mike z powrotem usiadł koło mnie.
- I jak tam?
- Słuchaj może będziemy się zbierać,zimno tu trochę.
- Jasne.- uśmiechnął się podając dłoń,aby pomóc mi wstać.
Szliśmy brzegiem plaży tuż przy wodzie. Objęci,aby żadne ciepło nie uciekło. Czułam się
bardzo romantycznie oprócz tej głośnej imprezy oraz nad rannej godziny. Weszliśmy na parkiet,a następnie przeszliśmy wąską alejką do parkingu. Bruneta auto stało trzecie z brzegu. Otworzył mi  drzwi a Ja zajęłam miejsce pasażera. Planuje mu nic nie powiedzieć,ale chce się tam koniecznie wybrać. Zależy mi,nigdy nie widziałam jak walczy na ringu. Kiedy zapinałam pasy przypomniałam sobie,że piliśmy drinki.
- Piłeś i jedziesz autem.- rzekłam kiedy wycofywał.
- Rose tylko jednego drinka.Spokojnie.
- Jak nas policja złapie to..
- Wiem,wiem.- zaczął się śmiać.



Kiedy zajechałam pod dom zaczęło robić się jasno,a godzina,która wyskoczyła na wyświetlaczu w telefonie pokazywała 4.54.. No nieźle. Nacisnęłam klamkę do drzwi. Były otwarte. Ściągnęłam sandały i weszłam do góry. Pokój Belli był otwarty,czyli dalej nie wróciła. Pff. Nie obchodzi mnie to wcale. Nie chce się z nią kłócić,ale będę musiała coś z tym zrobić. Weszłam do pokoju rozbierając się do naga i wciągając na siebie luźną bluzkę. Zapalając lampkę,która stała na stoliku nocnym spojrzałam na kawałek papieru przy niej. Okazało się,że jest to bilet. Wylatuje za osiem dni. Westchnęłam kładąc się na łóżko przykrywając kołdrą. A następnie zgasiłam światło i poszłam spać...
Obudziłam się parę godzin później,chyba była dziewiąta rano. Usiadłam na łóżku słysząc kłótnie. I to nie byle kogo a Mojego Taty i Belli. Zaspana schodzę na dół patrząc przez pół przytomnie oczy co się w tej kuchni dzieje.
- Co jest?- pytam siadając przy stole widząc chodzącą Bellę po kuchni i Ojca,który jest oparty o blat mebli kuchennych.
- Wróciła do domu pięć minut temu. A ty o której wróciłaś?
Spojrzałam na zegar,który wysiał przed mną na ścianie. Tak jak mówiłam jest 9.15..
- Wróciłam cztery godziny temu.- spojrzałam na Ojca.
- Widzę,że też zabalowałaś ładnie.. Ale już masz się lepiej niż Bella. Bo Bella ma szlaban od dzisiaj.
- Co? Tato chyba zwariowałeś?!
- Bella dobrze Ojca słyszałaś.- Na zakończenie wchodzi Marry jej matka.- Przesadzasz trochę. Ile można.. Ledwo jesteś pełnoletnia a już tak balujesz?
- No, ale Mamo.. Wiesz,że się spotykam z Max'em.
I w tym momencie wskoczyłam Ja.
- No właśnie!-wstałam stojąc przed dziewczyną.- Nikomu nic nie powiedziałaś,że jesteś z Nim,nawet mi! Wczoraj miałyśmy razem imprezować,a jednak wolałaś się bawić z nim. Świetnie.Mam ci przypomnieć,że tu przyjechałam głównie dla Ciebie. A za osiem dni wyjeżdżam i co? Zachowujesz się od jakiegoś czasu jakby mnie tu wcale nie było. Zejdź na ziemię.
- Nie mam ochoty schodzić na ziemię. Jest mi tak dobrze.- stanęła przed mną.- Po prostu zazdrościsz mi takiego życia..- odeszła mijając rodziców a Ja ze zdziwienia usiadłam na krawędzi stołu patrząc na Nią jak wspina się po schodach na górę. Co ona sobie kurwa myśli! Kim ona do cholery jest!? Smarkula jedna..
- Wyjadę jeszcze dziś.- minęłam dwóch dorosłych ludzi wbiegając na górę.
- Tylko jeszcze jedno..- wbiegłam do Jej pokoju.- Zależało mi na naszej relacji. Od kilku lat nie było tak dobrze jak teraz. Jeśli mnie teraz nie przeprosisz to wyjadę jeszcze dziś.
- Nie zrobisz tego.- odpowiedziała unosząc wzrok znad telefonu leżąc na łóżku.
- Zobaczymy kto ostatni będzie płakać.- wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. I teraz zastanawiam się co się z nią stało,albo co ona zrobiła z swoim życiem..



Cza­sem już tak by­wa, że jest w nas ty­le praw­dy, ile ołowiu w ak­sa­micie, a mi­mo to jes­teśmy święcie prze­kona­ni, że to nas otaczają ludzie fałszy­wi i niegod­ni zaufania.  



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej !
 Jak się podoba? 
Czytamy!
Komentujemy!



NEXT --- >  9-11 LIPCA  :)

wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział Dziesiąty.

Obudziłam się widząc okno za którym już świeciło słońce. Podniosłam lekko głowę widząc rękę Mike,która obejmuje moje ciało. Westchnęłam myśląc,że nie mogę się kompletnie ruszyć. Lewą ręką sięgnęłam telefon,który leżał na stoliku nocnym. Na wyświetlaczu wyskoczyła godzina 5.49. Zdziwiłam się. Odwróciłam się w kierunku klatki piersiowej chłopaka jeżdżąc paznokciami po Jego części brzusznej. Kiedy "smyrałam" go przypomniałam sobie co my tak właściwe wczoraj zrobiliśmy. W jednej chwili przypomniała mi się cała noc. Na mojej twarzy ukazał się uśmiech.
- Hej- podniosłam głowę widząc zaspanego Mike.
- Cześć.- musnęłam Jego usta. - Umm Mike jak wczoraj to znaczy w nocy..
- Uprawialiśmy sex tak?
- No tak.. Czy Ty miałeś prezerwatywę?
- No oczywiście nie byłbym taki głupi.- złożył pocałunek na moim czole,a Ja poczułam ulgę. Ale chwila..
- To gdzie ona jest?
- Boże Rose wyrzuciłem ją.
Okej,okej.. Nie wnikam już,zaraz wybuchnie kolejna kłótnia.
- Coś jeszcze?
- Nie.- prychnęłam.
- Jesteś głodna?- kiwnęłam przecząco głową.
Moje myśli ciągle krążyły w kółko na temat tej cholernej prezerwatywy. Już kompletnie nie wiem czy mówi prawdę,czy po prostu zapomniał i nie chce mi tego powiedzieć. Nie umiałam na niczym się skupić. Mike od paru minut ciągle coś mówi,a Ja tylko kiwam głową. Dopóki nie zaczął mnie wołać..
- Halo Rose? Rose?
- Tak,tak.. Zamyślałam się.
- Więc?
- Powtórzysz nie słuchałam.
- A jednak.- zaczął się śmiać.- Pytałem się czy pojedziesz ze mną na imprezę dziś na plażę.
- Tak.- uśmiechnęłam się. - Chyba jednak jestem głodna. - rzekłam siadając.
- To chodź.- chwycił mnie za rękę pomagając schodzić z łóżka a następnie wyszliśmy z sypialni idąc do kuchni. Usadził mnie na wysepce,która znajdowała się na samym środku pomieszczenia. Brunet wyciągnął z lodówki sok pomarańczowy oraz sałatę i pomidora.
- Może ci pomogę?- spojrzałam na deskę,na której kroił warzywa.
- Nie.- uśmiechnął się.




Przez resztę dnia siedziałam u Niego oglądając dwie komedie a następnie zawiózł mnie do domu Taty,gdzie się przebrałam. Założyłam dżinsowe szorty oraz czarny elegancki top oraz wysokie sandały na szerokim obcasie. Włosy rozpuściłam i dodałam kreskę zrobioną eyelrnerem oraz wiśniową pomadkę. Jestem gotowa. Zeszłam ostrożnie po schodach widząc Max'a oraz Bellę ,którzy się całowali. Chciałam jak najbardziej uciec od tego widoku mimo,że stali prawie przed mną. Niestety musiałam im to przerwać.
- Yyy. Jedziemy?
Spojrzał na mnie Chłopak zmierzając mnie od góry do dołu lekko uśmiechając się.
- Oczywiście.- dodała Bella ubrana w czarną sukienkę ze złotą nitką.
Wychodząc jako ostatnia z domu i jednocześnie wchodząc jako ostatnia do samochodu zapadła cisza. Nie wiem dlaczego Mike nie poczekał na mnie. Skoro niecałe trzydzieści minut temu mnie przywiózł. Muszę jechać z Bellą,która uwiodła Max'a. Nie chce tu nikogo obrażać,ale On chyba jeszcze nie wie,że popełnia wielki,ale TO WIELKI błąd.
- Rose bilet przyszedł rano.
- To dobrze.
- Boże to już za dziewięć dni. Jakie to straszne..
- Ohh. Bell wiem,że chcesz się mnie pozbyć.
- To kiedy znowu przyjedziesz.- spojrzałam na lusterko,gdzie odbijał się wzrok Max'a.
- Nie wiem..
- Może na Święta?
- Max to za pół roku. Mamy tak długo czekać?- dodała Bella.
- Zobaczymy..- próbowałam zakończyć tą rozmowę. Coraz bardziej mnie chcą chyba dołować. Mniej dni, czas leci... Kumpel zatrzymał samochód na parkingu. Kiedy wysiedliśmy z auta,usłyszałam głośną muzykę,która dochodziła od strony morskich fal. Znowu byłam na tyle. Czułam się trochę obca. Gdzie do cholery jest Mike. Buzowałam od środka. Z dnia na dzień oni są razem. Nie jestem zazdrosna,ale uważam,że Ona na Niego nie zasługuje. Weszliśmy na drewniany podest,który rozciągał się przez spory kawałek plaży. Na jednym końcu była scena, na której grał już jakiś didżej. Było już naprawdę dużo ludzi,a Ja dalej go szukam. To zaczynało mnie trochę irytować. Tym bardziej,że to Mike mnie zaprosił i to On powinien czekać.
- Pięknie wyglądasz.- ktoś szepcze mi do ucha łapiąc za biodra. Momentalnie odwracam się widząc mojego przystojniaka.
- No nareszcie!
- Korki były.- zaczął się śmiać.- Cześć Bell, Siema Stary.
- Skoro znalazłaś już Mike to my idziemy na parkiet.
Spojrzałam trochę krzywo na nich. A idźcie w cholerę! Nie obchodzisz mnie! Za dziewięć dni wyjeżdżam! Po co spędzić czas ze mną! Po co!- patrzałam na nią i biłam się ze swoimi myślami.
- Okej..- podsumowałam wszystko i raptownie odwrócili się i poszli.
- Potrzebuje drinka i to mocnego.- Chwycił moją dłoń Chłopak zaprowadzając do jednego z kilkunastu barów.
Zajęłam miejsce przy jednym ze stolików dwu-osobowych, a tymczasem Mike zamawiał alkohol dla nas. Nie mogłam się pogodzić,że Bella chodzi z Max'em. No nie potrafiłam.
- Proszę cię bardzo.- spojrzałam na szklankę wypełnioną niebieskim trunkiem.
- Kamikaze?
- Yhmm.- dodał biorąc łyka ze słomki.
- Wiedziałeś,że są razem?
- Wczoraj się dowiedziałem.
- I mi nic nie powiedziałeś?
- Rose skąd mogłem wiedzieć?
- A Bell wie,że uprawiali...- położyłam rękę na jego ustach.
- Cicho,ludzie tu są zboczeńcu.
- No właśnie.- dodał.- Chwila..Ty jesteś zazdrosna?
- Nie jestem Mike. Błagam..- podeszłam do Niego siadając na Jego kolanach.- Jesteś bardziej seksowniejszy.. - szepnęłam składając pocałunek na Jego ustach. On odłożył nasze drinki na stół,a następnie podniósł mnie chwytając za biodra.
- Po prostu martwię się,że ten związek nie wypali. - wróciłam do wcześniejszej pozycji zabierając Kamikaze.
- Przesadzasz lub tak źle oceniasz Siostrę.
- Po prostu jak mam sobie przypomnieć sytuację z tamtego tygodnia i "związek Jej i Eddy'ego".
- Max jest całkiem inny...- powiedział.- Wiem z kim się przyjaźnie. Ja nie widzę żadnej przeszkody między nimi.
- Zobaczymy..- położyłam pusta szklankę na stół ciągnąc Mike na parkiet.
- Gdzie tak biegniesz?!
- Chodź tańczyć. - uśmiechnął się zabierając mnie do grupy ludzi,która się świetnie bawiła..







--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej!
Wakacje! Nareszcie!
To co zapraszam do czytania i do NEXT!

NEXT -->  1-3.07 :)
 

czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdział Dziewiąty.

- Bo Ja wracam szybciej do domu.
- Żartujesz? Kiedy?
- Za dziesięć dni.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałaś?!
Wiedziałam,że tak będzie. Wiedziałam! Mogłam mu nic nie mówić.
- Jak ty to sobie wyobrażałaś, że dzień przed mi powiesz,że wyjeżdżasz.
- Mike wiesz,że chciałam dobrze.
- Dobrze? Dla kogo?! Chyba tylko dla Siebie.
- Mike.
- Muszę ochłonąć..- odwrócił się idąc szybkim marszem do swojego auta, odjeżdżając z piskiem opon.
- Źle zrobiłaś Kochanie.- odwracam się widząc Tatę,który lekko całuje moje czoło.
- Wiesz,że nie chciałam go skrzywdzić.Chciałam jak najlepiej.
- Nie mówiąc mu?
- Tato,ale..
- Słuchaj powinnaś pogadać z nim. Wytłumaczyć.
- Ale chyba nie dziś.- szepnęłam wymijając go biegnąc na piętro. Wbiegam do pokoju rzucając się na łóżko.Zrzuciłam wszystko co było na pościeli. Cichy płacz,powoli uwalnianie łez wszystko zmieniło się jak przerzucenie kolejnej kartki w zeszycie. Dlaczego go oszukiwałam. Nie potrafię się z tym kompletnie pogodzić. Kiedy wytarłam już prawie cały makijaż w poszewkę odwróciłam się na bok widząc kątem oka połączenie od Max'a. Spojrzałam następnie w stronę okna kompletnie nie zwracając uwagi na to co się dzieje dookoła. Kiedy ponownie zaczął odzywać się iPhone postanowiłam wstać.








Nie wiedziałam co mam robić. Kompletnie. Mam Jego adres,jechać do Niego? Z uniesioną głową ku górze myślę co mam robić,gdy nagle do pokoju wbiega Bella.
- Wygląda nie ciekawie.
- Trochę.- westchnęłam wycierając łzy.
- Powiedz mi co mam zrobić, mam Jego adres.
- Jedź.
- A jak nie chce mnie widzieć?
- Mike nie jest taki. Widać,że mu zależy i nie odpuści.- chwyciła moje policzka.- Mieszka dwie ulice ode mnie. Możesz iść pieszo.
Zerwałam się zmywając do końca cały makijaż. Ubrałam tylko cienką bluzkę z długim rękawem i po prostu wyszłam schodząc na hol a następnie opuściłam dom. Idąc miałam najgorszy scenariusz przed oczami. Nie umiałam nic poukładać w głowie. Kiedy czułam,że za chwilę będę pod jego domem. Oszaleje. Serce zaczęło przybierać tempa a moje ręce zamieniły się w strumień potu. Skręciłam w jedną uliczkę i nawet nie wiem kiedy a znalazłam się na wyznaczonej drodze przez Maxa. Kiedy ujrzałam dokładnie adres 25 i zauważyłam,że to nie jest dom a kamienica. Zrobiło mi się słabo. Teraz to może mnie wcale nie wpuścić. Wzięłam głęboki wdech i wcisnęłam guzik przy Jego nazwisku. Mechanizacja zaczęła dzwonić,gdy nagle usłyszałam po drugiej stornie Jego głos.
- Tak?
- Mike możemy pogadać?- szepnęłam na tyle,aby tylko On to słyszał.
- Wchodź.- westchnął po chwili ciszy.
Odwróciłam się słysząc specyficzny dźwięk,dzięki którym dostałam się do środka. Kamienica wyglądała na bardzo luksusową. Sprawdzając listę mieszkańców wywnioskowałam,że mieszka na 3 piętrze a mieszkanie 12. Weszłam do windy wciskając numer trzy. Chwilę później winda się rozsuwa a dokładnie przed mną są drzwi do Jego mieszkania. Dwa razy zapukałam i ujrzałam wysokiego bruneta z gołą klatką piersiową w samych spodniach. Moje oczy zmierzyły go w każdy sposób jak był możliwy.
- Wchodź.- otworzył szerzej drzwi.
- Mike nie wiem dlaczego ci od razu tego nie powiedziałam. Uwierz mi nie chciałam..- zaczęłam mówić kiedy zamykał drzwi. Na pierwszy rzut oka luksus. Dookoła wszystko było bardzo jasne i małe dodatki w kolorze. Górował styl norweski. Bardzo klasycznie i jednocześnie nowocześnie.
- Skąd masz mój adres?
- Max.- westchnęłam widząc jak siada na dużej sofie.
- Nie chce przekreślać tego co między nami jest.
- Jak możemy być razem?- spojrzał na mnie.- Skoro Ty zaraz wyjeżdżasz? Wybacz,ale w miłość na odległość nie wierzę. Jeszcze to inny kontynent. Ups.
Pokiwałam głową. Czuję się przegrana. To on już wystawił wszystkie karty na stół. Nie widzę żadnej szansy. Mogę już iść. Wszystko wiem.
- Za 10 dni to dla Ciebie zaraz?
- A Co powiesz mi może,że wieczność? Skąd mam pewność,że tu jeszcze w wakacje przyjedziesz? I co mam tak czekać? Może przyjedziesz za rok, dwa lata lub wcale? I mam dalej czekać. (prychnął).
- Mike to nie jest tak. Czemu nas skreśliłeś?
- A co mam zrobić Rose?
Spojrzałam w dół widząc szklany stół,a pod nim parę sportowych magazynów.
- Hmm?
- Jeśli czujesz coś naprawdę nie możemy zrobić wszystko co się da przez te 10 dni.
- Śmieszne. Rose nie mamy już dwunastu lat.
- Warto spróbować.
Spojrzał na mnie jakby nie dowierzał.
- Miłość na 10 dni. Brzmi spoko.
- Mike wchodzisz w to czy nie?
- Ostra gra widzę. Wchodzę.
Lekko uśmiechnęłam się wiedząc,że w końcu doszliśmy do porozumienia. Podeszłam do Niego siadając na nim lekko i namiętnie się całując. Mike wiedział,że może działać. Więc nie widziałam żadnych przeszkód pozbycia się ubrań. Kiedy każdy z nas pozostał w bieliźnie zabrał mnie na ręce zaprowadzając do jakiegoś pokoju,który później okazał się sypialnią..

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NEXT W PRZYSZŁYM TYGODNIU!!
:)