czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział Czternasty.

Obudziłam się widząc światło w całym pokoju. Lekko unosząc głowę zauważam tuż przy drzwiach walizkę,która już czeka. Zeskoczyłam z łóżka podchodząc do szafy,w której była przygotowana błękitna sukienka z falbanką tuż na ramionach. Z pułki zabrałam lusterko,które położyłam na kolanach robiąc makijaż. Dużo myślałam o tym wszystkim, ciągle mam wątpliwości czy zostać czy wyjechać. Ale ci ludzie tutaj,nie potrafię. Najbardziej zraniła mnie Bella,bo to ten cały przyjazd tutaj był dla Niej. A Mike? Do końca nie wiem czy to co było między nami przez 2 tygodnie mogę nazwać Miłością? Gdyby mu na mnie zależało nie okłamywałby mnie? Nie jestem tego pewna,mimo,że żadnego paktu nie zawarliśmy? Czy to właśnie była wakacyjna miłość? Chyba tak mogę to nazwać. Nie zasługuje na coś tak poważnego jak MIŁOŚĆ. Prawdziwa i tylko w jednym rodzaju miłość. Kiedy kończyłam robiąc przy drugim oku kreskę do pokoju wszedł Tata.
- Masz gościa.- powiedział łagodnie trzymając klamkę.
- Kogo?
- Zejdź na dół to zobaczysz.
Zgodziłam się. Z myślą,że to nikt ważny,może znajomy albo Max.Kiedy byłam już na pierwszym stopniu schodów widzę Mike opartego o frontowe drzwi z bukietem kwiatów.
- Tato mówiłam ci..- odwracam się nie zwracając na nikogo uwagi.
- Rose za dwie godziny masz samolot warto sobie wszystko wyjaśnić.
- Tato..
- Rose proszę cię.
- Ughh. Robię to dla Ciebie Okej?- pokazałam na Ojca palec.- No chodź.- spojrzałam na Mike i ruszyłam z powrotem do pokoju.
Usiadłam wygodnie na łóżku czekając,aż Mike zamknie za sobą drzwi.
- Więc po co tu przyszedłeś?
- Nie wybaczę sobie tego jak Cię potraktowałem. Wiem,nie powiedziałem prawdy,ale zrozum.Nie mogłem. Taka jest moja praca.- położył bukiet róż na moje kolana.
- Nie przejmujesz się,że pewnego dnia pójdziesz siedzieć i dzięki temu zrujnujesz sobie przyszłość?
- A do czego mam wracać Rose? Nic nie mam, Tata odszedł,Mama nie żyje a mój brat z dnia na dzień wychodzi z domu i nie wraca? Zawsze się w jakieś gówno wplątałem, od dziecka tak było. Ale Ty jesteś pierwszą dziewczyną,którą od razu pokochałem. Od pierwszej rozmowy,uśmiechu. Wchłonęłaś mnie całkowicie. Wiem,nie zasługuje na Ciebie,ale wiedz,że..- zaciął się na chwilę a Moje uszy wsłuchiwały się w to wszystko co do mnie mówił. Wydawało się takie prawdziwe,takie czyste.- Zawsze będę cię kochać mimo,że te dwa tygodnie naszej znajomości nie wyglądały do końca kwitnąco.
Kiedy skończył mówić zrobiła się jeszcze większa zagadka niż była,jeszcze więcej muszę o tym myśleć niż wydawało mi się. Tak naprawdę nie mogę tej sprawy zostawić i wyjechać. Trzeba to rozwiązać w jakiś sposób,dobry sposób. Żeby było jak najlepiej dla każdego. Dla mnie i dla Niego.
Wstałam będąc blisko Mike i tak naprawdę nie wiedząc co powiedzieć. Głowa mówiła mi olej go,wyjeżdżasz a Serce On cię naprawdę kocha.
Pozostawia mnie w trudnym wyborze,nie wiem co mam zrobić,powiedzieć. Ale będzie lepiej jak się rozstaniemy.
- Mike,ale nas już nie ma. Nie potrafię być z osobą,która w każdej chwili może iść do więzienia. Nie musisz mi obiecywać,że się zmienisz. Nie oczekuje tego od Ciebie. To twój wybór,Twoje życie.Ale wiedz,że jesteś wmieszany w jedno wielkie gówno i możesz sobie nie dać rady,a wtedy przyjaciele się odwrócą.
Spojrzał na mnie i po Jego mimice twarzy mogłam stwierdzić,że miałam rację. Mówię z sensem i mówię to dla Jego dobra. Ale Ja tu już nic nie zrobię. Ten rozdział zamykam. Mike był,Mike się zmył,Mike w moim życiu nie istnieje.
- Dziękuje za szczerą rozmowę.- otworzył drzwi i jeszcze raz bacznie na mnie spojrzał.- Będę tęsknić.
- Mike czekaj..- zatrzymałam go oddając mu pierścionek,który mi dał na drugiej randce. Należał do Jego Mamy.
- Nie przyjmę tego. Rose weź to do Barcelony.
- Zabierz to.- zaczęłam mówić szeptem.- Pamiętaj życie jest jedno,ale trzeba korzystać z Niego. A chociaż ten pierścionek będzie ci przypominał tą wariatkę z Barcelony.
Odsunęłam się widząc jak Mike wkłada srebrny pierścionek do kieszeni.
- Żegnaj Mike.- lekko uśmiechnęłam się widząc jak On odchodzi zmarnowany. Słyszę jeszcze krótką rozmowę na dole,którą prowadzi Tata z moim Gościem. Trzask drzwi i chwilę później przed sobą widzę Ojca.
- To co jedziemy?
- Jedziemy.- spojrzałam na kwiaty i zamknęłam za sobą drzwi od mojego tymczasowego pokoju.
Też był nie zadowolony. Nie wiem do końca czy bardziej chodziło o to,że Bella i Ja nie dogadałyśmy się czy o to,że szybciej wyjeżdżam? Nałożyłam skórzaną torebkę na ramię kiedy mijałam pokój Belli. Był niestety zamknięty. Coś mi mówiło,żebym tam weszła,powiedziała chociaż "do zobaczenia,cześć " Byle co. Nie mam siły,to z Jej winy się pokłóciłyśmy a Ja pierwsza ręki nie wyciągnę. Lekko przejechałam po drewnianej literce"B" w kolorze różu. Ciągnęło mnie,ale.. zrezygnowałam i zeszłam na dół. Założyłam Vansy i nadszedł moment,aby pożegnać się z Marry. Cholernie płakała,wiedziałam,że po części te łzy są przez zachowanie jej Córki. Jest jej przykro,tak jak Mi. Trudno,pewnie się dogadamy,ale na stan dzisiejszy między nami jest topór wojenny. I nic z tym nie zrobię.
- Dziękuje Marry za wszystko,za świetne obiady, za codzienną dawkę śmiechu,za to jaka jesteś kochana. Tak naprawdę moja druga Matka.- zaczęłam się śmiać,aby przestała płakać,bo się sama popłaczę.
- Trzymaj się,dzwoń na Skype.
- Codziennie!
- O 22.30.- zaczęła się śmiać,bo od roku o tej godzinie dzwonię.
- A Bell?- szepnęłam.
- Wyszła wcześnie rano.
- No trudno..- otworzyłam drzwi widząc rażące światło słoneczne.
Widziałam Ojca,który pakuje moją walizkę do bagażnika, a w jednej chwili moje łzy leciały jak oszalałe.
- Widzisz Marry co zrobiłaś?!- rzekłam żartem.
Spojrzałam na drugą stronę ulicy jak codziennie Max coś robił przy swoim Mustangu. Nie odjadę dopóki się z nim nie pożegnam.
- Max!- uniósł głowę widząc moją postać i od razu podbiegł.
- Nie mogłabym wyjechać bez pożegnania z Seksownym sąsiadem!
- Oj Rose..- westchnął wtulając moje ciało w Jego.
- Będę tęsknić mimo wszystko, to co się stało. Bez wyjątku za Tobą,Mike'm i Bellą.
- Nie płacz już. Wrócisz tutaj.
- Wiem..- rzekłam.
- Rose musimy jechać.- usłyszałam gdzieś z tyłu głos Taty.
- Trzymaj się.- przybiłam mu piątkę i podbiegłam do drzwi pasażera. Otworzyłam je i zajęłam miejsce obok kierowcy a Ojciec odjechał z podjazdu kierując się na Lotnisko.
- Będę cholernie tęsknić Seattle..- szepnęłam obserwując trasę jaką zaczęliśmy pokonywać.


       Seattle ----------> Barcelona  




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej i czołem! 

Jak tam u was Holiday? :DD

Przepraszam za małe opóźnienie.

Zastanawiacie się co teraz będzie skoro Bella wyjechała? 

To nie jest KONIEC!
To dopiero POCZĄTEK!



Widzimy się ------>  5-7 SIERPIEŃ

wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział Trzynasty.

Jak prawdziwy przestępca wsadzono mnie do celi. Siedziałam naprzeciw Max'a,który miał głowię schowaną między rękami.Całe pomieszczenie było bardzo mroczne. Tak jak w prawdziwych filmach kryminalnych. Tylko Ja dalej nie wiem co tu robię? Jestem nie winna. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł do środka policjant.
- Teraz wy.- westchnął.Wstałam pierwsza a zaraz za mną szedł chłopak. Z powrotem założono nam kajdanki. Prowadzili nas z przodu idąc długim korytarzem z kilkunastoma drzwiami. W jednej chwili czuje szarpnięcie ręki wchodząc do jakiegoś pomieszczenia. Zauważyłam Mike,który również miał kajdanki tłumacząc mężczyźnie w mundurze co się tak właściwie stało. Kiedy ujrzał naszą dwójkę a Ja spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ros...Rose co ty tu robisz.- spojrzałam tylko jeszcze raz na Niego,a mężczyzna,który mnie prowadził zakończył naszą to znaczy Jego monolog zamykają drzwi w kolejnym pokoju. Tak zwanej Sali przesłuchań. Usiadłam naprzeciw policjanta a Max'a zabrali do innego stolika.
- Zadam ci parę pytań,jeśli będziesz kłamać możesz zostać skazana lub dostać karę pieniężną. A tak to możesz jeszcze dziś wrócić do domu.- powiedział ściągając z moich rąk kajdanki.
- Więc.Po co tam właściwie przyszłaś?
- Chciałam kogoś sprawdzić.
- Sprawdzić.Okej.. Jesteś powiązana,z którymś z podejrzanych? - Rozłożył trzy zdjęcia. Eddy, Mike oraz ten drugi bokser.- Więc?
- Jestem.
- Który?
- Ten.- pokazuje na zdjęcie mojego chłopaka.
- Dobra. Chyba to tyle.
- Proszę Pana.- odwrócił się kiedy rzekłam do Niego.
- Mike tzn Ten chłopak. Nigdy mi nie powiedział,że to są nielegalne walki. Dowiedziałam się dopiero jak tam zaszłam. Naprawdę,gdybym wiedziała..
- Rozumiem Rose. Spokojnie.Słuchaj wiem,że jesteś pełnoletnia,ale muszę skontaktować się z twoim rodzicem. Ale widzę,że jest problem.-spojrzał na jakąś kartkę.- Mieszkasz w Barcelonie prawda?
- Tak,ale tutaj mieszka mój Ojciec.
- Nie bądź zła,ale muszę po Niego zadzwonić.
Podałam mu numer Taty. Nie dość,że jestem pokłócona z Bellą,Mike mnie oszukał,wracam do domu szybciej, to jeszcze Tata odbierze mnie dzisiaj z komisariatu. Spojrzał na mnie i zakończył rozmowę.
- Zaraz tutaj będzie.
- Mam jeszcze jedno pytanie? Czy ten chłopak,którego wskazałam będzie miał jakieś poważne problemy.
- Jak się bardzo tym przejmujesz pójdę się zapytać.- posłał uśmiech i wstał.
Minęła dosłownie chwila i wrócił mówiąc "dzięki" i rzekł:
- Musi posiedzieć jeszcze trochę na komisariacie. Ale nic poważnego. Bardziej ten Eddy Widnston jest główny podejrzany i może nawet trafić do więzienia.
- Dobrze mu tak.-szepnęłam,ale okazało się,że on też usłyszał.
- Rozumiem,że też go znasz. Słuchaj chyba Twój Tata przyjechał.-spojrzał a telefon.
- Yhm. Dziękuje bardzo. Mam nadzieje,że już nigdy nie będę mieć styczności z policją. I oby każdy policjant był taki miły. Zaczął się śmiać i zamknął za mną drzwi. Weszłam do pomieszczenia,w którym dalej siedział Mike.
- Rose błagam cię porozmawiaj ze mną.
- Z nami koniec. - dodałam i wyszłam na główny korytarz,gdzie czekał na mnie Tata z Max'em.
- Jak mogliście się źle zachować w miejscu publicznym.Co?- spojrzałam ze zdziwieniem na Ojca a później na Mike.
- No wiesz Tato..
- Dalej do auta pakować się.
Znowu uwierzył w jakieś kłamstwa. Max musiał naprawdę nieźle nakłamać,że mu uwierzył. Szybko napisałam SMS-a do Niego. Krótkie słowo " dziękuje ;) ". Minęło piętnaście minut później i zajechaliśmy pod dom. Pożegnałam się z Max'em a później weszłam do domu.
- Na pewno chcesz jechać pojutrze.
- Tak..- westchnęłam idąc na górę.
- Chciała cię przeprosić.- zatrzymałam się.
- Bella?
- Yhmm.
- I co jeszcze Tobie powiedziała,żebyś za nią to zrobił.Ona nie ma pięciu lat. Podobno jest taka dorosła. Nie zmienię decyzji. Nie mam dla kogo tutaj być.
- A co z Mike'm?
- Zerwałam z nim.- powiedziałam na tyle głośno,żeby Bella mogła też usłyszeć. Widziałam u Niej otwarte drzwi.Zrobiłam to specjalnie. Zwolniłam krok,aby mnie dokładnie widziała. Mimo,że nie spoglądam w Jej stronę.
- Rose?- zatrzymuje się i odwracam głowę.
Widzę w piżamce dziewczynę. Może i spała,bo ma trochę zaspany głos.
- To prawda?
- Nawet jak tak to co cię to obchodzi?
- Czekaj.-zatrzymała mnie ruchem ręki.- Musimy pogadać.
Zgodziłam się chociaż nie chciałam. Usiadłam w Jej ciemnym pokoju na łóżku.
- Co chcesz,zmęczona jestem.
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie wiem jak zacząć.
- No mów. Już mnie nic nie zaskoczy dzisiaj.
- Mike i Max. Oni.. Walczą w nielegalnych walkach.
- Serio?!
- No naprawdę. Chciałam ci wcześniej powiedzieć,ale wiedziałam,że od razu zerwiesz z nim
- Serio Ty o wszystkim wiedziałaś!? A mi nic nie powiedziałaś!? Ja przez tych dwóch dupków siedziałam na komisariacie,bo byłam zobaczyć tą walkę.Tak nie postępuje przyrodnia siostra.
- Przecież robiłam to dla Twojego dobra.
- Właśnie widzę.- wstałam i poszłam do swojego pokoju.


Wstałam wcześniej niż zwykle. Było kilka minut po ósmej. Nie przespałam pół nocy myśląc jaki wczoraj był ciężki dzień. Usiadłam na podłodze przy szafie wyciągając walizkę, do której zaczęłam wkładać ubrania. Przyjechałam po kilku latach robiąc to dla Belli,a okazało się,że więcej kłóciłyśmy się niż razem spędzałyśmy czas. Poznałam Mike,który był świetnym chłopakiem. Zakochałam się w nim,a wyszło jak wyszło. Jest jeszcze Max, do którego w jakiś sposób miałam na początku słabość,ale życie potoczyło się inaczej i wybrał moją Siostrę. Obiecałam im,że tu jeszcze przyjadę w najbliższym czasie,ale wychodzi na to,że nie mam dla kogo. Wrzuciłam ostatnią bluzkę i zeszłam na dół. Przywitałam się ze wszystkimi i wyszłam na dwór. Od razu zauważyłam Mike i Max'a,którzy rozmawiali przed domem Max'a,który coś szepnął i momentalnie obydwoje się odwrócili w moją stronę.
- Rose!- kiedy zauważyłam,że Mike próbuje do mnie podejść zaczęłam się wracać do domu. Było to jedyne i dobre rozwiązanie.
- Czekaj.- chwycił delikatnie moją dłoń,a Ja obróciłam się w Jego stronę.
- Chcesz teraz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz,że nie mogłem Ci powiedzieć prawdy od samego początku.
- Słuchaj Ja nie lubię kłamstw i to jeszcze w związku. Dzięki Tobie wylądowałam na policji. Gdybyś powiedział od początku.
- To byś ze mną nie była w związku. Taka jest prawda.
- Skąd wiesz? Może bym to zaakceptowała. Mike to jest skończone jutro rano wylatuję.
- Przecież!?- zaczęłam iść w stronę domu.
- Przyśpieszyłam powrót do domu.Żegnaj.- dodałam widząc Jego spojrzenie kiedy zamykałam drzwi.







---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :) 

Jak się podoba rozdział? 
Czytamy,komentujemy! :)


NEXT ---> 24-26 LIPIEC ( termin opóźniony,bo jestem na wakacjach ) ;)



czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział Dwunasty.

Minęło kilka godzin.A ja siedziałam na łóżku próbując dodzwonić się do Mamy,aby przyśpieszyła mój powrót do Domu. Nie mam siły! Normalnie wszystkiego mi się odechciewa. Gdy do pokoju wszedł Max. Spojrzał na mnie i usiadł na krawędzi łóżka.
- O co tym razem poszło?
- Przychodzisz do mnie z myślą,że to Ja jestem winna?
- Nie,pytam po prostu..Bella dzwoniła..
- A czyli Bella do Ciebie dzwoniła. Yhmm. Super! Sama nie może ze mną pogadać tylko wysyła pośrednika.? A jest tuż obok. Ciekawie.- wkurzona wstałam opierając się o parapet.
- Rose o co chodzi.
- Rodzice na nią naskoczyli,że ma szlaban. I Ja dodałam parę słów, Ona również. I znowu z tego wyszła kłótnia.
- Okej.. A o co dokładnie?.
- Nie obraź się,ale..Nie pasuje mi ten związek. W ogóle nie podoba mi się jak Ona mnie traktuje.
- Powiedziałaś jej to?
- No tak.. Powiedziałam jej,że ma mnie przeprosić,ale Ona nie chce zmieniać swojego zachowania i Ja powiedziałam jej..
- Że..?
-  W takim razie szybciej wracam do domu.
- Słuchaj..- podszedł do mnie przytulając.- Masz wyjechać za prawie tydzień. Bez jednego dnia. I chcesz jechać jeszcze szybciej? Zwariowałaś.Błagam cię porozmawiaj z nią.
- Max nie ma takiej opcji.
- Proszę cię..- podniósł mój podbródek lekko przyciągając do siebie.
- Nie.- szepnęłam z myślą co my wyprawiamy. Szybko odsunęłam go od siebie każąc,aby wyszedł z pokoju. Kiedy zamknął za sobą drzwi usłyszałam dzwoniący telefon.
- Cześć Mamo..- rzekłam prawie wybuchając płaczem.
- Dziecko co się stało?
- Znowu się pokłóciłam z Bell.Chyba chce wracać.
- Przecież wracasz za tydzień.
- Możesz to przyśpieszyć?
- Ehmm. Zobaczę,pogadam z moją asystentką i spróbuje coś z tym zrobić Okej?
- Dziękuje ci bardzo..
- Słuchaj Skarbie jestem zajęta zadzwonię później.- westchnęłam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.







Przez resztę dnia ani Ja ani Bella nie wyszłyśmy z pokoju. Dalej jesteśmy pokłócone i nie mam zamiaru pierwsza wyciągnąć ręki na zgodę. Nie ma takiej opcji! Niedawno dostałam SMS-a od Mamy,że najwcześniej mogłabym wyjechać za 3 dni. Zgodziłam się. Nie chce tu dłużej być. Muszę jeszcze znowu pogadać z Mike'm. Kurdę nie chce wyjeżdżać, jeszcze wcześniej niż zaplanowałam. Ale przez pustą blondynę nie zostanę tu dłużej. Przebrałam się w dżinsy i błękitną bluzę z kapturem. Włosy związałam w kitka a na nogi założyłam Vansy. Wrzuciłam jeszcze do kieszeni telefon i wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem,a kątem oka zauważyłam lekko uchylone drzwi do pokoju Belli widząc ją całującą Max'a. Odpuściłam sobie ten widok i zeszłam na dół.
- Wyjeżdżam.- oparłam się o futrynę widząc jak Marry szykuje coś do jedzenia.
- Że już?
- Nie za trzy dni.
- Rose wiesz,że nie musisz tego robić.- usłyszałam głos Taty z tyłu,który wymieniał żarówkę w lampie na holu.
- Nie mam ochoty tutaj być dłużej! A teraz wychodzę.
- Gdzie idziesz?
- Przejść się.- warknęłam zamykając frontowe drzwi.
Oczywiście,że nie idę się przejść tylko idę na tą walkę,która jest za prawie 30 minut. Wiedziałam,że klub czy jak się te miejsce się nazywa jest niedaleko. Minęłam jedno skrzyżowanie,później drugie widząc tą siłownie,na którą chodzi Mike a przed nią mnóstwo ludzi,którzy stali w kolejce wchodzą do środka. Stanęłam na końcu podsłuchując rozmowy mężczyzn. Paru się spojrzało na mnie,ale próbowałam to ignorować.Kiedy minęła kolejka i miałam już wchodzić poczułam chwyt ręki i ujrzałam wysokiego ochroniarza.
- Kobietą wchodzić nie wolno.
- Co mnie to obchodzi.
Grupka facetów zaczęło się z Niego śmiać. A Ja wyrwałam rękę z Jego ucisku.
- Nie będę się powtarzać.
- Ja też.- rzekłam i weszłam do środka. Myślałam,że mnie siłą wyciągnie,ale chyba sobie odpuścił. Stałam w ciemnym pomieszczeniu. Jedyne światła jakie tutaj były to te,które skierowane są na ring. Sędzia wszedł na ring. Moje oczy jeszcze bardziej się rozszerzyły,gdy ujrzałam Eddy'ego.
- Witam wszystkich!!- zaczął krzyczeć do mikrofonu.
Zaczęłam przeciskać się do przodu,aby widzieć wszystko. W jednym pomieszczeniu było mnóstwo ludzi. Oczywiście sami faceci. Rozglądałam się w każdą stronę,ale nikogo znajomego nie widziałam.
Nagle znowu Eddy przemówił.
- W prawym rogu silny,niezniszczalny,robot Mike!- kiedy krzyknął Jego imię cały tłum zaczął klaskać i krzyczeć "Mike".Mój ukochany chłopak Mike.. Chwilę później wywołał drugiego boksera.
Zaczęła się walka.. Przeciwnicy przybili sobie "żółwika" w rękawicach, a Ja poczułam jak ktoś mnie chwyta za ramię obracając do siebie.
Przed mną stał wkurzony Max.
- Boże co ty tu robisz! Oszlałaś!?
- Max uspokój się..Chciałam zobaczyć tylko jak walczy Mike.Faktycznie nie lubię tego sportu,ale tam jest mój facet! O co ci chodzi?.
- Skąd wiedziałaś,że dziś walczy?
- Wczoraj na plaży jakiś Jego kolega poszedł i mu powiedział.
- Musimy się zaraz zmywać rozumiesz. - zaczął się rozglądać dookoła sali.
- Co? Czemu?
- Policja zaraz tu przyjedzie. Ktoś nas wsypał.
- Co? Przecież tylko walczą,przecież mogą?
- Rose zrozum mnie to jest inny boks.
- Żartujesz teraz tak?!.
- Rose..Czekaj.- zaczęłam wycofywać się do wyjścia. Nie mogłam tego znieść. Oni mnie okłamali. Trenują Boks? Yhmm. Tylko to trochę inny? To jaki!? Inny czyli nielegalny. Jeśli zaraz z stąd nie wyjdę to nas policja zamknie.
- Czekaj!- chwycił mnie za rękę tuż przy drzwiach.
- Max czemu mi nie powiedziałeś! Co? Przecież nie jestem głupia. Mike co drugi wieczór mi nie odpisuje SMS-ów. Ciekawe czemu? Walczy w nielegalnych walkach! A Bella wie?
- Przestań.. Proszę cię. Musimy się zmywać.
- Pytam się wie?
 Spojrzałam na Niego,gdy nagle zostaje rzucona na podłogę. Próbuje się rozglądać dookoła,lecz jest tak ciemno,że tylko widzę Max'a który leży obok mnie a jego obezwładnił jakiś mężczyzna w mundurze. Czy to jest policjant. Nie umiałam rozpoznać dopóki do środka nie wbiegło ich więcej krzycząc : Policja wszyscy na podłogę,zostaliście zatrzymani!!
Super.. Lepszego dnia nie mogłam sobie wyobrazić...




Bo praw­dzi­we uczu­cie nig­dy nie wy­gaśnie. I możemy się zarze­kać, przy­sięgać i da­wać so­bie ręce uciąć że ten ktoś jest już dla nas nieważny, a praw­da jest ta­ka że był, jest i będzie bo je­go oso­ba za­mie­szku­je pe­wien ob­szar w naszym ser­cu. I na­wet ochro­na, ko­mor­nik czy po­lic­ja nie są w sta­nie go stamtąd wysiedlić. 

---------------------------------------------------------------------

Hej :D

Jak się podoba rozdział? 
Dużo informacji,a akcja się bardziej rozwija!
Rose już wszystko wie.więc może wracać do Barcelony.
ŻARTUJE OCZYWIŚCIE ;)

CZYTAMY,KOMENTUJEMY!! :*

NEXT --->    14-16 LIPCA

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział Jedenasty.

Było dosyć późno.Powiedziałabym,że nawet nad ranem. Belli dalej nie widziałam,więc nie wiem gdzie jest. Mało mnie obchodzi,że aż wcale. Jestem naprawdę zaszokowana jej zachowaniem. Z dnia na dzień zaczyna chodzić z Max'em. Jeszcze nawet wcześniej nie wspomni? Nic. Jestem zła na nią. Dobrze wie,że lada dzień wsiadam w samolot a Ona woli spędzić ten czas z Max'em" TYLKO I WYŁĄCZNIE"
- O czym tak myślisz? - spojrzałam na Mike,który wpatrywał się w morskie fale.
Zapomniałam. Siedzimy na plaży.
- Nic ważnego.- rzekłam przejeżdżając dłonią po zimnym piasku.
- Nic ważnego nazywasz Bellą?
- Może?
- Daj im spokój co?
- Nie chodzi mi o "nich" bardziej o Nią. Wyjeżdżam za niedługo a Ona woli spędzać ten czas z Jej nowym chłopakiem.
- Widzicie się przecież codziennie w domu.
- Też racja... Ale przyjechałam do Seattle dla Niej. A Ona jak gdyby nic bawi się nie zwracając uwagi,że tu jestem. Dzisiaj ją widziałam przez całe dziesięć minut i to jeszcze podczas drogi na imprezę.
- Mike możemy pogadać?- odwróciłam się tak szybko jak to zrobił Mike. Kim on jest? Za nami stał wysoki chłopak, też dobrze zbudowany tylko bardziej groźniejszym wyrazem twarzy niż Mike.
- Umm Jasne. Rose to Rick.Rick to Rose.- wstałam podając dłoń.
- Hej.
- Cześć .- odpowiedziałam siadając.
- Daj mi pięć minut.- szepnął do ucha odchodząc.
Dalej siedziałam patrząc się na morze, na każdą fale. Słysząc szum wody oraz prawie całą rozmowę. Usłyszałam,że jutro ma walkę o 21. Jeszcze krótką rozmowę na temat Eddy'ego,że coś chce od Niego i słowo cześć i do jutra. Chwilę później Mike z powrotem usiadł koło mnie.
- I jak tam?
- Słuchaj może będziemy się zbierać,zimno tu trochę.
- Jasne.- uśmiechnął się podając dłoń,aby pomóc mi wstać.
Szliśmy brzegiem plaży tuż przy wodzie. Objęci,aby żadne ciepło nie uciekło. Czułam się
bardzo romantycznie oprócz tej głośnej imprezy oraz nad rannej godziny. Weszliśmy na parkiet,a następnie przeszliśmy wąską alejką do parkingu. Bruneta auto stało trzecie z brzegu. Otworzył mi  drzwi a Ja zajęłam miejsce pasażera. Planuje mu nic nie powiedzieć,ale chce się tam koniecznie wybrać. Zależy mi,nigdy nie widziałam jak walczy na ringu. Kiedy zapinałam pasy przypomniałam sobie,że piliśmy drinki.
- Piłeś i jedziesz autem.- rzekłam kiedy wycofywał.
- Rose tylko jednego drinka.Spokojnie.
- Jak nas policja złapie to..
- Wiem,wiem.- zaczął się śmiać.



Kiedy zajechałam pod dom zaczęło robić się jasno,a godzina,która wyskoczyła na wyświetlaczu w telefonie pokazywała 4.54.. No nieźle. Nacisnęłam klamkę do drzwi. Były otwarte. Ściągnęłam sandały i weszłam do góry. Pokój Belli był otwarty,czyli dalej nie wróciła. Pff. Nie obchodzi mnie to wcale. Nie chce się z nią kłócić,ale będę musiała coś z tym zrobić. Weszłam do pokoju rozbierając się do naga i wciągając na siebie luźną bluzkę. Zapalając lampkę,która stała na stoliku nocnym spojrzałam na kawałek papieru przy niej. Okazało się,że jest to bilet. Wylatuje za osiem dni. Westchnęłam kładąc się na łóżko przykrywając kołdrą. A następnie zgasiłam światło i poszłam spać...
Obudziłam się parę godzin później,chyba była dziewiąta rano. Usiadłam na łóżku słysząc kłótnie. I to nie byle kogo a Mojego Taty i Belli. Zaspana schodzę na dół patrząc przez pół przytomnie oczy co się w tej kuchni dzieje.
- Co jest?- pytam siadając przy stole widząc chodzącą Bellę po kuchni i Ojca,który jest oparty o blat mebli kuchennych.
- Wróciła do domu pięć minut temu. A ty o której wróciłaś?
Spojrzałam na zegar,który wysiał przed mną na ścianie. Tak jak mówiłam jest 9.15..
- Wróciłam cztery godziny temu.- spojrzałam na Ojca.
- Widzę,że też zabalowałaś ładnie.. Ale już masz się lepiej niż Bella. Bo Bella ma szlaban od dzisiaj.
- Co? Tato chyba zwariowałeś?!
- Bella dobrze Ojca słyszałaś.- Na zakończenie wchodzi Marry jej matka.- Przesadzasz trochę. Ile można.. Ledwo jesteś pełnoletnia a już tak balujesz?
- No, ale Mamo.. Wiesz,że się spotykam z Max'em.
I w tym momencie wskoczyłam Ja.
- No właśnie!-wstałam stojąc przed dziewczyną.- Nikomu nic nie powiedziałaś,że jesteś z Nim,nawet mi! Wczoraj miałyśmy razem imprezować,a jednak wolałaś się bawić z nim. Świetnie.Mam ci przypomnieć,że tu przyjechałam głównie dla Ciebie. A za osiem dni wyjeżdżam i co? Zachowujesz się od jakiegoś czasu jakby mnie tu wcale nie było. Zejdź na ziemię.
- Nie mam ochoty schodzić na ziemię. Jest mi tak dobrze.- stanęła przed mną.- Po prostu zazdrościsz mi takiego życia..- odeszła mijając rodziców a Ja ze zdziwienia usiadłam na krawędzi stołu patrząc na Nią jak wspina się po schodach na górę. Co ona sobie kurwa myśli! Kim ona do cholery jest!? Smarkula jedna..
- Wyjadę jeszcze dziś.- minęłam dwóch dorosłych ludzi wbiegając na górę.
- Tylko jeszcze jedno..- wbiegłam do Jej pokoju.- Zależało mi na naszej relacji. Od kilku lat nie było tak dobrze jak teraz. Jeśli mnie teraz nie przeprosisz to wyjadę jeszcze dziś.
- Nie zrobisz tego.- odpowiedziała unosząc wzrok znad telefonu leżąc na łóżku.
- Zobaczymy kto ostatni będzie płakać.- wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. I teraz zastanawiam się co się z nią stało,albo co ona zrobiła z swoim życiem..



Cza­sem już tak by­wa, że jest w nas ty­le praw­dy, ile ołowiu w ak­sa­micie, a mi­mo to jes­teśmy święcie prze­kona­ni, że to nas otaczają ludzie fałszy­wi i niegod­ni zaufania.  



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej !
 Jak się podoba? 
Czytamy!
Komentujemy!



NEXT --- >  9-11 LIPCA  :)

wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział Dziesiąty.

Obudziłam się widząc okno za którym już świeciło słońce. Podniosłam lekko głowę widząc rękę Mike,która obejmuje moje ciało. Westchnęłam myśląc,że nie mogę się kompletnie ruszyć. Lewą ręką sięgnęłam telefon,który leżał na stoliku nocnym. Na wyświetlaczu wyskoczyła godzina 5.49. Zdziwiłam się. Odwróciłam się w kierunku klatki piersiowej chłopaka jeżdżąc paznokciami po Jego części brzusznej. Kiedy "smyrałam" go przypomniałam sobie co my tak właściwe wczoraj zrobiliśmy. W jednej chwili przypomniała mi się cała noc. Na mojej twarzy ukazał się uśmiech.
- Hej- podniosłam głowę widząc zaspanego Mike.
- Cześć.- musnęłam Jego usta. - Umm Mike jak wczoraj to znaczy w nocy..
- Uprawialiśmy sex tak?
- No tak.. Czy Ty miałeś prezerwatywę?
- No oczywiście nie byłbym taki głupi.- złożył pocałunek na moim czole,a Ja poczułam ulgę. Ale chwila..
- To gdzie ona jest?
- Boże Rose wyrzuciłem ją.
Okej,okej.. Nie wnikam już,zaraz wybuchnie kolejna kłótnia.
- Coś jeszcze?
- Nie.- prychnęłam.
- Jesteś głodna?- kiwnęłam przecząco głową.
Moje myśli ciągle krążyły w kółko na temat tej cholernej prezerwatywy. Już kompletnie nie wiem czy mówi prawdę,czy po prostu zapomniał i nie chce mi tego powiedzieć. Nie umiałam na niczym się skupić. Mike od paru minut ciągle coś mówi,a Ja tylko kiwam głową. Dopóki nie zaczął mnie wołać..
- Halo Rose? Rose?
- Tak,tak.. Zamyślałam się.
- Więc?
- Powtórzysz nie słuchałam.
- A jednak.- zaczął się śmiać.- Pytałem się czy pojedziesz ze mną na imprezę dziś na plażę.
- Tak.- uśmiechnęłam się. - Chyba jednak jestem głodna. - rzekłam siadając.
- To chodź.- chwycił mnie za rękę pomagając schodzić z łóżka a następnie wyszliśmy z sypialni idąc do kuchni. Usadził mnie na wysepce,która znajdowała się na samym środku pomieszczenia. Brunet wyciągnął z lodówki sok pomarańczowy oraz sałatę i pomidora.
- Może ci pomogę?- spojrzałam na deskę,na której kroił warzywa.
- Nie.- uśmiechnął się.




Przez resztę dnia siedziałam u Niego oglądając dwie komedie a następnie zawiózł mnie do domu Taty,gdzie się przebrałam. Założyłam dżinsowe szorty oraz czarny elegancki top oraz wysokie sandały na szerokim obcasie. Włosy rozpuściłam i dodałam kreskę zrobioną eyelrnerem oraz wiśniową pomadkę. Jestem gotowa. Zeszłam ostrożnie po schodach widząc Max'a oraz Bellę ,którzy się całowali. Chciałam jak najbardziej uciec od tego widoku mimo,że stali prawie przed mną. Niestety musiałam im to przerwać.
- Yyy. Jedziemy?
Spojrzał na mnie Chłopak zmierzając mnie od góry do dołu lekko uśmiechając się.
- Oczywiście.- dodała Bella ubrana w czarną sukienkę ze złotą nitką.
Wychodząc jako ostatnia z domu i jednocześnie wchodząc jako ostatnia do samochodu zapadła cisza. Nie wiem dlaczego Mike nie poczekał na mnie. Skoro niecałe trzydzieści minut temu mnie przywiózł. Muszę jechać z Bellą,która uwiodła Max'a. Nie chce tu nikogo obrażać,ale On chyba jeszcze nie wie,że popełnia wielki,ale TO WIELKI błąd.
- Rose bilet przyszedł rano.
- To dobrze.
- Boże to już za dziewięć dni. Jakie to straszne..
- Ohh. Bell wiem,że chcesz się mnie pozbyć.
- To kiedy znowu przyjedziesz.- spojrzałam na lusterko,gdzie odbijał się wzrok Max'a.
- Nie wiem..
- Może na Święta?
- Max to za pół roku. Mamy tak długo czekać?- dodała Bella.
- Zobaczymy..- próbowałam zakończyć tą rozmowę. Coraz bardziej mnie chcą chyba dołować. Mniej dni, czas leci... Kumpel zatrzymał samochód na parkingu. Kiedy wysiedliśmy z auta,usłyszałam głośną muzykę,która dochodziła od strony morskich fal. Znowu byłam na tyle. Czułam się trochę obca. Gdzie do cholery jest Mike. Buzowałam od środka. Z dnia na dzień oni są razem. Nie jestem zazdrosna,ale uważam,że Ona na Niego nie zasługuje. Weszliśmy na drewniany podest,który rozciągał się przez spory kawałek plaży. Na jednym końcu była scena, na której grał już jakiś didżej. Było już naprawdę dużo ludzi,a Ja dalej go szukam. To zaczynało mnie trochę irytować. Tym bardziej,że to Mike mnie zaprosił i to On powinien czekać.
- Pięknie wyglądasz.- ktoś szepcze mi do ucha łapiąc za biodra. Momentalnie odwracam się widząc mojego przystojniaka.
- No nareszcie!
- Korki były.- zaczął się śmiać.- Cześć Bell, Siema Stary.
- Skoro znalazłaś już Mike to my idziemy na parkiet.
Spojrzałam trochę krzywo na nich. A idźcie w cholerę! Nie obchodzisz mnie! Za dziewięć dni wyjeżdżam! Po co spędzić czas ze mną! Po co!- patrzałam na nią i biłam się ze swoimi myślami.
- Okej..- podsumowałam wszystko i raptownie odwrócili się i poszli.
- Potrzebuje drinka i to mocnego.- Chwycił moją dłoń Chłopak zaprowadzając do jednego z kilkunastu barów.
Zajęłam miejsce przy jednym ze stolików dwu-osobowych, a tymczasem Mike zamawiał alkohol dla nas. Nie mogłam się pogodzić,że Bella chodzi z Max'em. No nie potrafiłam.
- Proszę cię bardzo.- spojrzałam na szklankę wypełnioną niebieskim trunkiem.
- Kamikaze?
- Yhmm.- dodał biorąc łyka ze słomki.
- Wiedziałeś,że są razem?
- Wczoraj się dowiedziałem.
- I mi nic nie powiedziałeś?
- Rose skąd mogłem wiedzieć?
- A Bell wie,że uprawiali...- położyłam rękę na jego ustach.
- Cicho,ludzie tu są zboczeńcu.
- No właśnie.- dodał.- Chwila..Ty jesteś zazdrosna?
- Nie jestem Mike. Błagam..- podeszłam do Niego siadając na Jego kolanach.- Jesteś bardziej seksowniejszy.. - szepnęłam składając pocałunek na Jego ustach. On odłożył nasze drinki na stół,a następnie podniósł mnie chwytając za biodra.
- Po prostu martwię się,że ten związek nie wypali. - wróciłam do wcześniejszej pozycji zabierając Kamikaze.
- Przesadzasz lub tak źle oceniasz Siostrę.
- Po prostu jak mam sobie przypomnieć sytuację z tamtego tygodnia i "związek Jej i Eddy'ego".
- Max jest całkiem inny...- powiedział.- Wiem z kim się przyjaźnie. Ja nie widzę żadnej przeszkody między nimi.
- Zobaczymy..- położyłam pusta szklankę na stół ciągnąc Mike na parkiet.
- Gdzie tak biegniesz?!
- Chodź tańczyć. - uśmiechnął się zabierając mnie do grupy ludzi,która się świetnie bawiła..







--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej!
Wakacje! Nareszcie!
To co zapraszam do czytania i do NEXT!

NEXT -->  1-3.07 :)
 

czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdział Dziewiąty.

- Bo Ja wracam szybciej do domu.
- Żartujesz? Kiedy?
- Za dziesięć dni.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałaś?!
Wiedziałam,że tak będzie. Wiedziałam! Mogłam mu nic nie mówić.
- Jak ty to sobie wyobrażałaś, że dzień przed mi powiesz,że wyjeżdżasz.
- Mike wiesz,że chciałam dobrze.
- Dobrze? Dla kogo?! Chyba tylko dla Siebie.
- Mike.
- Muszę ochłonąć..- odwrócił się idąc szybkim marszem do swojego auta, odjeżdżając z piskiem opon.
- Źle zrobiłaś Kochanie.- odwracam się widząc Tatę,który lekko całuje moje czoło.
- Wiesz,że nie chciałam go skrzywdzić.Chciałam jak najlepiej.
- Nie mówiąc mu?
- Tato,ale..
- Słuchaj powinnaś pogadać z nim. Wytłumaczyć.
- Ale chyba nie dziś.- szepnęłam wymijając go biegnąc na piętro. Wbiegam do pokoju rzucając się na łóżko.Zrzuciłam wszystko co było na pościeli. Cichy płacz,powoli uwalnianie łez wszystko zmieniło się jak przerzucenie kolejnej kartki w zeszycie. Dlaczego go oszukiwałam. Nie potrafię się z tym kompletnie pogodzić. Kiedy wytarłam już prawie cały makijaż w poszewkę odwróciłam się na bok widząc kątem oka połączenie od Max'a. Spojrzałam następnie w stronę okna kompletnie nie zwracając uwagi na to co się dzieje dookoła. Kiedy ponownie zaczął odzywać się iPhone postanowiłam wstać.








Nie wiedziałam co mam robić. Kompletnie. Mam Jego adres,jechać do Niego? Z uniesioną głową ku górze myślę co mam robić,gdy nagle do pokoju wbiega Bella.
- Wygląda nie ciekawie.
- Trochę.- westchnęłam wycierając łzy.
- Powiedz mi co mam zrobić, mam Jego adres.
- Jedź.
- A jak nie chce mnie widzieć?
- Mike nie jest taki. Widać,że mu zależy i nie odpuści.- chwyciła moje policzka.- Mieszka dwie ulice ode mnie. Możesz iść pieszo.
Zerwałam się zmywając do końca cały makijaż. Ubrałam tylko cienką bluzkę z długim rękawem i po prostu wyszłam schodząc na hol a następnie opuściłam dom. Idąc miałam najgorszy scenariusz przed oczami. Nie umiałam nic poukładać w głowie. Kiedy czułam,że za chwilę będę pod jego domem. Oszaleje. Serce zaczęło przybierać tempa a moje ręce zamieniły się w strumień potu. Skręciłam w jedną uliczkę i nawet nie wiem kiedy a znalazłam się na wyznaczonej drodze przez Maxa. Kiedy ujrzałam dokładnie adres 25 i zauważyłam,że to nie jest dom a kamienica. Zrobiło mi się słabo. Teraz to może mnie wcale nie wpuścić. Wzięłam głęboki wdech i wcisnęłam guzik przy Jego nazwisku. Mechanizacja zaczęła dzwonić,gdy nagle usłyszałam po drugiej stornie Jego głos.
- Tak?
- Mike możemy pogadać?- szepnęłam na tyle,aby tylko On to słyszał.
- Wchodź.- westchnął po chwili ciszy.
Odwróciłam się słysząc specyficzny dźwięk,dzięki którym dostałam się do środka. Kamienica wyglądała na bardzo luksusową. Sprawdzając listę mieszkańców wywnioskowałam,że mieszka na 3 piętrze a mieszkanie 12. Weszłam do windy wciskając numer trzy. Chwilę później winda się rozsuwa a dokładnie przed mną są drzwi do Jego mieszkania. Dwa razy zapukałam i ujrzałam wysokiego bruneta z gołą klatką piersiową w samych spodniach. Moje oczy zmierzyły go w każdy sposób jak był możliwy.
- Wchodź.- otworzył szerzej drzwi.
- Mike nie wiem dlaczego ci od razu tego nie powiedziałam. Uwierz mi nie chciałam..- zaczęłam mówić kiedy zamykał drzwi. Na pierwszy rzut oka luksus. Dookoła wszystko było bardzo jasne i małe dodatki w kolorze. Górował styl norweski. Bardzo klasycznie i jednocześnie nowocześnie.
- Skąd masz mój adres?
- Max.- westchnęłam widząc jak siada na dużej sofie.
- Nie chce przekreślać tego co między nami jest.
- Jak możemy być razem?- spojrzał na mnie.- Skoro Ty zaraz wyjeżdżasz? Wybacz,ale w miłość na odległość nie wierzę. Jeszcze to inny kontynent. Ups.
Pokiwałam głową. Czuję się przegrana. To on już wystawił wszystkie karty na stół. Nie widzę żadnej szansy. Mogę już iść. Wszystko wiem.
- Za 10 dni to dla Ciebie zaraz?
- A Co powiesz mi może,że wieczność? Skąd mam pewność,że tu jeszcze w wakacje przyjedziesz? I co mam tak czekać? Może przyjedziesz za rok, dwa lata lub wcale? I mam dalej czekać. (prychnął).
- Mike to nie jest tak. Czemu nas skreśliłeś?
- A co mam zrobić Rose?
Spojrzałam w dół widząc szklany stół,a pod nim parę sportowych magazynów.
- Hmm?
- Jeśli czujesz coś naprawdę nie możemy zrobić wszystko co się da przez te 10 dni.
- Śmieszne. Rose nie mamy już dwunastu lat.
- Warto spróbować.
Spojrzał na mnie jakby nie dowierzał.
- Miłość na 10 dni. Brzmi spoko.
- Mike wchodzisz w to czy nie?
- Ostra gra widzę. Wchodzę.
Lekko uśmiechnęłam się wiedząc,że w końcu doszliśmy do porozumienia. Podeszłam do Niego siadając na nim lekko i namiętnie się całując. Mike wiedział,że może działać. Więc nie widziałam żadnych przeszkód pozbycia się ubrań. Kiedy każdy z nas pozostał w bieliźnie zabrał mnie na ręce zaprowadzając do jakiegoś pokoju,który później okazał się sypialnią..

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NEXT W PRZYSZŁYM TYGODNIU!!
:) 







środa, 15 czerwca 2016

Rozdział Ósmy.

- Wszystko jest okej?- słyszę po drugiej stronie.
- Tak, Mamo a u Ciebie?
- Jest okej.
Jak zawsze ta sama wymówka. Nic nowego. Siedząc na fotelu w pokoju słyszę ciche pukanie do drzwi. Spoglądam na nie kiedy do pokoju wchodzi Mike z bukietem róż.
- A poznałaś kogoś?- rzekła Mama mimo,że było to słychać w całym pokoju.
Chłopak lekko musnął moje usta kładąc na kolana kwiaty. Uśmiecham się i prosto z mostu mówię Kobiecie,że tak. Od razu zaczyna wypytywać o wszystko co jest możliwe.
- Słuchaj innym razem pogadamy,jestem zajęta.
- Okej.. Kocham cię.
- Ja ciebie też.- dodaję rzucając telefon na łóżko. Następnie siadam obok chłopaka patrząc na cudowne kwiaty.
- Z jakiej okazji?
- Bez okazji?
- Ohh Mike.
- Powiedź,że są piękne.
- Są cudowne.- całuję go lekko w usta..
Dokładnie przyglądam się bukietowy czerwonych róż myśląc o Nas. Mike jest cudownym facetem. Jest miły,romantyczny,cholernie przystojny. A co będzie jak wyjadę? Minęło parę dni,a dokładnie sześć odkąd tutaj jestem. Co jeśli nie będę miała szansy tutaj wrócić? Co się stanie z Nami? Przecież przy miłości trudno jest tak po prostu zapomnieć.. Podniosłam głowę widząc jak chłopak wstaje biorąc moją dłoń i wyprowadza na hol zatrzymując się przy drzwiach. Wpatruje się w Niego ze zdziwieniem.
- O co chodzi.
- Słuchaj umówiłem się dziś wieczorem z chłopakami, nie możemy spotkać się.
Yhmm. Tylko z tego powodu dał te róże.
- Nie no okej..
- Nie jesteś zła?- całuje czoło.
- Nie jestem. - uśmiecham się widząc jak mija się w drzwiach z Bella. Dziwnie patrząc się na nas omija wchodząc na górę.
- To pa.- macham jednym ruchem dłoni,zamykając drzwi.
- Olał?- widzę Blondynkę stojąc na jednym z pierwszych stopni.
- Totalnie.- mruczę idąc za nią na górę.
- To jest początek kochanie! Taki już jest Mike.
- Pocieszasz..- westchnęłam.
- Wiesz kiedy wylatujesz.
- Wiem.- odpowiadam siadając obok Niej na moim łóżku.
- Jesteś pewna,że chcesz tak szybko wyjechać? Przecież jesteś zakochana..
- Nie mogę tutaj dłużej zostać, muszę złożyć podanie do szkoły. Może wrócę pod koniec wakacji.
Otwieram prawą ręką laptopa,na którym wyświetla się termin wylotu,który dokładnie jest za dziesięć dni. Nie wiem jak mu to powiedzieć,że po prostu muszę wylecieć. Nie ma innej opcji. Uniwersytet przyjmuje tylko w trzy dni zgłoszenia i muszę do tych dni wrócić do Barcelony. Poza tym stęskniłam się za słońcem i Mamą.
- Musisz mu powiedzieć.
- Wiem.- spoglądam na iPhone,który właśnie dostarczył mi wiadomość od Chłopaka.


 - Jesteś zła.-odwróciłam się odkładając telefon.
- Czy Ty czytasz moje SMS-y?
- Oj przestań,ale te kropki mogłaś odpuścić..
- Co mam być zadowolona,że nie spędza ze mną czasu?
- Ale kogo to jest wina?
- No chyba mi teraz nie powiesz Bell,że moja?!
- Przepraszam a kogo? Czemu mu nie powiesz? On dalej twierdzi,że ty tu jesteś na przynajmniej miesiąc i może sobie pozwolić wyjść z kimś innym poza Tobą.
- Przecież zawsze możesz mu powiedzieć,że chcesz teraz pogadać z nim.
- Teraz?
- Lepiej teraz niż dzień przed wyjazdem. Rose obudź się!




- I co?- rzekła dziewczyna widząc jak wstaję.
- Zaraz tu będzie. 
 Wyszłam z pokoju widząc w oknie jak podjeżdża najnowszy czarny Mercedes. Zbiegam ze schodów otwierając drzwi stojąc w progu. Spoglądam na ruchy Mike,który zmierza w moim kierunku. 
- Skarbie co się dzieje? 
Biorę głęboki wdech czując jak ze stresu pocą mi się ręce.
- Słuchaj Mike.. Jest coś o czym zapomniałam ci powiedzieć. 
- Rose? 
- Bo ja...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdziały będą dodawane częściej. Po prostu nie miałam czasu :) Teraz wszystko się zmieni. Obiecuje ;)
W WAKACJE TRWA PISANIE BLOGA !



sobota, 27 lutego 2016

Rozdział siódmy.

- Przecież to nie Twoja wina. Byłaś po prostu pijana a On to wykorzystał. - spojrzałam na Bellę,która siedziała po turecku na fotelu.
- Powinnaś z nim iść pogadać.
- Teraz?
- Tak teraz!- krzyknęła a Ja wstałam podchodząc do drzwi.
- Pamiętaj kibicuje wam i nie zepsuj tego Okej?
- Okej.- westchnęłam i wyszłam na korytarz zamykając drzwi. Schodząc po schodach wbijam wzrok w stół w Jadalni,przy którym siedzi Max z Eddy'm. Ich wzrok od razu wędruje na moją postać a Bratnia dusza Mike wstaje zatrzymując się przed mną.
- Wytłumaczysz mi co się stało między Tobą a Nim?
- Lepiej mi powiedz,gdzie On jest?
- Na mostku.- westchnął,a Ja go tylko wyminęłam wychodząc na dwór przez otwarte drzwi od tarasu. Wyciągam okulary z kieszeni od dżinsowych szortów,a włosy spinam w kitka schodząc po marmurowych schodach. Widzę siedzącego Mike na samym końcu drewnianego mostku rzucając cały czas coś do wody. Przypuszczam,że to kamyki. Zatrzymuje się przed wejściem na drewnianą konstrukcję biorąc głęboki wdech. Moje serce waliło jak oszalałe. Nie wiem do końca co mam zrobić. Idąc wolnym tempem zbliżam się końca mostka. Myślę co mogę mu powiedzieć,a co mogę odpuścić. Ale kiedy jestem bardzo blisko tuż za Jego plecami stwierdzam,że to są wakacje, On mi się podoba. Czy nie mogę się zabawić? Zatrzymuje się szepcząc:
- Możemy pogadać?
Nawet nie drgnął, udawał jakby mnie nie słyszał.
- Mike błagam cię.- odzywam się.
W końcu wstaje odwracając się do mnie.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Wszystko wiem,zrozumiałem a Już na pewno nie musisz mi się tłumaczyć.
Jest zdenerwowany, wyczuwam tą atmosferę. A Jego słowa po część mnie ranią.
- A jak Ja chcę spróbować?
- Co chcesz spróbować?
- Ty, Ja..No wiesz.- wkładam ręce w tylne kieszenie.
- Żartujesz sobie tak?
- Nie Mike,mówię teraz poważnie. - Podchodzi do mnie kładąc dłonie na policzkach oddając mocny,namiętny pocałunek. Ja tylko dodaję uśmiech rzucając się na Niego.
- Teraz musiałbyś przeprosić Max'a.-chwyciłam Jego dłoń idąc w kierunku domu.
- Masz rację.




Siedzieliśmy na tarasie. Każdy pogodzony z piwem ręku uśmiechał się do każdego robiąc świetną atmosferę. No poza Bellą,która chwilę temu pokłóciła się z Eddy'm. Normalność.
- Ten wyjazd jest bezsensu.- stwierdzam patrząc jak Eddy przerzuca mięso na grill'u a obok Niego wrzeszczy Blondynka kłócąc się o jakąś dziewczynę.
- Też tak uważam.- spogląda na mnie Max.
- Może warto wracać do Seattle?
- Jesteś skończonym dupkiem! Wracam do Domu!- idąc w naszym kierunku zaczęła krzyczeć Bella.
- O co się pokłóciliście.- podchodzę do dziewczyny chwytając ją za ramiona.
- Przespał się z inną.
- Skąd wiesz!
- Sam się przyznał.
- Przesadził tym razem.- omijam dziewczynę idąc prosto w Jego kierunku.
- Rose! Czekaj!- słyszę jak biegnie Bella,ale nie zwracam na to uwagi.
Okej. Nie lubię typka. Ale nie pozwolę traktować tak mojej siostry? Jasne? Kim On jest. Nikim. To,że śpi na kasie to nie oznacza,że może robić wszystko.
- Kim ty do cholery jesteś,żebyś mógł ranić wszystkich dookoła!- warknęłam popychając go.
- O co ci chodzi Rose!?
- O to,że jak ci zależy na Belli to powinieneś nie robić takich świństw!Zachowałeś się jak cholerny dupek! Nadajesz się do gazety Playboy'a.
- Przeginasz.- podchodzi do mnie,robiąc z siebie takiego silnego i groźnego.
- Uspokójcie się.- wchodzi między nami Bella.
- Może lepiej uspokój tą sukę. - Nie wytrzymuje odsuwam wymachem ręki Blondynkę i z całej siły uderzam w Jego twarz,a bardziej celując w nos,za który chwilę później chwyta się chłopak.
- Jak ty nazwałeś moją dziewczynę?-widzę tylko opętanego Mike,który ze złości popycha go na ziemię obkładając pięściami.
- Tylko potrafisz się bić na ringu i co teraz każdego tak będziesz masakrować?-krzyczy Eddy chroniąc twarz rękami.
- Mike przestań,daj mu spokój. Błagam cię.- kładę dłoń na Jego plecach.
- Mike!- z całej siły odpycham go i pomagam wstać.
Eddy próbuje się zebrać z trawy wycierając wargę oraz nos z krwi.
- Nienawidzę cię!- spogląda w Jego kierunku,a Ja z mocnym uściskiem ciągnę go na taras.
Siadam na Jego kolanach bacznie przyglądając się twarzy Mike. Cały pulsował,głęboko oddychał. Chodził jak tykająca bombka,która w każdej chwili wybuchnie.
- Spokojnie.- całuje delikatnie Jego usta.
- Dziękuje,że stanąłeś po mojej stronie.- szepczę kładąc głowę na Jego ramieniu.
- Niezły cios mu dałaś.- prycha.
- Chyba się zwijamy dziś na chatę.- widzę jak wchodzi z wnętrza domu Max.
- Chyba tak, a gdzie Bell?
- Pakuje się już.
- Też idę.- dodaję wstając.


Mija nawet niecała godzina a pod willę podjeżdża taksówka. Sporo zapłacimy za transport,ale nie wytrzymam z nim dłużej. On nikogo nie potrafi docenić a już na pewno nie Belli.Chłopacy spakowali walizki już do samochodu czekając cały czas na nas. Dopiero teraz pokażemy mu co my potrafimy.
- Wynoście się stąd.- pijąc drinka czeka z otwartymi drzwiami.
Bella wyrywa mu alkohol rozlewając mu po głowie ja natomiast oddaje mu kolejny strzał z ręki.
- Miłej zabawy szmaciarzu!- krzyczę mu prosto w twarz wybiegając z domu razem z Bellą. Pełne radości,wdzięku otwieramy drzwi do taxówki.
- Jeszcze z wami nie skończyłem!- krzyczy.










_____________________________________________________________________________

Hej ;)

WIDZIMY SIĘ --->  4-6 MARCA





piątek, 19 lutego 2016

Rozdział Szósty.


Cały dzień zleciał dosyć szybko. Nic szczególnego na tej cudownej posesji nie robiliśmy. Odkąd tu przyjechaliśmy ciągle pijemy. Cały czas. Pijana jestem już dobre parę godzin,ale nad wszystkim jeszcze panuje i cały czas kontaktuje. W końcu nadszedł wieczór. Pierwszy wieczór tutaj i pierwsza impreza. Eddy ściągnął swoich znajomych,aż z Seattle. Jesteśmy na "wakacjach" no bardziej na wyjeździe i on tu obcych ludzi sprowadza. Czyżby mu nie wystarczamy? Zabrałam kolejne piwo,z jednej ze skrzynek,które stały na stole w kuchni. Dookoła mnóstwo ludzi. Kątem oka widzę świetnie bawiącą się Belle,która tańczy na jakimś fotelu a w bardzo bliskiej odległości stoi Max z Eddy rozmawiając z jakimś chłopakiem. Jednak w całym tłumie nie dostrzegam Mike. Nie przejmuje się tym zbytnio. Otwieram piwo i wychodzę na taras,gdzie jest też parę osób. Mijam je udając się do schodów wykonanych z jakiegoś drogiego marmuru lub innego tworzywa. Nie znam się do końca. Prowadzą w dół. A tak naprawdę to do drewnianego mostku,który znajduje się na jeziorku.
Mijam parę drzew i nagle czuję,że jestem na podeście.  
Idąc robię trochę hałas, z powodu starego drewna. Unosząc głowę widzę niebo pełne gwiazd i ćwiartkę księżyca,ale oprócz tego wszystkiego zauważam na samym końcu mostku lampkę. Tak to jest światło,tak mi się przynajmniej wydaje lub jestem już tak bardzo pijana i powinnam wracać. Jeszcze się utopię.
- Mówiłem,że chce być sam!- zatrzymuje się,a z przerażenia wylewam na nogę piwo. Rozpoznaje ten głos,tą barwę. Zbliżam się jeszcze bardziej i dostrzegam osobę, a dokładnie poprzez światło odbijające się na plecach,że to jest dobrze zbudowany chłopak. 
- Nie chce się powtarzać. Dajcie mi do cholery spokój!- wkurzony krzyczy nachylając się po światło a następnie unosi je w górę.- Kto tam jest?- rozpoznaje Mike.
Robię parę kroków do przodu,aż do momentu kiedy skrawek światła chwyta moją postać a Chłopak może rozpoznać,któż tam był.
- Nie chciałam ci przeszkadzać,ale ta impreza do góry(pokazuje palcem na budynek,który znajduje się na skałach i słychać jeszcze muzykę) jest strasznie nudna..
- Jesteś pijana. Siadaj.- usiadł klepiąc miejscem obok siebie. 
Robię tak jak każe. Czuje coś miękkiego pod tyłkiem. Chyba jakiś koc zabrał z domu. Biorę łyka piwa i chwile później opieram głowę na jego prawym ramieniu a On mocno obejmuje mnie w pasie. 
- Widzę,że brak humoru ci dopisuje.
- Mam powód.- odpowiada prawie warcząc.
- Mogłam nie pytać.- szepczę,ale za pewne to słyszy.
- Czemu mi nie powiedziałaś,że planujesz za dwa tygodnie wrócić do Barcelony.
- A czyli o Mnie chodzi!- spoglądam na Niego kładąc między nami lampkę.To dlatego był cały czas taki "tajemniczy".
- Czemu mi nie powiedziałaś.- pokiwał głową.
- Mike jestem na wakacjach,a tam mam rodzinę, znajomych,uczelnię. Muszę wracać.
- Wczoraj jeszcze mówiłaś coś innego.
Odwracam głowę w kierunku wody,która w blasku księżyca wygląda mrocznie i cudownie. Jest tu naprawdę świetnie!
- Nad czym ci tak bardzo zależy. Zrobi ci to jakąś różnice czy będę tutaj czy w Hiszpanii?
Dopiero kiedy wypowiedziałam to, zrozumiałam,że wczoraj mi powiedział jak mu na mnie zależy. Cholera!
- Wiesz co nie było tematu. Jesteś naprawdę pijana. Może cię odprowadzę do pokoju. Jutro wrócimy do tej rozmowy. - wstał podając mi dłoń. Ruszyłam pierwsza kończąc alkohol a Mike zabrał lampkę oraz koc.
- Tylko mi tu czasem nie wpadnij do tej wody. Jest pewnie cholernie lodowata!- dodaje z śmiechem bacznie mnie obserwując. 
Mija niecałe dziesięć minut a już znajduje się w swoim pokoju. Będąc na środku pokoju ściągam szorty zostając w koronkowych majtkach oraz top ukazując w tym samym kolorze stanik. Następnie rzucam się na łóżko przykrywając się do pasa.
Widzę jak z balkonu wchodzi do pokoju Mike,który od razu spogląda na spodenki i top,który leży na podłodze. 
- Powiedz mi,że masz coś na sobie pod tą kołdrą?- pyta stojąc tuż obok mnie.
- Oczywiście. Mike połóż się obok mnie.
Spojrzał na mnie i przez chwilę się zastanawiał. Bacznie mnie obserwował i w końcu zmięknął i zrobił to co chciałam. Ściągnął z siebie czarny T-shirt ukazując piękne ciało, prawdziwego Boga. 
Opierając głowę o ramę łóżka objął mnie a ja ułożyłam głowę na jego torsie. 
- Wiem,że jestem pijana. Uświadamiam to sobie.
- No to też dobrze.
- Ale wiem dobrze,że Ty coś czujesz do mnie.- uniosłam głowę kładąc dłoń na jego brzuchu będąc na równi z jego twarzą. W ten sposób ukazałam swój biust w czerwonym koronkowym staniku oraz skrawek umięśnionego brzucha.Od razu Jego wzrok ląduje niżej. Mimo,że Ja przez cały czas patrzę na Niego. Halo oczy mam wyżej?
- Skończmy ten temat co?
- A może nie chce?- podnoszę się jeszcze wyżej i jeszcze bliżej jego ust. Nie zastanawiam się po prostu go całuje. A On momentalnie odwraca mnie nie przerywając pocałunku. Tym razem to Mike był na górze. Zaczęło być namiętnie. Oplotłam ręce na jego barkach a nogi w pasie. On za to zaczął składać pocałunki wszędzie: dekolt, usta, szyja,szczęka. Zaczęliśmy się zachowywać jak opętani ludzie. 
- Kocham cię.- szepcze do mojego ucha. Spoglądam na niego. "zatrzymując to wszystko" Wbijam wzrok w jego zamyśloną twarz czekając co na to powiem. Co powiem na słowo " Kocham cię" Przetrawiłam to i składam lekki pocałunek na Jego ustach trzymając dłonie na jego policzkach. 
- Ja ciebie też.


Rano

Otworzyłam oczy widząc drzwi z ciemnego drzewa. Oprócz tego rozpoznaje,że jest już ranek widząc jasność w całym pokoju. Biorę głęboki wdech i zastanawiam się co wczoraj tak na serio robiłam. Muszę sobie wszystko po kolei poukładać. Przyjechaliśmy tutaj. Coś koło 11 rano. Później był obiad i tam już się pojawił alkohol. No tak.. Później? Emm? Aaa. Później się opalałam na tarasie pijąc kolejnego drinka. Jeszcze pamiętam jak Eddy przychodzi do nas mówiąc,że dziś wieczorem jest wielka impreza. Pamiętam jeszcze popołudniu lody,jezioro i wszędzie alkohol. No i podsumowując. Najebałam się bo nic więcej nie pamiętam. Kompletnie. Unoszę głowę widząc rzucone ubrania na podłogę. Yeep! Tak właśnie robię po pijanemu. Widzę jeszcze przy łóżku butelkę amerykańskiego piwa. Oczywiście pustą. No jakby inaczej. No dobra. Koniec żartów. Chyba nic tak na serio się nie stało. Mimo,że się upiłam. Mały,ale to malutki szczegół. 
- Nie śpisz już? - Moje oczy mają największy rozmiar jakiś się da zrobić słysząc zaspany męski głos,który należy do Mike. Wstaję obok łóżka patrząc na Jego nagą klatę. Faktycznie taki poranek mógłby być codziennie. 
- Powiedz mi,że my nie zrobiliśmy tego.
- Oczywiście,że nie.
- Jak ty się tu znalazłeś?
- Emm..- pokazuje palcem w kieurnku mojego ciała. Spoglądam w dół widząc siebie w koronkowym komplecie. Super nie mogłeś powiedzieć wcześniej.
Siadam na rogu łóżka owijając się ręcznikiem,który leżał na krześle tuż obok. 
- Więc?
- Przyszłaś do mnie na pomost wieczorem? Pamiętasz? - kiwam głową,że nie.- Później stwierdziłem,że na serio jesteś nieźle pijana i zabrałem cię do pokoju. Oczywiście nasz Gospodarz zrobił taką wielką imprezę,że nawet gdybym ci dał całe opakowanie leków nasennych to i tak byś nie spała. I wtedy nas trochę poniosło.- uśmiechnął się łobuzersko.
- Mike nie żartuj sobie,tylko lepiej mów.
- Trochę się całowaliśmy i poszliśmy spać.
- Nieźle..- strzelam sobie face palma. Nigdy więcej nie wypije alkoholu.
- Spokojnie Bella była w gorszym stanie.
- Coś jeszcze?- spoglądam na niego. Już chyba nic mnie nie zaskoczy.
- No jeszcze wyznałaś mi miłość.
- Co zrobiłam?- wbijam wzrok w Niego. Przecież On dobrze wie,że od razu nie możemy być razem. Nie należę to dziewczyn,które są łatwie.. ( Nie wcale mi tu nie chodzi o Belle.. Ups.. Przepraszam Sister..) Nie pozwolę na to,abyśmy byli razem tu teraz już... Jeszcze po pijanemu. Mam nadzieje,że mnie zrozumie. Faktycznie czuje coś do Niego,ale jeszcze nie teraz. Musimy się bardziej poznać,przebywać razem. On mnie od samego początku pokochał,ale na związek musi poczekać.
- Mike,ale wiesz,że to było niekontrolowanie emocji..- patrzę na Jego trochę przygnębioną minę,ale chwilę później przyznaje mi rację dodając,że byłam kompletnie pijana i mnie rozumie. 
- Mike...- widzę jak zakłada na siebie T-shirt. Widzę,że się wkurzył. Liczył na to coś z mojej strony.
- Mike do cholery! - spoglądam na zamykanie się drzwi. Wyszedł. Z złym humorem opuścił moją sypialnie. Rzucam poduszką w drzwi wstając z łóżka wciągając na siebie luźny T-shirt,który przykrywał mi tyłek a następnie wyszłam na balkon. Na dworze było już tak ciepło,że prawie się rozpuszczałam jak lód. 
- Ej stary co ci!- widzę dwie postacie. Jedna,która wyglądała tak samo jak ten chłopak,który mnie kompletnie olał i wyszedł z pokoju a drugą osobą był Max.
- Daj mi spokój! Chce być sam.
- Co ty odpierdalasz. Wczoraj sam,dzisiaj od rana też. O co chodzi.- zatrzymuje się tuż przed nim bacznie się mu przyglądając,gdy nagle Mike unosi wzrok na mój balkon i się odwraca idąc w stronę mostku. Momentalnie Max odwraca głowę wbijając wzrok w moją postać,a Ja zsuwam się po szklanej barierce czując jak łzy lecą po moich policzkach.
- Hej Rose co jest..- widzę jak do pokoju wchodzi skacowana przyrodnia Siostra.
- To moja wina.- szepczę obejmując Blondynkę.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej i czołem!!
Jak tam u was? 
A jak rozdział?
Mi się osobiście podoba :)
Zapraszam do czytania!

WIDZIMY SIĘ ---> 26-28 LUTY