piątek, 23 września 2016

Rozdział Dwudziestypierwszy.



    Każdy człowiek umiera, nie każdy naprawdę żyje.
Im dłużej pozostajesz w jednym miejscu,
 tym większą masz szansę na rozczarowanie
  Liczba porażek jest proporcjonalna do liczby sukcesów
 Nigdy się nie zniechęcam,
 ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby 
stanowi kolejny krok naprzód








Siedziałam w taksówce wbijając wzrok za szybę. Spokojna muzyka leciała z radia. Tata cały czas coś robił w telefonie. Nikt się nie odzywał,oprócz mężczyzny z radia. Panowała straszna cisza,którą właśnie zastopował kierowca pojazdu mówiąc,że jesteśmy na miejscu. Wysiadłam czując mżawkę na twarzy. Zaczęło padać. Odwróciłam się widząc jak samochód odjeżdża a Ojciec podchodzi do mnie chwytając za rękę.
- Już czas.- dodał ponuro.
Kiwnęłam głową idąc na teren cmentarza. Deszcz zaczął coraz mocniej padać,aż w końcu Tata wyciągnął i rozłożył parasol. Mijający nas ludzie dziwnie na nas spoglądali,jakby nie widzieli ludzi pogrążonych w żałobie. Skręcając w prawo zauważam osoby pomagające przy pogrzebach, trumnę mamy oraz Ally,Liam'a i kilka koleżanek Mamy.Stanęłam jak najbliżej drewnianej trumny widząc jak po drugiej stronie przemawia ksiądz. Dodał parę słów od siebie a następnie zaczął całą ceremonię pogrzebową. Całość zakończyła się po niecałej godzinie. Przez cały czas byłam wyłączona nie wiedząc co się dookoła dzieje. Podniosłam głowę widząc jak Tata mówi,że to już czas. Westchnęłam odbierając kwiaty,białe róże te które Mama lubiła. Położyłam na górnej części trumny kwiaty. Tata dodał też od siebie ogromny bukiet. Obsługa podniosła trumnę kładąc ją do dołu. Moje oczy wypełnione łzami,zaczęły lecieć jak woda w wodospadzie. Nie potrafiłam się uspokoić. Ciepła dłoń Ojca obejmuje moją.
- Nie płacz kochanie.- szepnął.
Pokiwałam przecząco głową. Ściskając bardziej Jego dłoń.



Zaraz po pogrzebie wróciliśmy do domu. Tata miał samolot za dwie godziny do Seattle.
- Na pewno dasz sobie radę?- zapytał zamykając walizkę.
- Dam.- spojrzałam na Tatę biorąc łyka gorącej czekolady,którą mi zrobił.
- Nie wiem dlaczego się zgodziłem,żeby cię tutaj samą zostawić.
- Tato to tylko dwa miesiące, mówiłam ci to są najważniejsze miesiące w ciąży. A chce przez ten czas chodzi do mojego lekarza.
- Czy ty sugerujesz,że w Seattle są kiepscy lekarze?
- Nie no co ty. Podobno Amerykańska Medycyna jest najlepsza.- dodałam kiedy zadzwonił dzwonek.
- Kto to? Umawiałaś się z kimś?
- Nie, raczej nie.
Opuścił salon idąc przez hol do drzwi.Odwróciłam się spoglądając kto przyszedł. Tata otworzył drzwi, a przed nim stanął Liam z Ally.
- Możemy porozmawiać z Rose?
- Jasne wchodźcie.
- Słuchaj Kochanie mam zaraz taksówkę,będę się zbierać.
- Tak szybko?
Wstałam z sofy wskakując na Tatę.
- Dziękuje ci za wszystko,do zobaczenia.- szepnęłam na ucho.
- Kocham cię Córuś- dodał.- To cześć wam dzieciaki!
- Do widzenia!- odpowiedzieli, a Ja zamknęłam drzwi za Tatą.
Spojrzałam na znajomych,którzy stali na środku korytarza.
- Może usiądziecie?
- My na chwilę,wiem,że nie chcesz pewnie rozmawiać.- zaczęła Ally.
- Chciałam was bardzo przeprosić, to przez tą ciąże wariuję.
- Nie wariujesz.- rzekł Liam siadając przy stole.- Po prostu w ostatnim czasie za dużo się wydarzyło złego u Ciebie. Stres źle wpływa na ciąże.
- A ty co poradnik dla kobiet w ciąży przeczytałeś?
-  To,że studiuję ekonomię nie oznacza,że nie wiem jak to jest w ciąży. Miałem biologię w szkole tak?
- Naukowiec się znalazł.- uśmiechnęła się Ally.
- Jak w ogóle się czujesz?
- Jutro idę do lekarza.
- To już drugi miesiąc nie?
- Yhmm.
- Za dwa miesiące powinnaś znać płeć dziecka.- rzekł chłopak.
- Kurdę Ty wiesz ode mnie więcej?! Chyba wezmę od Ciebie jakieś korepetycje.- dodałam.
- A co z mieszkaniem?
- Pod wynajem lub sprzedam. Muszę się wyrobić w ciągu dwóch miesięcy.
- Jednak wylatujesz?
- Yhmm. Ale będę was odwiedzać z Małą.
- Małą? Przecież Liam mów..- zdziwiła się Ally.
- Chciałabym,żeby to była dziewczynka.- położyłam dłoń na  brzuch.
- Ale słodko wyglądasz.
- Jeszcze lepiej będzie jak będzie większy brzuch.
- Nawet mi nie mów, będę jednym wielkim pączkiem.
- Przesadzasz.
- Wiecie co..Cieszę się,że mam was.
- Oooo. Ale słodko.
- To pewnie przez te hormony.Mówię ci Liam. Zwariowała.
- Nie,nie! Teraz mówię szczerze! - posłałam uśmiech.






II MIESIĄCE PÓŹNIEJ..






Siedziałam czekając na nowych właścicieli mieszkania. Młode małżeństwo, od razu stwierdzili,że chcą jej kupić. Wszystko tu zostawiam. Zabieram tylko ze sobą największą walizkę jaką miałam w domu,laptopa. Jeszcze muszę wpaść do ginekologa dowiedzieć się co tam w środku jest. To znaczy kto jest On czy Ona. Już nieźle wystaje mi brzuch, według mnie to taki brzuch mają kobiety w siódmym miesiącu a ja w czwartym. Już nawet za duży sweter go nie zakryje. Boje się trochę, od razu widać,że jestem w ciąży. A najbardziej boję się spotkania z Mike'm. Nagle zadzwonił dzwonek. Z uśmiechem na twarzy otwieram drzwi widząc młodą parę.
- Dzień Dobry! Jak się Pani czuje? Wie już Pani co będzie?
- Nie jeszcze nie,ale dzisiaj idę jeszcze do lekarza i będę wiedzieć.Tutaj zostawiam państwu kluczę razem z kopią umowy,którą podpisaliśmy wczoraj. Myślę,że będzie się Państwu podobać tutaj mieszkanie,naprawdę świetna okolica. Mieszkałam w tym mieszkaniu przez prawie dwadzieścia lat. - dodałam spoglądając na dom.
- Dziękujemy bardzo,życzymy miłej podróży do Ameryki i oczywiście zdrowia dla Pani i Maleństwa.
- Dziękuje bardzo, Wesołych Świąt,bo już niedługo święta.
- Wesołych Świąt! - dodali i zamknęłam za sobą drzwi.
Zeszłam na dół widząc jak czeka na mnie Ally z Liam'em.
- Nie wiem czy wiesz,ale faktycznie duży masz ten brzuch.
- Wiem, widzę go codziennie w lustrze,ale się nie załamuję bo będzie jeszcze większy. To teraz do lekarza. Rzekłam wsiadając do samochodu Kumpla. Tata z Marry wydzwaniają od rana. Niestety żona Taty dowiedziała się o ciąży przypadkowo,ale obiecała,że nikomu nie powie. Minęły prawie dwa miesiące odkąd Mama miała wypadek i umarła. Naprawdę nie wiem kiedy to wszystko tak przeleciało. Smutno robi mi się na samą myśl. Początki kiedy zostałam z tym wszystkim sama, gdzie miałam zapewnioną opiekę od Niej. Nie wiedziałam jak sobie radzić. Spadłam na wadze, głodowałam, dostałam ochrzan od lekarza i musiałam chodzić na spotkania do psychologa. Po paru tygodniach wszystko powoli wracało do normy. Wiem,że będzie ciężko, nie da się o tak zapomnieć o Mamie,ale muszę żyć dalej i pokazywać wszystkim dookoła,że dam radę. Sama za pół roku będę Mamą. Oczywiście dalej rozważam myśl o oddaniu dziecka,ale kiedy czasem siadam przed lustrem,czy w wannie i dotykam brzuch,moją małą może bardziej "wielką" kulkę myślę o tym jak to jest? Jak takie maleństwo może być pod moim sercem. Jestem jego stwórcą. I wtedy wracam na ziemię myśląc. Nie masz mieszkania, nie mam wystarczająco ilość pieniędzy,aby je wychować. No może teraz kiedy sprzedałam mieszkanie. Wszystko za zgodą Ojca wpadło na moje konto,bo wie,że mi się to przyda. No ale nie wyobrażam sobie,że będę żyć w jednym pokoju z dzieckiem. Wiem,że będę mieć wsparcie,ale to jednak nie to samo. Chyba dalej nie jestem na to gotowa.
- Jesteśmy na miejscu. - dodał Liam zatrzymując się pod przychodnią.
- Dacie mi trzydzieści minut?
- No jasne, biegnij. Albo nie!
- Co?
- Nie biegnij! Bo jest ślizgo na tych płytkach.
- Dobrze Ally pójdę.- uśmiechnęłam się wysiadając z samochodu.
Następnie weszłam po schodach wchodząc do ciepłego pomieszczenia. Akurat do ginekologa nie było nikogo. Udało mi się! Mogę wchodzić! Z myślą,że mam za dwie godziny lot pukam do pokoju.
- Proszę wejść!
Naciskam klamkę i zamykam za sobą drzwi. Ściągam czarny płaszcz,który jest dopasowany do biustu a dalej puszczony. Prawdziwy dla kobiet w ciąży.
- Witam cię Rose. Jak samopoczucie?
- W porządku.
- A przygotowana do lotu? Za ile masz samolot?
- Za dwie godziny.
- Okej, streszczamy się,nie chcę żebyś się spóźniła przez mnie na samolot.Połóż się,zrobię USG może dowiemy się co tam masz.
- No oby!
- Prezent na święta będzie na pewno. No dobra zaczynamy.- dodał przykładając zimny przyrząd do brzucha nasmarowany jakimś okropnie zimnym żelem.
- Wszystko w porządku, serce bije normalnie, rozwija się też dobrze. A ty jak myślisz co będziesz miała?
- Chciałabym bardzo,żeby to była dziewczynka. Nawet już imię wybrałam.
- Ooo! Pochwali się.
- Mia.
- No bardzo ładne i powiem ci,że strzał w dziesiątkę. Wydaje mi się ,że każda Matka od pierwszego dnia wie co będzie miała.
- Co Pan ma na myśli?
- Będzie dziewczynka!
- Naprawdę!
- Naprawdę! No wiesz,że Ja nie kłamię!
- Jejku,ale super!
- Możesz się wytrzeć,a Ja wypiszę tobie receptę na witaminy.
Usiadłam wycierając brzuch od żelu i wracając do pomieszczenia,gdzie siedział lekarz.
- To normalne,że mam taki duży brzuch?
- Powiem ci,że to zależy od kobiety. Niektóre mają mały brzuch do końca ciąży,a niektóre duży. No ty niestety należysz do kobiet,które mają duże.- posłał uśmiech. - A czy to takie ważne? Wiem,że jest pewnie męczące,ale chociaż widać,że jesteś w ciąży.
- No tak.- westchnęłam. Akurat nikt w Seattle nie wie,że jestem w ciąży. Dlatego mi to nie odpowiada!
- Dziękuje ci,że mogłem prowadzić twoją ciąże przez cztery miesiące, pamiętaj wyślij mi na email parę fotek jak już urodzisz! Musisz się koniecznie pochwalić!
- Oczywiście, bardzo dziękuje.
- Trzymaj się kwiatuszku!
- Do widzenia.- dodałam wychodząc z pomieszczenia.
Zapięłam płaszczyk i wyszłam z przychodni. Z uśmiechem na twarzy wchodzę do auta.
- No i co! Mów!
- Chłopak czy dziewczynka?- pyta Liam.
- Wszystko okej, no i miałam rację będzie Mia.
- Jej! Świetnie,będzie dziewczynka.
Przez kolejne dwadzieścia minut rozmawialiśmy o ciąży, dziecku i o tym jak to będzie fajnie jak się urodzi. Kiedy Chłopak podjechał pod lotnisko,moje serce przyśpieszyło z myślą,że znowu muszę się z nimi żegnać. I to na trochę dłużej.
- Odprowadzimy cię.
- Dzięki,będzie ciężko z tą walizką.
- No trochę jest ciężka.- dodał Liam.
Wysiadłyśmy z samochodu,a chłodne powietrze od razu uderzyło mocą we mnie,aż mi ciarki przeszły. Zabrałam torebkę,w której mam najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się do środka budynku. Mnóstwo ludzi mijało nas. Wszędzie było jedno wielkie zamieszanie jak to na głównym lotnisku w Barcelonie. Zmartwiona,wyciągnęłam bilet spoglądając ,gdzie mam się udać. Zjechaliśmy windą na dół, gdzie odbywają się odprawy. W oddali widzę jak zaczyna się moja odprawa i jest już nawet duża kolejka. Podeszliśmy bliżej ustawiając się w kolejce. Odwróciłam głowę widząc Liam'a który przesuwa walizkę koło mnie i Ally która wyciera łzy chusteczką.
- Chyba zwariowałaś!? Nie rycz bo też będę!
- Jak Ja kocham mamuśki.- przytulił mnie Liam.- Będę trzymać za ciebie kciuki,może wiosną przylecimy do Ciebie.
- Byłoby fajnie.- dodałam całując jego policzek.- Dziękuje za wszystko.
- Będę tak cholernie za Tobą tęsknić. Musimy koniecznie codziennie rozmawiać na Skypie,albo przez telefon. Nie wytrzymam tyle bez Ciebie.- podeszłam do Ally przytulając ja do siebie.
- Też będę tęsknić,raczej będziemy.- położyłam dłoń na brzuch.- Co nie Mia?
Zauważyłam jak uśmiechają się znajomi.
- Rose teraz ty.- dodał Liam dając mi znać,że muszę odbyć odprawę. Ruszyłam do przodu.Kiedy zostałam dokładnie sprawdzona, chwyciłam za rączkę walizkę odwracając się i krzycząc:
- Kocham was!! Zadzwonię jak będę w Seattle!- pomachałam i weszłam w korytarz,który prowadzi do wnętrza samolotu. Na końcu zauważyłam dwie stewardessy ubrane w te swoje stroje.
- Witamy na pokładzie samolotu. Lot do Seattle.
- Dzień dobry.- dodałam mijając kobiety.
Minęłam dwa przedziały odnajdując swoje miejsce, jeden z mężczyzn pomógł mi włożyć do góry walizkę. Siedziałam z młodą kobietą,może była parę lat ode mnie starsza.
- Ładny brzuszek.Chłopczyk czy Dziewczynka?
- Dziękuje, trochę duży. Dziewczynka,będzie Mia.
- Ślicznie imię.- dodała a Ja w tym czasie napisałam do Marry,że jestem już w samolocie.
Oparłam głowę o podgłówek i ruszyliśmy. Znowu wracam do Seattle, ciekawe czy coś się zmieniło?







 
Barcelona --> Seattle  


 "Przyjemność jest początkiem i celem życia szczęśliwego" - Epikur


-----------------------------------------------------------


Hej!
Jak się podoba?
Trochę przyśpieszamy tempo!
Ale to nic! 
Teraz będzie jeszcze ciekawiej!

CZYTAMY!


NEXT-->  30 ( WRZEŚNIA) - 02 PAŹDZIERNIKA


niedziela, 18 września 2016

Rozdział Dwudziesty.

Minęło sporo czasu zanim Tata wylądował w Barcelonie. Nawet nie zauważając,że to prawie minęło dziesięć godzin siedzę wtulona w przestrzeń przed sobą trzymając kubek w ręku i wycierając łzy widzę chodzącego po kuchni Ojca. Kompletnie nie potrafił się uspokoić, tak naprawdę wyglądaliśmy podobnie.Bezradni, nie wiedząc co zrobimy ze swoim życiem.
- Dzwoniłem do księdza jutro o dwunastej jest pogrzeb.
- Okej.- westchnęłam kładąc kubek na stół a następnie idąc na sofę.
- Zacznij się normalnie zachowywać co?! Jesteś w ciąży.
- O co ci chodzi? Mama mi umarła kilkanaście godzin temu, a Ty zawsze musisz dodać "bo jesteś w ciąży" Przepraszam bardzo, przecież przeszkadza. - dodałam przykrywając się kocem.
- Dziwisz mi się? Nigdy nie pomyślałbym,że będziesz w ciąży w tak młodym wieku. Dobra, trudno. Zaakceptowałem to już. Jakoś dotarło to do mnie.
- A dotrzymałeś tajemnicy?
- Tak,nikt nie wie,ale i tak niedługo zauważą to.
- Jak to? Ja jestem tutaj a wy tam.
- Jak ty sobie wyobrażać żyć tutaj sama? Zabieram cię ze sobą.
- Żartujesz?! Nie chcę!- wstałam.
- Rose to jest dobre rozwiązanie, potrzebujesz opieki.
- Ale Tato, Nie rozmawiam z Bellą,nie chcę widzieć Mike. I jak tam mam żyć?
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami. Będzie ci dobrze z nami.
- Słuchaj mogę tam przyjechać na tydzień,dwa,ale nie zamieszkać na stałe!?- odwróciłam się idąc do swojej sypialni.
Ojciec mówił cały czas do mnie,ale nie potrafiłam złożyć tego w zdanie. Zamknęłam drzwi siadając na łóżku. Otworzyłam laptopa pisząc wiadomość na facebook'u do Liam'a oraz Ally,żeby pilnie się spotkać. Po chwili otrzymałam wiadomość,że zaraz będą u mnie. Zamknęłam go i wytarłam łzy opierając się o ścianę.



- On chce,żebym z nim tam pojechała.- powiedziałam spoglądając na dziewczynę oraz chłopaka. Nagle nastała cisza. Albo nie wiedzieli co powiedzieć albo nie chcieli komplikować sprawy.
- To jest dobry pomysł.- dodała Ally.
- Żartujesz sobie? Chcesz całkiem stracić kontakt?
- Rose nie przesadzaj. Seattle nie jest na drugim końcu świata.
- A właśnie,że jest.
- No dobra może masz rację,ale Ty potrzebujesz opieki. Sama nie dasz radę. A tam masz Tatę, Bell,Marry i Max'a i Mike. Każdy pewnie ci pomoże.
- Czy ty teraz chcesz powiedzieć,że nie mogę liczyć na pomoc z Twojej strony? Super.
- Posłuchaj mnie Rose.- odezwał się Liam.- Ally chodzi o to,że tam jest twoja rodzina. Może nie kompletna,ale jest ostatnią jaka ci została. Ja z Ally pomóc ci możemy,ale to nie jest to samo.
- Oczekiwałam od was coś w stylu " nie nie możesz wyjechać.." Ale widzę,że jesteście tacy sami. Zaszłam w ciąże z swojej głupoty i teraz zachowujecie się jakbyście mnie nie znali. Idealnie. Wiecie co zmęczona jestem. Możecie już iść?
- Rose nie bądź zła,ale tak będzie lepiej.- dodała Ally.
- Ale dla kogo?! Wiesz dobrze,że robię wszystko,aby Mike się nie dowiedział a jak tam pojadę to nie ma siły,ale się spotkamy tak czy tak!? Dobra,koniec rozmowy.- wstałam otwierając drzwi.
Wyszłam na korytarz a znajomi za mną. Nie miałam sił na nic. Faktycznie hormony buzują i nie potrafię się z nikim dogadać. Kiedy minęłam salon zauważyłam Tatę,który rozmawiał przez telefon. Otworzyłam frontowe drzwi i wyszli. Bez pożegnania,ani żadnego słowa. Nie wierzę,że oni też tak uważają. Nagle poczułam,że jest mi żal w jaki sposób ich potraktowałam oraz Tatę. Usiadłam na rogu kanapy wsłuchując się w rozmowę.
- No i jest problem,nie chce jechać... Wiem,wiem Marry.- odwraca się w moją stronę.- Słuchaj zadzwonię później muszę porozmawiać z Córką.
Lekko uśmiechnęłam się widząc jak kładzie na stolik iPhone.
- Słuchaj Rose,wiem nie chcesz jechać,ale..
- Tato czekaj.. Mam propozycję.
- Teraz najważniejsze są miesiące w ciąży. Te dwa następne,czyli trzeci i czwarty. Chce zostać chociaż tutaj na te dwa miesiące. Dam sobie rade.
- Nie wiem Rose czy to dobre rozwiązanie.
- Tato,proszę cię.
- Kurdę Rose.. Dobra niech ci będzie,ale masz codziennie dzwonić do nas okej?
- Okej.- uśmiechnęłam się przytulając Ojca.
- Naprawdę cieszę się,że przyjechałeś.
- Nie mogłem cię w takiej sytuacji zostawić..
- Brakuje mi jej..- dodałam.








 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :)
Jak rozdział? Krótki,ale następny będzie dłuższy.
Co uważacie? Czy Rose ma wyjechać do Seattle? Jak tam będzie wyglądać jej życie? Już za dwa-trzy tygodnie się dowiecie! Czytamy! 


NEXT -----> 23-25 WRZEŚNIA!!!

wtorek, 13 września 2016

Rozdział Dziewiętnasty.


Smu­tek to naj­dziw­niej­sze z uczuć:
 czy­ni nas bez­radny­mi.
 Jest jak ok­no ot­warte wbrew naszej wo­li 
– przy nim można tyl­ko dy­gotać z zim­na. 
Z cza­sem jed­nak ot­wiera się rzadziej i rzadziej,
 aż wreszcie całko­wicie sta­pia się z murem. 
Dob­re chwi­le dzi­siej­sze­go dnia
 są smut­ny­mi wspom­nieniami jutra.
Smut­ne, gdy naj­droższą is­totą jest 
dla ko­goś je­dynie is­to­ta zagadnienia. 


Wczorajszy wieczór prawie tylko przeleżałam oglądając komedie,które miały być śmieszne. Tak stwierdził Liam. Ally wróciła w nocy, nie wiem gdzie była,ale czuć było od Niej alkohol. Dzisiaj Mama wraca. Dokładnie za godzinę i dwadzieścia siedem minut powinna wylądować w Barcelonie. Sączyłam sok z pomarańczy,który był dodatkiem w moim "Zdrowym" jedzeniu. Przyznam,że lepszego wyciskanego i świeżego soku nie piłam. Ubrana w sportowe leginsy z granatowym swetrem wpatruje się w okno,które jest naprzeciw stołu. Siedząc po turecku trzymając zielony kubek i myśląc o tak naprawdę wszystkim. Decyduje się na rozmowę. Może inaczej na telefon do Seattle. Nie chodzi mi o Bellę,bardziej o Mojego Ojca,który kompletnie nie dzwoni. Nie wiem co się stało,że nie chce ze mną gadać. Minął miesiąc, już jest prawie połowa kolejnego,a od tego czasu ani jednego telefonu od Taty. Bez zastanowienia kładę kubek biorąc iPhone. Szukam na liście kontaktów Taty i przykładam urządzenie do ucha. Cierpliwie czekając na ruch z jego strony słyszę cichy spokojny głos.
- Cześć Kochanie! Jak u Ciebie?
- Cześć Tato,obudziłam cię?
- Nie,nie.. Jest już prawie ósma rano. Wiesz praca..
- Przeszkadzam ci? Czy możemy porozmawiać?
- No co ty nie przeszkadzasz,możemy gadać. To co tam u Ciebie Córuś?
- Nie jest za dobrze.
- Coś się stało?- rzekł,a Ja słyszałam Jego zmartwienie,strach.
- Jestem w ciąży.
- W czym Ty jesteś?! Boże Rose! Co ty zrobiłaś! Przecież miałaś iść na studia! Na Medycynę!? A Ty teraz dziecko będziesz bawić!
- Tato..
- Nie Tato! Posłuchaj mnie Rose! Zniszczyłaś sobie życie. Masz dopiero dziewiętnaście lat! Kto jest Ojcem?
Zrobiło mi się naprawdę źle kiedy słyszałam jak Ojciec krzyczy na mnie mówiąc jak sobie zniszczyłam życie. Poczułam łzy na policzkach,które ruchem ręki zaraz wytarłam.
- Rose? Halo? Kto jest Ojcem? Tylko mi nie mów,że Mike!
- Mike jest Ojcem. Zadowolony! - krzyknęłam do słuchawki. Nigdy nie podniosłam na Ojca tonu głosu,nigdy nie krzyczałam,ale dzisiaj? To On mi sprawił przykrość.
- Czy Ty nie wiesz nic o zabezpieczaniu? Inaczej cię z Mamą wychowaliśmy!
- Co?! Żartujesz sobie tak? Po pierwsze rozwiodłeś się z Mamą jak miałam dziesięć lat! Wtedy nie wiedziałam nawet co to sex! Więc mi nie mów teraz kto kogo wychował! Jak ci nie pasuje to nie musisz się nawet do mnie odzywać! To twoja decyzja. Wiem,że to jest dziecinne zachowanie,ale pytałam Mike'owi czy się zabezpieczyliśmy i odpowiedział tak!? No halo!? Co mam je usunąć bo tak będzie lepiej!? Urodzę te dziecko i oddam je jakieś rodzinie. - odwróciłam głowę widząc zdziwienie na twarzy zaspanej Ally.- Tylko cię proszę o jedno. Zachowaj to w tajemnicy. Nikt się nie może dowiedzieć. Zrobisz to dla mnie?
Po dłużej chwili słyszę westchnięcie i krótkie : Tak.
Nie żegnając się naciskam czerwoną słuchawkę rzucając telefon z powrotem na stół wybuchając jeszcze większą dawką płaczu.
- Rose..?- czuje ciepłą rękę na lewym ramieniu.- To prawda? Chcesz oddać dziecko?
- A widzisz inne wyjście? Nawet sam Ojciec się mnie w tym momencie wyparł.
- Nie możesz tak mówić. Zdenerwował się po prostu. Nie możesz patrzeć tak,że Twoja Mama przyjęła to spokojnie. Nie dziwię mu się. Naprawdę będzie dobrze, zobaczysz. Za jakiś czas pewnie zadzwoni do Ciebie z przeprosinami i wsparciem z Jego strony. Zobaczysz.- poczułam jak mnie przytula.- A teraz chodź naszykowałam talerz owoców i idziemy na telewizję. Pooglądamy jakieś głupie programy rozrywkowe.
Wstałam z krzesła. Lekko uśmiechnęłam się widząc na stoliku stos różnych owoców na talerzu i dwie szklanki wypełnione sokiem. Położyłam głowę na prawej stornie uda Ally,która siedziała bardzo blisko trzymając nogi. Mnie natomiast okryła szarym kocem szukając jakiegoś programu. Moje oczy zaczęły z czasem zamykać się,aż w końcu usnęłam z powodu tej rozmowy.





Nie wiem ile spałam,ale obudziłam się siadając na sofie jakby mnie prąd kopnął słysząc dzwoniący telefon. Szybkim ruchem odkryłam całe ciało biegnąc do iPhone. Dziwny numer odbieram odwracając się w stronę Ally,która nie zmieniła pozycji oglądając wiadomości,w których mówią o wypadku i śmierci sześciu osób. Pokazują karambol na obwodnicy,która prowadzi z Lotniska w Barcelonie.
- Halo?
- Dzień Dobry Pani jest córką Isabel Evans?
- Tak przy telefonie, coś się stało?
- Pani Mama jest w krytycznym stanie w szpitalu. Miała wypadek, ciężarówka spowodowała karambol.
- W którym szpitalu jest?- spoglądam na Ally,która przeskakuje oparcie sofy biegnąc do mnie.
- El Pais blisko centrum.
- Dobrze,dziękuje zaraz będę.
Wciskając czerwoną słuchawkę. Biegnę do drzwi wciągając buty.
- Rose co się dzieje!
- Mama miała wypadek, jest w ciężkim stanie.
- W tym?- pokazuje na telewizor.
- Chyba tak.. Chodź! - krzyczę w pośpiechu zakładając kurtkę i zamykając drzwi.
Zbiegam z trzeciego piętra cała trzęsąc się i nie przestając płakać.  Wsiadam do samochodu Ally i jak najszybciej chce już być w tym szpitalu. Nie mogę przestać o tym myśleć. Najchętniej zadzwoniłabym do Taty mówiąc co się dzieje,ale po tej kłótni nie chce z nim gadać.. Minęło prawie dziesięć minut i wjechałyśmy na parking szpitala. Nie zwracając uwagi na ruch,pasy,Ally biegnę przed siebie wbiegając na recepcje. Kobieta zauważa moje przerażenie,panikę i szybko wstaje z fotela pytając o co chodzi.
- Kobieta Isabel Evans.Gdzie jest?
- Proszę chwilę poczekać.- dodała kiedy zaczęła wpisywać w komputer dane.- Przepraszam bardzo,ale nie ma takiej osoby w naszym szpitalu.
- Ale ktoś do mnie dzwonił,że miała wypadek. Ten Karambol podobno tutaj ją przywieziono.
Kobieta wyciągnęła teczkę z pewną listą.
- Tak,jest. Sala 65 drugie piętro.
- Dziękuje bardzo.- dodałam i szybko biegnę do windy. Zaraz za sobą słyszę jak woła mnie Ally. Chwilę później dobiega do mnie kiedy winda się otwiera.
- Jest tutaj?
- Tak na drugim piętrze.- dodałam wciskając przycisk numer 2.
Parę sekund późnej ciężkie metalowe drzwi otwierają się. Dookoła widzę biegających ludzi w białych fartuchach. Kilka osób,które siedzą z oczami napuchniętymi od płaczu. Moje serce coraz bardziej przyśpiesza kiedy widzę nad drzwiami numer 65. Popycham drzwi widząc puste łóżko.
- Matko nie ma jej!-krzyczę.
- Przepraszam kim Pani jest?
Odwracam się widząc pielęgniarkę.
- Córką Isabel Evans.
- Ma operację, proszę czekać.
- Wie Pani w jakim jest stanie?
- Niestety nie wiem, proszę poczekać na lekarza.
Wyszłam na korytarz zaraz za kobietą. Usiadłam na jednym z plastikowych krzeseł,które stały w rzędzie na holu. Telefon położyłam na kolanach,które z nerwów miałam jak galarety. Podniosłam głowę do góry kiedy Ally zaczęła do mnie mówić.
- Jesteś w ciąży,nie możesz się denerwować.
- Jak mam się nie denerwować jak moja Mama jest w ciężkim stanie na sali operacyjnej! Ally! Pomyśl!
- Idę do łazienki, poczekaj tutaj na mnie ok? Nie ruszaj się.
- Nie mam zamiaru.- dodałam tupiąc o podłogę nogami.
Siedzę spoglądając na wprost przed mną sale operacyjną. Kilka pielęgniarek mija mnie wchodząc do różnych sal na oddziale. Kiedy nerwy zaczynają wzrastać,aż prawie czuje się spocona od tego wszystkiego. Myślę czy nie zadzwonić do Taty, chociaż go poinformować o tej sytuacji. Nie chce być sama.. Nie mam oprócz Niego innej rodziny. Mama była z domu dziecka, nie miała rodziców, Taty rodzice dawno zginęli w wypadku. Nie mam żadnego wsparcia a właśnie On był w tych rzeczach najlepszy. Odblokowuje telefon wchodząc w kontakty zjeżdżam prawie na sam dół do litery "T". Jest tylko On. Już prawie naciskam,ale...Chwila zawahania i rezygnuję.
- Już jestem.- dodała cicho Ally siadając obok mnie.- Coś wiesz?- pyta na co dodaje kiwając przecząco głową.
- Myślałam,żeby zadzwonić do Ojca.
- Zrób to! Pomimo tego co między wami zaszło rano powinien Cię wysłuchać.
- Nie jestem do tego jednak przekonana.- wstałam z miejsca widząc jak drzwi się otwierają i wychodzi dwóch starszych mężczyzn.
- Przepraszam!- podbiegam.- Isabel Evans co z nią?
- Jest Pani córką tak? To Ja dzwoniłem doktor Adam Janosky.Nie mam dobrych wieści.
Moje serce przyśpieszyło,a mężczyzna opuścił wzrok w dół chwytając delikatnie moją dłoń.
- Proszę mówić prawdę.
- Niestety nie uratowaliśmy Pani Mamy. Zbyt głęboki wylew,podchodziłem do reanimowania dwa razy. Przykro mi.
Odwróciłam się na pięcie wybuchając falą płaczu, upadam na podłogę i krzyczę. Czuję chwilę później masywne ręce,które mnie podnoszą. Mówi coś do mnie ten sam lekarz,z którym chwilę temu rozmawiałam. Nic nie słyszę,czuje się jakbym była zagłuszona,nic do mnie nie dociera. Widzę Ally, która przytula się do mnie z twarzą pełną łez. Przed mną podjeżdża kobieta z wózkiem Przyjaciółka razem z kobietą siadają mnie na nim,gdzieś wiozą. Nie potrafię się uspokoić. Wjeżdżamy do jakieś sali. Jedno łóżko,pełna szafa różnych leków, stwierdzam,że jest to zabiegowy. Kobieta spogląda na mnie i mówi:
- Wszystko w porządku? Podam Pani lekki uspokajające.
- Chwila, Ona jest w ciąży.- podchodzi do Niej Ally.
Pielęgniarka ominęła ją kucając przed mną.
- Ma Pani jakąś rodzinę? Nie może Pani zostać sama, jeszcze teraz. Który miesiąc?
- Drugi. Mam Ojca,ale na drugim końcu świata.
- Niech Pani mnie posłucha.-podchodzi do Koleżanki.- Nie mogę jej niestety nic podać,wszystkie leki są za mocne. Musi być Pani przy Niej. - Słyszę jak wchodzi znowu ten sam lekarz.- Podaliście jej coś? Zna Pani dobrze jej Matkę muszę podać parę informacji.- słychać kroki i chwilę później podchodzi do mnie.
- Jak się czujesz? Może chcesz USG? Nie możesz się denerwować, oddychaj głęboko. Twoja Koleżanka pójdzie ze mną pomóc wypełnić parę dokumentów, poczekasz tutaj dobrze?
- Okej.- wytarłam łzę razem z rozmazanym makijażem.
W pomieszczeniu zrobiło się cicho, wszyscy wyszli. Ja natomiast wstałam z wózka siadając na łóżku czy jak to nazwać i wybrałam numer Taty, musi mnie wysłuchać. Naciskam na Jego numer i czekam...
- Rose? Słuchaj nie chciałem..
- Mama nie żyje.- dodałam cicho wybuchając płaczem.
- Co? Jak !? Rose!? Co się stało?
- Miała wypadek wracała z lotniska.
- Ten wypadek co spowodował tir? Ten karambol?
- Tak.- mówię.
- Słuchaj Skarbie, uspokój się. Musisz na siebie uważać jesteś w ciąży. Już sprawdzam loty i wsiadam w pierwszy lepszy samolot. Postaram się być już jutro rano. Będę dzwonić,a Ty zachowaj spokój.. Jest w ogóle ktoś z Tobą?
- Tak. Ally..
- Dobrze Kochanie nie płacz proszę cię. Będzie wszystko okej.- dodał i się rozłączył.
Komórkę położyłam na parapet wbijając wzrok w widok przez okno. Jesień,padał deszcz. W Parku szpitalnym spadają liście. Ludzie chodzą pod parasolami,a Ja widzę swoje odbicie w szybie. Bladą z rozmazanym makijażem,ledwo oddychającą przyszłą Mamę..







Os­ta­tecznie, dla na­leżycie zor­ga­nizo­wane­go umysłu, śmierć to tyl­ko początek no­wej wiel­kiej 
przygody.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Znowu opóźnienie,ale miałam mały problem z internetem.
Bardzo smutny rozdział,no cóż..

WIDZIMY SIĘ W TEN WEEKEND!


NEXT ---> 16-18 WRZEŚNIA

sobota, 3 września 2016

Rozdział Osiemnasty

Życie to la­birynt, ale cel jest zaw­sze ta­ki sam. 
Patrząc w tył nie doznasz piękna,tylko swoje błędy.




 

- Gadasz z Bell? - skierowałem pytanie do Max'a kiedy zamykałem szafkę. Nachyliłem się po torbę,do której wrzuciłem strój oraz rękawice.
- Nie. Odkąd nie ma Rose coś między nami się zepsuło.- podniosłem wzrok widząc Przyjaciela przy drzwiach.
- A Rose odzywała się?
- Dzwoniłem do Niej ostatnio.
- Odebrała?- spytał,kiedy wyszliśmy z szatni a następnie opuściliśmy klub bokserski. Wychodząc na świeże powietrze, na dwór,gdzie panowała straszna jesień. Wiał zimny wiatr a deszcz od paru godzin nie przestaje padać. Okropna pogoda.
- Odebrała,ale zamieniliśmy dwa zdania i powiedziała,że musi kończyć.
- A dziwisz się jej? - otworzyłem drzwi wsiadając do Jego mustanga.
- No nie dziwię się jej..- westchnąłem widząc tą paskudną pogodę.
- Musisz jej dać czas,ale jednocześnie nie możesz o Niej zapomnieć.- ruszył samochodem kierując się do domu.
- Słuchaj Max nie musisz mi mówić co mam robić okej?! - sfrustowałem się opierając się ręką o szybę.Nastała cisza a po mojej głowie chodziła ciągle jedna wypowiedź. " Nie wiem.. tym bardziej nie teraz? " Co ona chciała przez to mi powiedzieć? Może coś się stało? Może chodzi o Bell? Nie wiem. Zbyt trudne.
- Słuchaj stary Bell napisała,że robi jutro domówkę wpadasz?
- Nie wiem,zobaczę.- dodałem kiedy zauważyłem swoją kamienicę. Max zatrzymał swój pojazd pod samymi drzwiami. Lekko uśmiechnąłem się mówiąc krótkie "cześć" i wysiadłem z auta. Deszcz padał coraz mocniej,a Ja jeszcze więcej i bardziej myślałem. Miałem tyle myśli po głowie a to wszystko o jednej osobie. O mojej księżniczce Rose. Uniosłem głowę do góry czując krople deszczu na twarzy. Muszę coś zrobić. Dłużej nie wytrzymam...


Parę dni później...



Podniosłam głowę do góry słysząc dźwięk dzwonka do drzwi. Cholera znowu ten katering. Obstawiam dzisiaj brokuły w jakimś sosie,bo po tych zupkach to już mi jest nie dobrze. Wstałam zrzucając z łóżka Ally. Tak to ona robi jako Niania. Zaspana zmierzam do drzwi. Chwytam za klamkę i słyszę chyba po raz setny ten cholerny dzwonek. Z nerwem otwieram drzwi widząc przed sobą Liam'a z pudełkiem.
- Prywatny katering? No nieźle.
- To Mama mi załatwiła,wchodź..
- Cześć Ally! - słyszę kiedy zamykam drzwi.
- Ta Mamuśka właśnie mnie zrzuciła z łóżka. Liam,która jest godzina?
- Dwadzieścia po dziesiątek a co?- podchodzę do wysepki przed którą zajmuję miejsce.
- O matko!- krzyczy połykając mój deser a bodajże kawałki różnych owoców.
- Co?- zdziwiłam się.
- Spóźniłam się na uczelnie. Pierwszego dnia!- krzyczy biegnąc z powrotem do mojego pokoju.
- Wariatka.- dodaje chłopak.
- Oddaj co? To moje. Kanapki możesz sobie zrobić.
- Sobie czy może Tobie.
- No dobra masz mnie tutaj... Zrobisz mi?
- Haha. Jasne.- uśmiecha się podchodząc do lodówki.
Mija niecałe piętnaście minut a Ally wychodzi z domu ubrana,pomalowana. Jednym słowem - GOTOWA!
Od trzech dni chodzi mówiąc,że zaczyna zaraz studia a i tak zaspała. Cała Ally. Smutno mi się trochę zrobiło,że Ona poszła a Ja siedzę i zaraz będę wyglądać jakbym połknęła piłkę. Za trzy miesiące święta. Chciałam jechać do Seattle,ale raczej zostanę w Barcelonie. Nie mogę jechać,prawdopodobieństwo,że mój brzuch będzie widać jest 90% więc...Nie jadę. Wiem dobrze,że Mike chciałby się spotkać,ale nie może się dowiedzieć. Czasem zastanawiam się czy nie warto zadzwonić i porozmawiać. No ale co wtedy? Sięgam po telefon i to nie raz. A co mam mu powiedzieć? Hej Mike! Jestem w ciąży! Nie no tak nie zrobię!? Przecież to byłoby chore.
- Rose?
- Hmm.?
- Telefon.
- Jak telefon?
-Twój ciągle wibruje.
Spoglądam na blat widząc iPhone i połączenie. Szybko chwytam go do ręki widząc napis "Max". Ze zdziwieniem odbieram idąc w kierunku łazienki. Nie mam zamiaru rozmawiać przy Kumplu.
- Halo?- pytam otwierając drzwi i zaraz za sobą zamykając.
- Cześć Rose! Dawno nie gadaliśmy.
- Max..- westchnęłam przygryzając dolną wargę słysząc jego głos.- Jak w Seattle?
- Dobrze,po staremu.. Lepiej opowiadaj co u Ciebie?
- W sumie dobrze.
- I tylko tyle? Kiedy przyjedziesz?
- Nie wiem czy w tym roku. A jak z Tobą i Bell?
- Nie zmieniaj tematu co?
- Po prostu chcia...
- Nie jesteśmy razem.- przerwał mi.
- Czemu?
- Jak wyjechałaś zaczęło coś się psuć. Właśnie wracam od Niej z domówki.
- Ale rozmawiacie ze sobą?
- Po części tak.. Wydaje mi się,że jest normalnie.
- Chwila? To ty dzwonisz nad ranem?
- No tak jest coś po drugiej w nocy.
-  Boże Max idź spać.
- Ale rozmawiam z Tobą.
- Zadzwonię popołudniu czyli u Ciebie rano okej?
- No dobra.- ziewnął do słuchawki.
- Idź spać.
- Idę..Dobranoc.
- Dobranoc Max.- lekko uśmiechnęłam się i rozłączyłam się.
Spojrzałam jeszcze na wyświetlacz widząc SMS-a od Mamy,że jutro w południe powinna być. Odpisałam jej "ok" i wyszłam z łazienki idąc w kierunku kuchni,gdzie zostawiłam Liam'a.
- Smacznego.-mówię widząc go jak ogląda jakąś telenowele z stosem kanapek.
- To jest dla nas dwóch.- siadam obok Niego na sofie w salonie.
- Mówiłam ci,że jesteś kochany?
- Nie nie mówiłaś.- dodał połykając kęs śniadania.
- To wiedz,że jesteś.- powiedziałam opierając głowę o Jego prawe ramię wpatrując się w telewizor.





Salon mieszkania Rose






----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej i czołem! Jak się podoba rozdział? 
Trochę krótki,ale spokojnie kolejny będzie dłuższy.


W Następnym rozdziale :
* Wypadek ( cały rozdział będzie temu poświęcony)

Nie wiem czy ktoś zauważył,ale początek należał do perspektywy Mike :) Myślę,że co jakiś czas można to dodać :) 
A co wy sądzicie?



NEXT ----> 9 WRZEŚNIA = TYLKO I WYŁĄCZNIE,GDYŻ NIE MA MNIE OD 10-12 WRZEŚNIA!!!!!!!!!!!!!


piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział Siedemnasty.


Marzę o cof­nięciu cza­su. 
Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu
, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy 
na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. 
To bar­dzo dziw­ne,
 ale nap­rawdę można kochać ko­goś przez całe życie.
 Nieza­leżnie od te­go,
 jak da­leko znaj­du­je się ukocha­na oso­ba,
 jej wspom­nienie zaw­sze no­si się w sercu.  





- Dawno nie rozmawialiśmy.- rzekł pół szeptem,a ja w tym czasie wsiadłam do samochodu.
- No tak. Co tam słychać u Ciebie?
Stwierdziłam,że zacznę pierwsza ten temat i chce tą rozmowę jak najszybciej zakończyć,ale nastała cisza.
- Wszystko w porządku. A u ciebie?
- Ujdzie. A jak u Bell?
- Dalej nie rozmawiacie?
- Niestety nie.- spojrzałam na Mamę,która z pewnością podsłuchiwała.
- Kiedy planujesz przyjechać?
- Nie wiem,nie śpieszy mi się tym bardziej teraz.
- Teraz? Coś się stało?
- Słuchaj Mike muszę zakończyć rozmowę.- nie czekając na żadną odpowiedź od Niego wciskam czerwoną słuchawkę na ekranie.
- Trzeba było mu powiedzieć!
- Mamo..- odwróciłam głowę widząc jak wjeżdża na parking pod domem.
- Liam. - spojrzałam przed siebie.
Otworzyłam drzwi,do których podszedł kumpel. Kobieta natomiast zamknęła drzwi i mówiąc,że idzie na górę. Jakby wiedziała,że czeka mnie z nim rozmowa. Westchnęłam widząc Jego zmartwienie.
- Cześć Rose.
- Cześć Liam.
- Przejdziemy się?
- Jasne.- podeszłam do Niego,a On objął jedną ręką moje ciało idąc prosto do najbliższego parku. Mijaliśmy domy,uliczki,kamienice i różnego rodzaju sklepiki. Wiedziałam,że muszę mu powiedzieć skoro Ally wie,albo już może sam wie.Fakt dowiedział się,że jestem w ciąży,ale bez żadnych wyjaśnień. Zasługuje na nie i na prawdę. Szliśmy tak naprawdę w milczeniu. Nie wiem czy się bał poruszyć ten temat czy może tak po prostu? Przeszliśmy na drugą stronę przez pasy wchodząc jednocześnie do parku. Ścieżką doszliśmy do pierwszej lepszej ławki.
- Chce zacząć od początku.
- Wypadałoby.
- Zakochałam się w Nim.
- W Mike'u?
- Yhmm. Ale po krótkim czasie okazało się,że przez ten cały czas mnie oszukiwał.
- W jakim sensie?
- Nielegalny boks.
- Ah..
- I dzięki niemu wylądowałam na policji. To znaczy nas zgarnęli kiedy chciałam już wyjść,ale nie udało się. No a parę dni wcześniej zrobił mi dzieciaka.
- A prezerwatywy?
- Pytałam się go.
- Po raz kolejny okłamał.
- I jeszcze dzisiaj dzwonił..
- Co chciał?
- Ogólnie się pytał co u mnie słychać i kiedy przyjadę do Seattle.
- Chcesz tam jechać?
- Nie.- odparłam dobrze świadoma co właśnie powiedziałam. Wpatrując się w zieloną łąkę,na której był Plac Zabaw a dookoła dzieci. Hałas,krzyki,śmiech,słońce i ptaków śpiew spowodowało,że zamyśliłam się. Jakaś pusta otchłań poprowadziła mnie do przyszłości. Pomyślałam,a może bardziej wyobraziłam sobie jak jestem już matką i tutaj przychodzę z dzieckiem. Bardzo chciałabym mieć dziewczynkę,nagle zagłębiam się i widzę małą w długich brązowych włosach biegającą w różowej sukience. Lekko uśmiecham się widząc ten widok. Słyszę jak woła do mnie Mamo. Takim delikatnym głosem. Nagle słyszę,gdzieś w oddali głos Liam'a a gdzie Ojciec co? Odwracam się widząc chłopaka zapatrzonego we mnie dalej siedzącego na ławce.
- Gdzie Ojciec?
- Jaki Ojciec?
- Słuchałaś mnie?
- No...
-Nie. Gdzie będzie Mike jak ty będziesz potrzebowała pomocy?
- Tam gdzie jest,czyli w Seattle.Przecież mam jeszcze Mamę.
- Mamę? Która wylatuje na drugi koniec świata do pracy? Na kilka tygodni? Faktycznie,ale pomoc.
- Potrzebujesz stałej opieki.To jest twoja pierwsza ciąża,nie wiesz jak będziesz się czuć. Regularne wizyty u lekarza, lekcje w szkole rodzenia. Sama nie dasz rady.
- I co mam zadzwonić do Niego. Słuchaj Mike jestem w ciąży masz tutaj przyjechać? Zwariowałeś?
- Czy Ty właśnie zmierzasz do tego,aby mu nic nie powiedzieć?
Westchnęłam wiedząc,że tak właśnie chce zrobić.
- Rose..?
- Tak,tak chce zrobić i co!? Nie wiesz jaki to cholerny żal mam do siebie,że tam pojechałam,że go naprawdę pokochałam i zrobił mi dzieciaka!-krzyczę pokazując na brzuch.- Nie mam siły rozumiesz! Nie chce tej ciąży. Miałam zaplanowaną przyszłość na parę najbliższych lat.- wstałam stając przed Nim.- Myślisz,że cieszę się z tego? Nie no super laska ma 19 lat i już jest mamą.Idealnie!
- Rose spokojnie..okej..- poczułam jak podchodzi chwytając mnie za dwie ręce. Od razu poczułam ulgę.
- Bardzo potrzebuje kogoś przy swoim boku. Tego cholernego wsparcia chociaż przez pierwszy rok. - przybliża mnie do swojej klatki głaszcząc po włosach.
- Pomogę ci dobrze?
- Dziękuje Liam.
- Zasłużyłaś na to, potrzebujesz wsparcia.




Kiedy wróciłam do domu zauważyłam walizkę przy drzwiach. Znowu wyjeżdża. Była całe dwa dni w domu. I znowu leci do Japonii. I właśnie przez takie sytuacje źle się tutaj czuję. Mama według mnie jest w tym mieszkaniu gościem. Przyjedzie na dwa dni i znowu wraca do Azji na trzy tygodnie. Nie zdziwiłabym się,jakby tam miała drugą rodzinę. Dlatego wolałam być w Stanach u Taty niż sama w tym domu.
- Jedziesz?- wskazałam palcem na torbę.
- Słuchaj Kochanie muszę. Dostałam pilny telefon,że muszę być już rano w firmie. Za godzinę mam samolot.
- Świetnie.
- Zapewniłam ci na trzy tygodnie zdrowe jedzenie. Codziennie kurier będzie przynosić ci do domu. Musisz teraz się zdrowo odżywiać. - pogłaskała mój policzek.
- Naprawdę czy Ty nie widzisz,że ta twoja praca to jest jakiś nie wypał?
- Ale dzięki tej pracy mamy mieszkanie w centrum Barcelony,masz wszystko co chcesz i mogę powiedzieć,że jesteśmy bogate.
- Tak? Czyli teraz praca i pieniądze to twoje życie? Hmm. Świetnie. Przez pięć lat jeździsz i nie możesz przestać? Jesteś gościem w tym domu? Jak byłam mniejsza to płakałam Pani Teresie,która była moją opiekunką. Miałam dosyć już. Jak chcesz to jedź. Nie wracaj! - wyminęłam ją i poszłam do pokoju. Od razu zamknęłam drzwi na klucz a następnie weszłam pod koc kładąc się na łóżku.
Otworzyłam oczy słysząc trzask drzwi. Momentalnie usiadłam na łóżku z myślą,że pewnie to Mama,która pojechała na samolot. Nawet się nie pożegnała. Wstałam jak i wyszłam z łóżka. Idąc długim korytarzem myślałam o kłótni z Kobietą,ale nie mam za złe sobie,że to jej powiedziałam. Może zrozumie? Może zmieni decyzję i znajdzie sobie inną pracę w tej firmie,że będzie na miejscu? Przecież kasa nie da jej w życiu szczęścia. Weszłam do kuchni widząc na wysepce kartkę złożoną na pół z napisem " Mama". Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.


Nie mogłam się dostać do twojego pokoju,bo się zamknęłaś. Wiesz dobrze,że ta kłótnia była nie potrzebna? Masz rację,źle robię,że cię zostawiam. Dlatego zapewniam ci opiekę, zaraz powinna przyjść. Kocham cię mocno moje słoneczko, odezwę się jutro jak już będę w Japonii. 
PS Pamiętaj o dziesiątek przyjedzie katering. Kocham 
Mama 




 
     
Barcelona



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Jest i on!
Jak się podoba?


Już w najbliższym rozdziale -->
* telefon z Seattle
* Liam
* Plusy i minusy ciąży 


NEXT ----->  2-4 WRZEŚNIA!!

 


czwartek, 25 sierpnia 2016

środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział Szesnasty.

 Dzień
nagle wytrącony ze zwykłej kolei,
chociaż dla innych ludzi powszedni i zwykły.
Ciało już wie, jakie są pazury i kły
bólu.
Z chłodnych lśnień
jasnego wnętrza porodowej sali,
z migotliwego połysku białych łóżek i stali
narzędzi,
kiedy się głowa osuwa i ulgi szuka na krawędzi,
bo krawędź zimna i gładka
  ze wszystkich stopionych razem ostrych lśnień i błysków
rodzi się nowy słoneczny system:
dziecko i matka.





Spojrzałam na Mamę z wielkim zdziwieniem. Skąd ona to ma? Szybko zabrałam test ciążowy oraz rezygnację z Uczelni wyrzucając wszystko do kosza. Wróciłam z powrotem do stołu siadając naprzeciw kobiety. Oczy podniosłam na tyle,aby widzieć zdziwienie a może bardziej strach w oczach Mamy.
- Dziecko co Ty robisz ze swoim życiem?
Teraz albo Nigdy. Trzeba to sobie wszystko wyjaśnić.
- Nie mam zamiaru nakrzyczeć na Ciebie,choć powinnam. Nie chce,żebyś cierpiała,oczekuje od Ciebie tylko rozmowy.
- Nie planowałam ciąży.
- Czyli jednak?
- Sądzisz,że mają dziewiętnaście lat chciałabym zostać Mamą? Ani trochę. Nie chce rozumiesz?
- Mike jest Ojcem?
Pokiwałam jej dając jasność do zrozumienia.
- Musisz się z nim skontaktować.Nie jesteście dziećmi nie wiecie co to prezerwatywa?
- Mamo!- podniosłam głos.- Pytałam się go i powiedział,że założył więc?
- Czyli co z powietrza ta ciąża? Rose nie rób ze mnie idiotki dobrze? A co z studiami? Możesz przez pół roku chodzić tak?
- Wiem.. Ale okazało się,że nie mogę brać udziału w połowie zajęć. Jest to niebezpieczne dla ciąży. Ale jak urodzę to pójdę na te studia.
Spojrzałam na Kobietę z myślą czy coś jeszcze chce mi powiedzieć,bo z Mojej strony to Wszystko.
- Słuchaj Kochanie..Nie jestem na Ciebie zła. To twoje życie. Ja miałam  dwadzieścia lat jak Cię rodziłam. Studia? Masz rację możesz w każdej chwili na nie pójść. Rok przerwy nic się nie stanie. Chcę,żebyś wiedziała,że masz wsparcie. Pomogę ci przejść przez te 9-miesięcy. Tylko moja praca to jest ciągle Barcelona- Japonia. Nie wiem,czy powinnam Ciebie tutaj samą zostawiać.
- Poradzę sobie. - lekko uśmiechnęłam się wstając.
- A który tydzień?
- Czwarty.. Jutro planuje iść do lekarza.
- Iść z Tobą?
- Jak chcesz zobaczyć wnuka lub wnuczkę?- rzekłam widząc szczery uśmiech Mamy.- Idę spać. Zmęczona jestem.
- Idź,idź teraz musisz odpoczywać.- usłyszałam cichy,spokojny głos Rodzicielki kiedy zamykałam drzwi od pokoju.
Weszłam do pokoju. Nic się nie zmieniło od paru godzin wcześniej. Na łóżku dalej leżał laptop oraz parę chusteczek,które zmarnowałam wtedy kiedy dowiedziałam się o ciąży. Usiadłam na łóżku odpalając laptopa. Na ekranie wyskoczyło dostarczone pismo na Uczelnie. Zamknęłam program i wpisałam w wyszukiwarkę " wszystko na temat ciąży". Widziałam różne strony,portale. Już wiem,że lada dzień mogą zacząć się wymioty,dolegliwości, humorki. Trzeba na siebie uważać,dużo odpoczywać. Wstałam podchodząc do lustra widząc swoje odbicie. Jeszcze chudej Rose. Lewą rękę położyłam na brzuch lekko uśmiechając się. Dlaczego jestem taka okrutna, dlaczego mnie to spotkało? Dopiero teraz widzę,że będę sama z dzieckiem. Ojca nie będzie przy moim boku, Mama wciąż ma wyjazdy, Ojciec Dziecka nie dowie się,bo nie chcę. Co Ja takiego zrobiłam,że akurat Ja! Co zrobiłam,źle? To ja ciągle w dupę dostaje. Nikt inny. Rozwód rodziców, reszta dzieciństwa sama, bo Mama musiała wyjeżdżać, kłótnie, jeden wyjazd do Seattle i chłopak? Jedna noc i dziecko? Boże co ja źle robię,że mnie to wszystko spotyka. Wróciłam z powrotem do łóżka i poszłam spać..


Zaraz po pysznym i bardzo zdrowym śniadaniu udałam się z Mamą do przychodni do Ginekologa. Kiedy ujrzałam młode kobiety z brzuchami w kolejce od razu widziałam siebie kolejną z taką piłką za parę miesięcy. Nagle z jednych z drzwi wychodzi młoda kobieta w niskim wzroście w białym fartuchu.
- Pani Rose Evans?- zaczęła się rozglądać kiedy uniosłam do góry ciało a Mama razem ze mną.- Zapraszam.
Weszłam do środka widząc starszego mężczyznę,lekarza,do którego chodziła moja Mama,kiedy była ze mną w ciąży. Siedział przy biurku wypisując jakąś kartę.
- Proszę usiąść.- rzekł nawet nie spoglądając na nas.
Zrobiłam tak jak chciał. Usiadłam naprzeciw Niego kątem oka obserwując co robi.
- Rose prawda Ciebie zapraszam do drugiego pomieszczenia zrobię ci badanie. Mamę proszę,aby pozostała tutaj.
Wstałam udając się do pokoju obok. Ciemne pomieszczenie z miejscem do leżenia,fotelem oraz ekranem i innym urządzeniami. Usiadłam widząc jak wchodzi za mną mężczyzna zamykając drzwi.
- Połóż się.- lekko uśmiechnął się.
- Ciąża tak?
- Tak.
- Jesteś pewna?
- Skoro okres się spóźnia,test ciążowy prawidłowy?
- Zobaczymy.
Podniósł koszulkę,aż pod sam stanik.
- Wykonam Ci USG,dobrze?
Na metalowe urządzenie nałożył jakiś żel. Wiem,że był zimny kiedy przyłożył mi go do brzucha. Włączył ekran i zaczął jeździć.
- I co Pan tam widzi?
- Dziecko Rose. Gratuluję jest to czwarty tydzień. Pójdę zawołać Szczęśliwą Babcie.
- Zapraszam!- krzyknął w kierunku,gdzie czekała Mama.
- I co?- spojrzała na mnie.
- Czwarty tydzień, Babciu!
- Naprawdę! Super!
Miło,że chociaż Ona się cieszy.
- Rose wszystko w porządku.- spytał mnie lekarz kiedy wycierałam brzuch.
- Nie do końca.
- Zaraz porozmawiamy przy biurku, a Mamę poprosimy,aby wyszła dobra?
- Dobrze.- spojrzałam na Kobietę,która wyszła.
Wstałam poprawiając koszulkę idąc do wcześniejszego pomieszczenia,gdzie już czekał na mnie Pan Doktor.
- Co się dzieje?
- Głupio to zabrzmi,ale nie chce tej ciąży.
- Rose jesteś pełnoletnia,nie jesteś dzieckiem.
- Wiem,ale pytałam się czy się zabezpieczył.
- Okłamał cię tak?
- Tak.
- Słuchaj będzie dobrze. Uśmiechnij się, dziecko czuje jak jego Mamusia się smuci. Będzie dobrze, widzimy się za miesiąc.
Wstałam zabierając kurtkę.
- Proszę to jest recepta na witaminy podczas ciąży,które będziesz brać oraz zdjęcie USG twojego Maleństwa. Będzie dobrze Rose.- wstał za mną.
- Dziękuje bardzo.- lekko się uśmiechnęłam i wyszłam na korytarz.
Naprzeciw drzwi siedziała cierpliwe czekając Moja Mama.
- Zobacz!- pokazałam jej zdjęcie.
- Ale Maleństwo!- spojrzała na USG.
 Uśmiechnęłam się widząc ją jako Babcie,gdy nagle zaczął dzwonić mi telefon.
Wyciągnęłam go widząc na ekranie "MIKE ♥". Serce przyśpieszyło, tlenu zaczęło brakować. Może warto odebrać ten telefon? Miesiąc już nie rozmawialiśmy.
- Kto dzwoni?
- Mike..
- Odbierz.
- Mamo..
- Odbierz,bo sama do Niego zadzwonię.
Przełknęłam ślinę przejeżdżając na zieloną słuchawkę.
- Halo?- rzekłam wychodząc z przychodni na dwór.
- Cześć Rose.- usłyszałam po drugiej stornie, męska delikatna chrypa. Jego głos rozpoznałabym nawet na drugim końcu świata.
- Cześć Mike..




Pokój Rose

Zdjęcie USG- Rose




------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Znowu małe opóźnienie.
Tym razem spowodowane zbliżającą się szkołą,końcem wakacji..
Ale jest!
I jak się podoba?


Mike się odezwał a Rose odebrała..

Co dalej będzie? 
Czy Rose pogodzi się z Mike'm?
Jak będzie teraz wyglądało Jej życie?
Czy wszyscy się dowiedzą?




WIDZIMY SIĘ ----->  26-28 SIERPIEŃ




























piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział Piętnasty.

 Życie jest tyl­ko przechod­nim półcieniem,
Nędznym ak­to­rem, który swoją rolę
Przez parę godzin wyg­raw­szy na scenie,
W ni­cość po­pada - po­wieścią idioty,
Głośną, wrzas­kliwą, a nic nie znaczącą. 
 Wil­liam Sha­kes­peare (Szek­spir)



Minął miesiąc jak wróciłam z Seattle i miesiąc odkąd nie rozmawiałam z tamtymi ludźmi. Bella dalej jest zła,Marry nie daje znaków życia, Tata raz zadzwonił. Nie wiem co się dzieje z resztą. Mike wysyła ciągle wiadomości na facebook'u jak bardzo mnie kocha.Dalej ciągnie ten temat,który już zakończyłam. Lada dzień powinny przyjść podania czy dostałam się na Medycynę,na której mi zależało. Mama wczoraj wróciła po dwóch tygodniach bycia w Japonii. Nasze relację są coraz gorszę i to mnie dziwi bo zawsze nie było z nimi problemu. Siedziałam na łóżku czekając na Ally moją przyjaciółkę. Jedną ręką stukając o kawałek drewnianej ramy widzę jak cicho uchylają się drzwi a do pokoju wchodzi wysoka brunetka z białą kopertą.
- Twoja Mama kazała Ci to podać.- raptownie wstałam dobrze wiedząc co jest w środku. Zabrałam kopertę szybko otwierając i czytając co jest napisane. Sprawdzam kolejny raz czy to jest prawda.

" PANI ROSE EVANS ZOSTAŁA OFICJALNIE PRZYJĘTA NA STUDIA MEDYCZNE"

Spojrzałam na Przyjaciółkę,która czekała,aż coś w końcu powiem.
- Dostałam się! - zaczęłam krzyczeć na cały dom. Nawet Mama przyszła sprawdzić czy się nie przesłyszała.  - Słuchaj to może dzisiaj jakiś drink wieczorem na mieście?!
- Chwila a co z Tobą? Przecież razem miałyśmy iść.
- Rose nie wyszło..
- Żartujesz? Jak to możliwe.Miałyśmy prawie takie same oceny na świadectwie, matura.
- Jestem na liście rezerwowych,ale dopiero piąta. Ale dostałam się do teatralnej. Kocham teatr,więc chyba tak zostanie.
Podeszłam do dziewczyny wtulając się w jej drobne ciało. Zawsze marzyłyśmy o wspólnej przyszłości. Trudno.- Będzie dobrze przejechałam ręką po jej policzku. - Wiem.- szepnęła.
- A powiedz mi co z Tobą? Robiłaś ten test ciążowy?- przykryłam usta Ally,aby się uspokoiła.
- Nie mów tak głośno. Nie nie robiłam.
- Boże Rose.. Ile będziesz z tym czekać. Źle się czujesz, wymiotujesz dobre trzy tygodnie a okres ile ci się już spóźnia?
- Ponad dwa tygodnie.Nie wybaczę sobie tego,że mogę mieć dziecko. Jeszcze jak ojcem będzie Mike. Ja sobie nie dam rady,będę musiała rzucić studia.
- Nie dramatyzuj tak. Wierzę,że będzie dobrze. Słuchaj kup ten test, zrób go i widzimy się wieczorem na mieście okej?
- Okej.- wytarłam łzę z policzka.




 Siedziałam przy stole wśród znajomych pijąc wodę. Ciągle nie mogłam zrozumieć jak do tego doszło mimo,że się pytałam czy miał prezerwatywę. Jestem w ciąży,będę mieć dziecko z Mike'm.
- Rose wszystko okej?- podniosłam wzrok widząc naprzeciw Liam'a.
- Nie do końca.
- Chcesz porozmawiać?
- I tak Liam nie zrozumiesz!-podniosłam głos widząc,że między ośmioma osobami zrobiła się cisza i wszyscy patrzeli się na nas.
- Rose choć.- ujrzałam rękę Ally i udałam się za nią wchodząc do wnętrza baru siadając przy stoliku.
- Co się dzieje?
Podniosłam  wzrok wiedząc,że już się domyśliła. Nie potrafiłam nic powiedzieć.
- Jesteś w ciąży tak?
Kiwnęłam głową wybuchając większym płaczem.
- Biedulka.- poczułam jak jedną ręką otula mnie i daje buziaka na czole.
- Ally ja nie wiem czy dam radę. Nie planowałam tego dziecka. Jeszcze Ojciec jest za oceanem.
- Musisz się z nim skontaktować.
- Nie ma takiej opcji.Ally nie zrobię tego.
- A co ci szkodzi? I tak się dowie. A chyba On musi wiedzieć.
- Dopóki nie będzie widać, albo nawet dopóki nie urodzę nic mu nie powiem. Nie chce go w moim życiu.
- Wszystko w porządku?
Odwracam głowę widząc zmartwionego przyjaciela Liam'a.
- Zawieziesz ją do domu? Źle się czuje.
- Jasne,chodź.- wstałam z krzesła,żegnając się z Dziewczyna oraz z resztą,która siedziała na dworze a następnie wsiadłam jako pasażer do samochodu.  Droga minęła bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się pod moją kamienicą.
- Powiesz mi co się stało?
- To nic wielkiego.- odpięłam pasy.
- Nic wielkiego? A czemu płakałaś.
- Muszę zrezygnować z studiów.
- Co?! Czemu? Przecież od dziecka chciałaś być lekarzem?
- Nie będę mogła brać udziału w połowie zajęć.
- Rose nie kręć tylko mów.
- Jestem w ciąży,ulżyło ci.- otworzyłam drzwi i wysiadłam z pojazdu.
- Czekaj..Ale jak to?
- Liam nie mam siły na rozmowę. Obiecuje ci,że wszystko ci wytłumaczę,ale nie teraz.
- Jeśli będziesz potrzebowała jakieś pomocy,wiesz gdzie mnie szukać. - mocno przysunął moje ciało zamykając między nami jakąkolwiek odległość.
- Dziękuje..- posłałam buziaka i odeszłam zostawiając go przy samochodzie.
Kiedy wspinałam się na trzecie piętro dużo myślałam. Nie wiedziałam od czego tak naprawdę zacząć. Chciałabym powiedzieć Mamie wszystko teraz już. Ale to jest naprawdę trudne,nie da się tego ująć w jednym zdaniu. : Mamo, jestem w ciąży. Mam wyrzuty sumienia, zrujnowałam sobie przyszłość. Tak nie miało się moje życie potoczyć. Nie potrafię tego zaakceptować. Ani trochę. Otworzyłam drzwi widząc Mamę siedzącą przy stole z kubkiem.
- Rose musimy porozmawiać.
Ściągnęłam buty i ruszyłam do salonu siadając naprzeciw Mamy.
- Co to ma być?- wyciągnęła kopię rezygnacji z uczelni oraz test ciążowy.


Ally i Rose kiedy miały 14 lat.



Liam Hugent 20l przyjaciel Rose


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam,za małe opóźnienie.. 
Namieszało się trochę.. :)
Teraz wszystko się zmieni.  
 
Czy sprawdzi się Rose jako Mama?
Czy Liam,będzie próbował coś namieszać?
Czy ktoś z Seattle będzie chciał zobaczyć się z Rose?
To wszystko w najbliższych rozdziałach :)
Gorąco! Zapraszam do czytania :)


NEXT ---->  18 - 20 SIERPNIA!