niedziela, 9 października 2016

Rozdzał 22


 Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. 
 Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, 
ni­komu służyć, ni­komu po­magać. 
Ta­ka sa­mot­ność jest straszna
bo człowiek uciekając od miłości,
 ucieka od sa­mego życia.
 Za­myka się w sobie.
 Jan Twardowski






- Rose?
Podniosłam głowę widząc rękę Marry na moim ramieniu przykrytym kocem. Rozglądam się dookoła widząc na stole zamkniętego laptopa i Belle,która śpi w moich nogach.
- Marry,hej.- szepnęłam.
- Przepraszam,że cię obudziłam,ale telefon twój dzwonił cały czas.
Usiadłam na sofie jak i po woli wyszłam z pod koca,aby Siostra się nie obudziła.
- Jejku,ale masz już duży brzuch. Mogę dotknąć? - spytała Marry kiedy odwróciłam się w jej stronę.
- Możesz,ale daj mi pięć minut. Muszę znaleźć telefon.
- W kuchni na stole.
- O dzięki.- dodałam i wyszłam z salonu przechodząc do kuchni. Ojciec jadł obiad przeglądając gazetkę. Kiedy weszłam do wnętrza zauważył mnie podnosząc wzrok z nad gazety.
- Leży gdzieś tutaj mój telefon?
- Yhmm. Jasne, cały czas wibruje.
Spojrzałam na Niego naciskając na guzik "domek" a na ekranie wyskoczyło osiem nie odebranych połączeń oraz trzy wiadomości. Szybko odblokowałam ekran. Dwa połączenia od Ally, reszta od Mike. Moje serce z nerwów przyśpieszyło,gdy nagle zauważam po raz kolejny połączenie od Niego.




Mike





Stoję przy oknie wpatrując się w śnieg,który prószy na dworze. Dzwoniąc po raz kolejny myślę,dlaczego tak właściwie nie odbiera ode mnie tego pieprzonego telefonu. Zdenerwowany słyszę trzeci sygnał i rzucam telefonem na kanapę,na której siedzi Max.
- Jesteś pewien,że ją widziałeś? Jakoś nie chce mi się wierzyć.
- Stary no mówię ci! Widziałem,że jakąś laskę popchnął dzieciak i się wywaliła to się zatrzymałem i kiedy ją podniosłem zauważyłem,że jest to Rose i z brzuchem.
-  Gadałeś z nią?
- Odwiozłem ją do domu.
- Na długo zostaje?
- Mówiła,że tak. Ma tutaj niby mieszkać.
- Ciekawie czemu?- usiadłem na rogu łóżka.
- Przecież wiesz..Jej..
- A faktycznie. W sumie nie dziwię się. Sama by tam została.
- No tak.
- Nie wierzę jej,że powiedziała ci,że to ja nie jestem Ojcem.
- A to Ty jesteś?
- Raz się przespaliśmy,ale gumka była więc wątpię. Szkoda,że mi tego wcześniej nie powiedziała.
- Może sama nie wiedziała.
- Dobra zadzwonię jeszcze raz. - wstałem zabierając iPhone i wybierając numer Rose.
Jedno połączenie, drugie... Znowu czuję się,że jestem na linii przegranej,gdy nagle słyszę jej głos, miły,spokojny głos Rose.
- Halo?
- Cześć Rose, możemy się spotkać?
- Mike nie wiem czy to jest dobry pomysł.
- Wiem Rose,że jesteś w ciąży, chce tylko rozmowy.
- Mike nie dzisiaj.
- Ale Rose to tylko rozmowa, nie możemy się spotkać?
- Przyprowadziłam się tutaj,będziemy mieć jeszcze dużo czasu,aby pogadać.- dodała i się rozłączyła.
Spojrzałem na tapetę w telefonie,która wyskoczyła po zakończonej rozmowie.
- I co?
- Nie chce gadać.- spojrzałem na Max'a,kiedy odwróciłem się.- Nie wiem co o tym sądzisz,ale jadę do Niej. Powiedziałem idąc na korytarz w stronę szafy,gdzie wisiała zimowa kurtka.
- Mike,czekaj!- słyszę za sobą kumpla.
- Co?
- Nie jedź.
- Co?!
- Daj jej czas. Nie jest chętna do rozmów, ze mną też zbytnio nie chciała. Sama może do Ciebie zadzwoni i się umówicie na rozmowę.
- A co ona to jakaś poradnia,żeby się umawiać!? Chodziła ze mną,była moją dziewczyną! Mam prawo z nią porozmawiać!
- Mike ty chyba jesteś śmieszny,że serio nazywasz to porządnym związkiem. Związek trwał trzy tygodnie, proszę cię.
- Czy Ty teraz jej bronisz? Kurde przyjaźnisz się ze mną czy z nią!? Nie mogę już z nią porozmawiać!? Przecież rozstaliśmy się na korzyść obu storn. Okej, dalej ją kocham! Chcę się z nią spotkać rozumiesz?!
- Mike tylko problem w tym jest,że to nie jest ta sama Rose.
- Co masz na myśli?
- Za kilka miesięcy będzie Mamą, nie imprezuje, widać,że jest jej ciężko po utracie Mamy i teraz znowu chcesz wejść w jej życie i tak wszystko zepsuć?
- A powiedz mi co ja jej zepsułem! - wkurzyłem się kładąc rękę na Max'a klatce.- No mów!
Spojrzał na mnie, Max dzisiaj się dziwnie zachowuje, zobaczył ciężarną Rose i to nie ta sama osoba.
- A może w Niej się zakochałeś co!? - dodałem nie zmieniając pozycji.
Spojrzał prosto w moje oczy i nie wiedział kompletnie co powiedzieć.
- Odpowiedz!
- Nie chce mi się z Tobą gadać, zadzwoń jak się już uspokoisz.
Odsunął moją rękę biorąc z wieszaka kurtkę i po prostu wyszedł. Spojrzałem na drzwi z ciemnego drewna,którymi przed chwilą wyszedł Max. Nie wiem co się ze mną dzieje,ale tak bardzo chcę się z Nią spotkać. Znowu zobaczyć.





 Rose



Szłam po schodach na górę. Bella zawiązała moje oczy chustką a Tata prowadził za rękę. Ciągle po głowie chodziła mi rozmowa z Mikiem. A może bardziej ta kilkuminutowa kłótnia. Ojciec bardzo chce pokazać mi pokój,który przygotował dla mnie. Nie wiem co tam taki wielkiego zrobił,że nikt nie mógł do niego wchodzić. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami.
- To co wchodzimy?- słyszę głos Ojca i tylko kiwam głową.
Dziewczyna ściąga mi opaskę a Tata daje klucz.Biorę głęboki wdech i przekręcam zamek. Naciskam klamkę i otwieram na oścież drzwi. Moim oczom ukazał się jasny pokój w kolorze kremowym. Biała wysoka komoda a na środku wielkie białe łóżko połączone z łóżeczkiem dla dziecka. Nad łóżkiem kilka półek zapełnionych różnymi zdjęciami, od razu widzę zdjęcie z Tatą, Bell oraz Mamą. Zauważam wielką skrzynie zaraz przy wejściu,w której jest parę rzeczy dla dziecka. W kącie stoi wielki fotel z wysokim oparciem w kolorze ciemnej czekolady. Na podłodze rozłożony jest dywan w kolorze ścian.
- I jak?
Odwracam się w stronę Taty,który czeka,aż coś powiem i Belli,która ma rękę na twarzy wyrażając jedyne słowo "wow".
- Jest piękny, Jesteś kochany!- podchodzę do Ojca przytulając go i za nim zauważam Marry,która się lekko uśmiecha.
- Dziękuje.- szepczę czując jak łza spływa po policzku wtulając się w Marry.
- Mam nadzieje,że się podoba.
- Jest super. Naprawdę dziękuje wam, tyle dla mnie zrobiliście.
- Jesteśmy w końcu rodziną.- dodała Bella.
- Paul pójdź po torby Rose,a zaraz was zawołam na kolację.
Marry z Ojcem udali się w kierunku schodów a Bell weszła do pokoju zamykając drzwi.
- Co ci powiedział?
- Chce się koniecznie dzisiaj spotkać.
- Nie rób tego.- spojrzałam na Nią ze zdziwieniem,że go nie broni.
- Wiem, powiedziałam mu to.
- Jesteś w ciąży nie możesz się denerwować.
- Szłam na spacer i spotkałam Max'a.
- Serio?
- Jakiś dzieciak wpadł na mnie i upadłam na chodnik.
-Ale nic ci nie jest?
- Nie..Na początku mnie nie poznał,ale później skapnął się kim jestem i,że jestem w ciąży. A najgorsze jest to,że..
- Że co?
- Skłamałam,że Mike nie jest Ojcem.- spojrzałam na Tatę,który wszedł właśnie do pokoju z walizką.
Nic nie powiedział tylko postawił torby a laptopa położył na łóżko i wyszedł. Wiem to ja i Bell,że na bank to usłyszał. Usiadłam na łóżko widząc jak zamyka drzwi.
- Co ja mam teraz zrobić?! Bella powiedz..
- Zostań przy tym.
- Chyba żartujesz? Nie mogę go jeszcze okłamywać przez pół roku?
- Ale tak będzie lepiej.
- Chcesz od nowa w to wchodzić? Kochasz go w ogóle?
- Głupie pytanie zadajesz..Dalej coś czuję..
- Serio?
- A co On mnie nie?
- Ciebie? On tylko o Tobie mówił jak wyjechałaś! Ale nie wiem czy to dobry pomysł wracać do tego związku, w sumie.. Ojciec dziecka..Nie wiem to jest takie skomplikowane.- dodała wzdychając.
- Może faktycznie zostać przy tym,że to ktoś inny jest Ojcem?
- Mówię ci chociaż na razie. Tylko nie wygadaj się Max'owi.
- Wiem,wiem.. Spokojnie.
- Cieszę się,że przyjechałaś.- powiedziała siedząc przed mną i dotykając delikatnie mojej piłki.
- Uważaj, bo zaraz kopnie. - uśmiechnęłam się.




Nowy Pokój Rose



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej! Mam nadzieje,że się podoba.Co jakiś czas będzie dodawana Perspektywa Mike! 
Myślę jeszcze o P.Belli i Max'a,ale jestem bardziej na nie niż na tak :)

Rozdział następny będzie tylko w piątek z powodu mojego wyjazdu sobota- niedziela.

CZYTAMY! MIŁEJ NIEDZIELI ! :) 



NEXT --- > 14 PAŹDZIERNIKA!

sobota, 1 października 2016

Dwudziestypierwszy.


 Myśląc o przeszłości, cze­ka na przyszłość.
Z nadzieją na powrót Ciebie, nie chce już być z Tobą.
Nie chcąc od­czu­wać bólu, wspo­mina bo­les­ne wspomnienia.

Pa­radoks miłości po rozstaniu. 




Jechałam z Tatą w kierunku domu. Powoli poznawałam ulice. Całe miasto szykuje się do świąt Bożego Narodzenia.Ludzie sprzedają choinki,wieszają różnego rodzaju ozdoby a dzieci lepią bałwana. Tutaj niestety panuje prawdziwa zima,dawno takiej ilości śniegu nie widziałam. Serio!
Spojrzałam na Ojca,który ze skupieniem prowadził samochód. Lekko uśmiechnęłam się widząc Jego mimikę twarzy.
- Co tak patrzysz się?
- Stęskniłam się.- dodałam kładąc dłoń na brzuch.
- Wszystko w porządku?
- Yhmm. - podniosłam wzrok widząc jak podjeżdżamy pod dom. Moje serce zaczęło mocniej bić, wiedziałam,że mogę się dzisiaj jeszcze pokłócić z Bell, Max'em i tak naprawdę wszystkimi ukrywając moją "piłkę". Obleciał mnie strach,nie wiem jak to będzie. Stres zaczął nabierać takiego tempa,że moje ręce prawie kleiły się od potu.
- Będą zdziwieni.
- Wiem.
- Dasz sobie radę.- dodał posyłając buziaka.
Otworzyłam drzwi wysiadając z pojazdu. Pierwsze co zrobiłam spojrzałam na dom sąsiada. Samochodu nie było,nikogo tak naprawdę nie było. Czekając na Ojca,który wyciągał walizkę stwierdziłam,że napiszę SMS-a do Ally,że jestem na miejscu.
- Rose?!- podniosłam wzrok,a telefon,który trzymałam w ręku upad na ścieżkę.
- Ty jesteś w ciąży!- krzyknęła Bella podnosząc telefon.
- Cześć Bella.- od razu rzuciła mi się na szyję.
- Przepraszam cię za wszystko. Wiem nie odzywałam się.
- Spokojnie Bell. Mamy tyle czasu, pogadamy zaraz.
- Dziewczyny! Słuchajcie ja muszę lecieć. Mama jest u rodziców i muszę teściowi pomóc.
- Okej,leć.- dodała dziewczyna.
Ja natomiast przekroczyłam próg domu. Nic się również nie zmieniło, wszystko było po staremu.Usiadłam na ostatnim stopniu od schodów ściągając buty.
- Mike jest Ojcem?
- Bella...Naprawdę nie wiem jak to się stało.
Odłożyłam buty a następnie na wieszaku powiesiłam płaszcz.
- Przecież On nic nie wie!
- Niech tak zostanie.
Weszłam do kuchni siadając na krześle.
- Rose wiesz,że robisz źle?
- Bella nie mów mi jak mam żyć tak? Słuchaj Ja wiem Ty wiesz,że mnie okłamał.Nie chodzi tutaj o te walki już. Ale z tym!?- pokazałam na brzuch.- Pytałam się go czy założył prezerwatywę powiedział,że tak. Faktycznie założył i jestem w czwartym miesiącu ciąży.Nie chce uznawać go za Ojca.Zniszczył mi życie. Miałam iść na studia,dostałam się nawet.Mama umarła,nie ma jej. I co teraz nagle wracam tutaj. I co mam do Niego wrócić? Może jeszcze zamieszkać u Niego? Bella! Halo! W ogóle nie wiem co będzie z dzieckiem.
- Co jest?
- Nic jest zdrowe,ale..Nie jestem przekonana,żeby być Matką.Myślałam nad adopcją.
- Żartujesz?! Nie możesz tej małej kruszynce tego zrobić!?
- Dlatego mówię,że nie wiem tak? Słyszałam,że nie jesteś z Max'em?
- Już dawno... Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki.
- Stwierdziliśmy,że to będzie dla nas dobre. Mówił,że gadał z Tobą.
- A jest ktoś inny?- spojrzałam na Jej uśmiech.
- No może.
- Normalny?
- Kujon klasowy.
- Żart tak?
- Nie no, dobrze się uczy biorę od Niego korepetycje z matematyki. Wiesz matura niedługo.
- I co dalej? Studia?
- Nie wiem.. Nie chce mi się..- uśmiechnęła się.
- Cała Bell.
- W ogóle Tata od tygodnia robi coś w twoim pokoju i za każdym razem go zamyka na klucz i mówi,że mały remont,ale nie można wejść.
- Szaleniec. - dodałam kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- A wy macie ferie czy coś w tym stylu,że nie jesteś w szkole?- spytałam kiedy poszła otworzyć.
- No tak,ale tylko do jutra!- krzyknęła.- Hej.- słyszę jak mówi.
- Cześć pamiętałaś?
- Nie do końca,chodź.
- To jest Alex a to moja siostra przyrodnia Rose.
- Cześć.- spojrzałam na przystojnego chłopaka.- Rozumiem,że to twój korepetytor?
- Hahah.Tak. Rose słuchaj, zapomniałam,że mam lekcje. Zajmiesz się sobą?
- Jasne idźcie. Pójdę się przejść.- dodałam wychodząc z nimi z kuchni.
Siostra razem z chłopakiem udała się na górę,a ja w tym czasie znowu ubrałam buty oraz płaszcz. Zgarnęłam klucze,które były na komodzie i wyszłam z domu. Cała ulica była w wielkich górkach śniegu. Dookoła dzieciaki biegały, rzucały się śnieżkami,jeździły na sankach. Spokojnym krokiem przemierzam kilka ulic,gdy nagle zauważam dzieciaka,który wbiega na mnie uciekając za swoim kolegą. Ja upadam na ślizgi lód siadając na tyłku.
- Ja..Przepraszam bardzo..!- krzyczy wstając i biegnąc dalej.
Wkurzona próbuje wstać,jednak słabo mi to wychodzi,gdy nagle widzę jak koło mnie zatrzymuje się pojazd. Ze stresu rozpoznaję Max'a,który wysiada ubrany w zimową kurtkę oraz czapkę.
- Pomogę Pani.- podszedł do mnie chwytając za dłoń.- Te dzieciaki nigdy nie uważają,niech lepiej..Rose?
- Cześć Max.- chwyciłam się za brzuch sprawdzając czy wszystko jest okej.
- Ty...Ty jesteś w ciąży?
- Nie tylko połknęłam piłkę,no raczej?
- Wsiadaj do samochodu właśnie jadę spotkać się z Mike'm. Pewnie ucieszy się na twój widok.
- Nie dzięki. Nie mogę.
- Co? Chwila. Czy Ja o czymś nie wiem?
- Max nie mów mu tylko.- spojrzałam na Niego z miną przerażenia.
- Czekaj..Rose!-podszedł do mnie chwytając za rękę.
- Mike jest Ojcem prawda?
- Nie.- powiedziałam raptownie.-Byłam już w ciąży zanim tutaj przyjechałam.
- Okej..Rozumiem. Może podwiozę cię do domu co? Zimno jest. No chodź!
- Niech ci będzie.- uśmiechnęłam się otwierając drzwi do jego auta.
- Na długo przyjechałaś?
- W sumie to nie wiem na ile. Raczej na długo i to może na lata.
- Nie chce ci się już mieszkać w Barcelonie z Mamuśką?
- Mama nie żyje. Miała wypadek.
- Jezu,przepraszam. Zapomniałem,Bella wspominała,że jej to znaczy wasz Tata pojechał do Ciebie. To jak się trzymasz?
- Nie ukrywam,że jest dobrze,ale... Jest na pewno lepiej.
- Jesteśmy na miejscu.
- Dzięki jeszcze raz za pomoc, pozdrów Mike.- cmoknęłam go w policzek wychodząc z auta. Dopiero teraz dotarło do mnie,że go okłamałam. I on to tak po prostu przyjął jakby nic się nie stało. Trudno,nie będę teraz robić z tego jakiś szopek. Po prostu tak może będzie lepiej. I tak to wyjdzie,że On jest Ojcem Mojego dziecka. Weszłam z powrotem do domu, wyciągnęłam laptopa i udałam się do salonu przykrywając się i oglądając łóżeczka dla mojej mojego maleństwa. 













--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Hej :) No i z powrotem w Seattle!

Jak się podoba?

CZYTAMY!


NEXT--> 7-9 PAŹDZIERNIKA!


piątek, 23 września 2016

Rozdział Dwudziestypierwszy.



    Każdy człowiek umiera, nie każdy naprawdę żyje.
Im dłużej pozostajesz w jednym miejscu,
 tym większą masz szansę na rozczarowanie
  Liczba porażek jest proporcjonalna do liczby sukcesów
 Nigdy się nie zniechęcam,
 ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby 
stanowi kolejny krok naprzód








Siedziałam w taksówce wbijając wzrok za szybę. Spokojna muzyka leciała z radia. Tata cały czas coś robił w telefonie. Nikt się nie odzywał,oprócz mężczyzny z radia. Panowała straszna cisza,którą właśnie zastopował kierowca pojazdu mówiąc,że jesteśmy na miejscu. Wysiadłam czując mżawkę na twarzy. Zaczęło padać. Odwróciłam się widząc jak samochód odjeżdża a Ojciec podchodzi do mnie chwytając za rękę.
- Już czas.- dodał ponuro.
Kiwnęłam głową idąc na teren cmentarza. Deszcz zaczął coraz mocniej padać,aż w końcu Tata wyciągnął i rozłożył parasol. Mijający nas ludzie dziwnie na nas spoglądali,jakby nie widzieli ludzi pogrążonych w żałobie. Skręcając w prawo zauważam osoby pomagające przy pogrzebach, trumnę mamy oraz Ally,Liam'a i kilka koleżanek Mamy.Stanęłam jak najbliżej drewnianej trumny widząc jak po drugiej stronie przemawia ksiądz. Dodał parę słów od siebie a następnie zaczął całą ceremonię pogrzebową. Całość zakończyła się po niecałej godzinie. Przez cały czas byłam wyłączona nie wiedząc co się dookoła dzieje. Podniosłam głowę widząc jak Tata mówi,że to już czas. Westchnęłam odbierając kwiaty,białe róże te które Mama lubiła. Położyłam na górnej części trumny kwiaty. Tata dodał też od siebie ogromny bukiet. Obsługa podniosła trumnę kładąc ją do dołu. Moje oczy wypełnione łzami,zaczęły lecieć jak woda w wodospadzie. Nie potrafiłam się uspokoić. Ciepła dłoń Ojca obejmuje moją.
- Nie płacz kochanie.- szepnął.
Pokiwałam przecząco głową. Ściskając bardziej Jego dłoń.



Zaraz po pogrzebie wróciliśmy do domu. Tata miał samolot za dwie godziny do Seattle.
- Na pewno dasz sobie radę?- zapytał zamykając walizkę.
- Dam.- spojrzałam na Tatę biorąc łyka gorącej czekolady,którą mi zrobił.
- Nie wiem dlaczego się zgodziłem,żeby cię tutaj samą zostawić.
- Tato to tylko dwa miesiące, mówiłam ci to są najważniejsze miesiące w ciąży. A chce przez ten czas chodzi do mojego lekarza.
- Czy ty sugerujesz,że w Seattle są kiepscy lekarze?
- Nie no co ty. Podobno Amerykańska Medycyna jest najlepsza.- dodałam kiedy zadzwonił dzwonek.
- Kto to? Umawiałaś się z kimś?
- Nie, raczej nie.
Opuścił salon idąc przez hol do drzwi.Odwróciłam się spoglądając kto przyszedł. Tata otworzył drzwi, a przed nim stanął Liam z Ally.
- Możemy porozmawiać z Rose?
- Jasne wchodźcie.
- Słuchaj Kochanie mam zaraz taksówkę,będę się zbierać.
- Tak szybko?
Wstałam z sofy wskakując na Tatę.
- Dziękuje ci za wszystko,do zobaczenia.- szepnęłam na ucho.
- Kocham cię Córuś- dodał.- To cześć wam dzieciaki!
- Do widzenia!- odpowiedzieli, a Ja zamknęłam drzwi za Tatą.
Spojrzałam na znajomych,którzy stali na środku korytarza.
- Może usiądziecie?
- My na chwilę,wiem,że nie chcesz pewnie rozmawiać.- zaczęła Ally.
- Chciałam was bardzo przeprosić, to przez tą ciąże wariuję.
- Nie wariujesz.- rzekł Liam siadając przy stole.- Po prostu w ostatnim czasie za dużo się wydarzyło złego u Ciebie. Stres źle wpływa na ciąże.
- A ty co poradnik dla kobiet w ciąży przeczytałeś?
-  To,że studiuję ekonomię nie oznacza,że nie wiem jak to jest w ciąży. Miałem biologię w szkole tak?
- Naukowiec się znalazł.- uśmiechnęła się Ally.
- Jak w ogóle się czujesz?
- Jutro idę do lekarza.
- To już drugi miesiąc nie?
- Yhmm.
- Za dwa miesiące powinnaś znać płeć dziecka.- rzekł chłopak.
- Kurdę Ty wiesz ode mnie więcej?! Chyba wezmę od Ciebie jakieś korepetycje.- dodałam.
- A co z mieszkaniem?
- Pod wynajem lub sprzedam. Muszę się wyrobić w ciągu dwóch miesięcy.
- Jednak wylatujesz?
- Yhmm. Ale będę was odwiedzać z Małą.
- Małą? Przecież Liam mów..- zdziwiła się Ally.
- Chciałabym,żeby to była dziewczynka.- położyłam dłoń na  brzuch.
- Ale słodko wyglądasz.
- Jeszcze lepiej będzie jak będzie większy brzuch.
- Nawet mi nie mów, będę jednym wielkim pączkiem.
- Przesadzasz.
- Wiecie co..Cieszę się,że mam was.
- Oooo. Ale słodko.
- To pewnie przez te hormony.Mówię ci Liam. Zwariowała.
- Nie,nie! Teraz mówię szczerze! - posłałam uśmiech.






II MIESIĄCE PÓŹNIEJ..






Siedziałam czekając na nowych właścicieli mieszkania. Młode małżeństwo, od razu stwierdzili,że chcą jej kupić. Wszystko tu zostawiam. Zabieram tylko ze sobą największą walizkę jaką miałam w domu,laptopa. Jeszcze muszę wpaść do ginekologa dowiedzieć się co tam w środku jest. To znaczy kto jest On czy Ona. Już nieźle wystaje mi brzuch, według mnie to taki brzuch mają kobiety w siódmym miesiącu a ja w czwartym. Już nawet za duży sweter go nie zakryje. Boje się trochę, od razu widać,że jestem w ciąży. A najbardziej boję się spotkania z Mike'm. Nagle zadzwonił dzwonek. Z uśmiechem na twarzy otwieram drzwi widząc młodą parę.
- Dzień Dobry! Jak się Pani czuje? Wie już Pani co będzie?
- Nie jeszcze nie,ale dzisiaj idę jeszcze do lekarza i będę wiedzieć.Tutaj zostawiam państwu kluczę razem z kopią umowy,którą podpisaliśmy wczoraj. Myślę,że będzie się Państwu podobać tutaj mieszkanie,naprawdę świetna okolica. Mieszkałam w tym mieszkaniu przez prawie dwadzieścia lat. - dodałam spoglądając na dom.
- Dziękujemy bardzo,życzymy miłej podróży do Ameryki i oczywiście zdrowia dla Pani i Maleństwa.
- Dziękuje bardzo, Wesołych Świąt,bo już niedługo święta.
- Wesołych Świąt! - dodali i zamknęłam za sobą drzwi.
Zeszłam na dół widząc jak czeka na mnie Ally z Liam'em.
- Nie wiem czy wiesz,ale faktycznie duży masz ten brzuch.
- Wiem, widzę go codziennie w lustrze,ale się nie załamuję bo będzie jeszcze większy. To teraz do lekarza. Rzekłam wsiadając do samochodu Kumpla. Tata z Marry wydzwaniają od rana. Niestety żona Taty dowiedziała się o ciąży przypadkowo,ale obiecała,że nikomu nie powie. Minęły prawie dwa miesiące odkąd Mama miała wypadek i umarła. Naprawdę nie wiem kiedy to wszystko tak przeleciało. Smutno robi mi się na samą myśl. Początki kiedy zostałam z tym wszystkim sama, gdzie miałam zapewnioną opiekę od Niej. Nie wiedziałam jak sobie radzić. Spadłam na wadze, głodowałam, dostałam ochrzan od lekarza i musiałam chodzić na spotkania do psychologa. Po paru tygodniach wszystko powoli wracało do normy. Wiem,że będzie ciężko, nie da się o tak zapomnieć o Mamie,ale muszę żyć dalej i pokazywać wszystkim dookoła,że dam radę. Sama za pół roku będę Mamą. Oczywiście dalej rozważam myśl o oddaniu dziecka,ale kiedy czasem siadam przed lustrem,czy w wannie i dotykam brzuch,moją małą może bardziej "wielką" kulkę myślę o tym jak to jest? Jak takie maleństwo może być pod moim sercem. Jestem jego stwórcą. I wtedy wracam na ziemię myśląc. Nie masz mieszkania, nie mam wystarczająco ilość pieniędzy,aby je wychować. No może teraz kiedy sprzedałam mieszkanie. Wszystko za zgodą Ojca wpadło na moje konto,bo wie,że mi się to przyda. No ale nie wyobrażam sobie,że będę żyć w jednym pokoju z dzieckiem. Wiem,że będę mieć wsparcie,ale to jednak nie to samo. Chyba dalej nie jestem na to gotowa.
- Jesteśmy na miejscu. - dodał Liam zatrzymując się pod przychodnią.
- Dacie mi trzydzieści minut?
- No jasne, biegnij. Albo nie!
- Co?
- Nie biegnij! Bo jest ślizgo na tych płytkach.
- Dobrze Ally pójdę.- uśmiechnęłam się wysiadając z samochodu.
Następnie weszłam po schodach wchodząc do ciepłego pomieszczenia. Akurat do ginekologa nie było nikogo. Udało mi się! Mogę wchodzić! Z myślą,że mam za dwie godziny lot pukam do pokoju.
- Proszę wejść!
Naciskam klamkę i zamykam za sobą drzwi. Ściągam czarny płaszcz,który jest dopasowany do biustu a dalej puszczony. Prawdziwy dla kobiet w ciąży.
- Witam cię Rose. Jak samopoczucie?
- W porządku.
- A przygotowana do lotu? Za ile masz samolot?
- Za dwie godziny.
- Okej, streszczamy się,nie chcę żebyś się spóźniła przez mnie na samolot.Połóż się,zrobię USG może dowiemy się co tam masz.
- No oby!
- Prezent na święta będzie na pewno. No dobra zaczynamy.- dodał przykładając zimny przyrząd do brzucha nasmarowany jakimś okropnie zimnym żelem.
- Wszystko w porządku, serce bije normalnie, rozwija się też dobrze. A ty jak myślisz co będziesz miała?
- Chciałabym bardzo,żeby to była dziewczynka. Nawet już imię wybrałam.
- Ooo! Pochwali się.
- Mia.
- No bardzo ładne i powiem ci,że strzał w dziesiątkę. Wydaje mi się ,że każda Matka od pierwszego dnia wie co będzie miała.
- Co Pan ma na myśli?
- Będzie dziewczynka!
- Naprawdę!
- Naprawdę! No wiesz,że Ja nie kłamię!
- Jejku,ale super!
- Możesz się wytrzeć,a Ja wypiszę tobie receptę na witaminy.
Usiadłam wycierając brzuch od żelu i wracając do pomieszczenia,gdzie siedział lekarz.
- To normalne,że mam taki duży brzuch?
- Powiem ci,że to zależy od kobiety. Niektóre mają mały brzuch do końca ciąży,a niektóre duży. No ty niestety należysz do kobiet,które mają duże.- posłał uśmiech. - A czy to takie ważne? Wiem,że jest pewnie męczące,ale chociaż widać,że jesteś w ciąży.
- No tak.- westchnęłam. Akurat nikt w Seattle nie wie,że jestem w ciąży. Dlatego mi to nie odpowiada!
- Dziękuje ci,że mogłem prowadzić twoją ciąże przez cztery miesiące, pamiętaj wyślij mi na email parę fotek jak już urodzisz! Musisz się koniecznie pochwalić!
- Oczywiście, bardzo dziękuje.
- Trzymaj się kwiatuszku!
- Do widzenia.- dodałam wychodząc z pomieszczenia.
Zapięłam płaszczyk i wyszłam z przychodni. Z uśmiechem na twarzy wchodzę do auta.
- No i co! Mów!
- Chłopak czy dziewczynka?- pyta Liam.
- Wszystko okej, no i miałam rację będzie Mia.
- Jej! Świetnie,będzie dziewczynka.
Przez kolejne dwadzieścia minut rozmawialiśmy o ciąży, dziecku i o tym jak to będzie fajnie jak się urodzi. Kiedy Chłopak podjechał pod lotnisko,moje serce przyśpieszyło z myślą,że znowu muszę się z nimi żegnać. I to na trochę dłużej.
- Odprowadzimy cię.
- Dzięki,będzie ciężko z tą walizką.
- No trochę jest ciężka.- dodał Liam.
Wysiadłyśmy z samochodu,a chłodne powietrze od razu uderzyło mocą we mnie,aż mi ciarki przeszły. Zabrałam torebkę,w której mam najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się do środka budynku. Mnóstwo ludzi mijało nas. Wszędzie było jedno wielkie zamieszanie jak to na głównym lotnisku w Barcelonie. Zmartwiona,wyciągnęłam bilet spoglądając ,gdzie mam się udać. Zjechaliśmy windą na dół, gdzie odbywają się odprawy. W oddali widzę jak zaczyna się moja odprawa i jest już nawet duża kolejka. Podeszliśmy bliżej ustawiając się w kolejce. Odwróciłam głowę widząc Liam'a który przesuwa walizkę koło mnie i Ally która wyciera łzy chusteczką.
- Chyba zwariowałaś!? Nie rycz bo też będę!
- Jak Ja kocham mamuśki.- przytulił mnie Liam.- Będę trzymać za ciebie kciuki,może wiosną przylecimy do Ciebie.
- Byłoby fajnie.- dodałam całując jego policzek.- Dziękuje za wszystko.
- Będę tak cholernie za Tobą tęsknić. Musimy koniecznie codziennie rozmawiać na Skypie,albo przez telefon. Nie wytrzymam tyle bez Ciebie.- podeszłam do Ally przytulając ja do siebie.
- Też będę tęsknić,raczej będziemy.- położyłam dłoń na brzuch.- Co nie Mia?
Zauważyłam jak uśmiechają się znajomi.
- Rose teraz ty.- dodał Liam dając mi znać,że muszę odbyć odprawę. Ruszyłam do przodu.Kiedy zostałam dokładnie sprawdzona, chwyciłam za rączkę walizkę odwracając się i krzycząc:
- Kocham was!! Zadzwonię jak będę w Seattle!- pomachałam i weszłam w korytarz,który prowadzi do wnętrza samolotu. Na końcu zauważyłam dwie stewardessy ubrane w te swoje stroje.
- Witamy na pokładzie samolotu. Lot do Seattle.
- Dzień dobry.- dodałam mijając kobiety.
Minęłam dwa przedziały odnajdując swoje miejsce, jeden z mężczyzn pomógł mi włożyć do góry walizkę. Siedziałam z młodą kobietą,może była parę lat ode mnie starsza.
- Ładny brzuszek.Chłopczyk czy Dziewczynka?
- Dziękuje, trochę duży. Dziewczynka,będzie Mia.
- Ślicznie imię.- dodała a Ja w tym czasie napisałam do Marry,że jestem już w samolocie.
Oparłam głowę o podgłówek i ruszyliśmy. Znowu wracam do Seattle, ciekawe czy coś się zmieniło?







 
Barcelona --> Seattle  


 "Przyjemność jest początkiem i celem życia szczęśliwego" - Epikur


-----------------------------------------------------------


Hej!
Jak się podoba?
Trochę przyśpieszamy tempo!
Ale to nic! 
Teraz będzie jeszcze ciekawiej!

CZYTAMY!


NEXT-->  30 ( WRZEŚNIA) - 02 PAŹDZIERNIKA


niedziela, 18 września 2016

Rozdział Dwudziesty.

Minęło sporo czasu zanim Tata wylądował w Barcelonie. Nawet nie zauważając,że to prawie minęło dziesięć godzin siedzę wtulona w przestrzeń przed sobą trzymając kubek w ręku i wycierając łzy widzę chodzącego po kuchni Ojca. Kompletnie nie potrafił się uspokoić, tak naprawdę wyglądaliśmy podobnie.Bezradni, nie wiedząc co zrobimy ze swoim życiem.
- Dzwoniłem do księdza jutro o dwunastej jest pogrzeb.
- Okej.- westchnęłam kładąc kubek na stół a następnie idąc na sofę.
- Zacznij się normalnie zachowywać co?! Jesteś w ciąży.
- O co ci chodzi? Mama mi umarła kilkanaście godzin temu, a Ty zawsze musisz dodać "bo jesteś w ciąży" Przepraszam bardzo, przecież przeszkadza. - dodałam przykrywając się kocem.
- Dziwisz mi się? Nigdy nie pomyślałbym,że będziesz w ciąży w tak młodym wieku. Dobra, trudno. Zaakceptowałem to już. Jakoś dotarło to do mnie.
- A dotrzymałeś tajemnicy?
- Tak,nikt nie wie,ale i tak niedługo zauważą to.
- Jak to? Ja jestem tutaj a wy tam.
- Jak ty sobie wyobrażać żyć tutaj sama? Zabieram cię ze sobą.
- Żartujesz?! Nie chcę!- wstałam.
- Rose to jest dobre rozwiązanie, potrzebujesz opieki.
- Ale Tato, Nie rozmawiam z Bellą,nie chcę widzieć Mike. I jak tam mam żyć?
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami. Będzie ci dobrze z nami.
- Słuchaj mogę tam przyjechać na tydzień,dwa,ale nie zamieszkać na stałe!?- odwróciłam się idąc do swojej sypialni.
Ojciec mówił cały czas do mnie,ale nie potrafiłam złożyć tego w zdanie. Zamknęłam drzwi siadając na łóżku. Otworzyłam laptopa pisząc wiadomość na facebook'u do Liam'a oraz Ally,żeby pilnie się spotkać. Po chwili otrzymałam wiadomość,że zaraz będą u mnie. Zamknęłam go i wytarłam łzy opierając się o ścianę.



- On chce,żebym z nim tam pojechała.- powiedziałam spoglądając na dziewczynę oraz chłopaka. Nagle nastała cisza. Albo nie wiedzieli co powiedzieć albo nie chcieli komplikować sprawy.
- To jest dobry pomysł.- dodała Ally.
- Żartujesz sobie? Chcesz całkiem stracić kontakt?
- Rose nie przesadzaj. Seattle nie jest na drugim końcu świata.
- A właśnie,że jest.
- No dobra może masz rację,ale Ty potrzebujesz opieki. Sama nie dasz radę. A tam masz Tatę, Bell,Marry i Max'a i Mike. Każdy pewnie ci pomoże.
- Czy ty teraz chcesz powiedzieć,że nie mogę liczyć na pomoc z Twojej strony? Super.
- Posłuchaj mnie Rose.- odezwał się Liam.- Ally chodzi o to,że tam jest twoja rodzina. Może nie kompletna,ale jest ostatnią jaka ci została. Ja z Ally pomóc ci możemy,ale to nie jest to samo.
- Oczekiwałam od was coś w stylu " nie nie możesz wyjechać.." Ale widzę,że jesteście tacy sami. Zaszłam w ciąże z swojej głupoty i teraz zachowujecie się jakbyście mnie nie znali. Idealnie. Wiecie co zmęczona jestem. Możecie już iść?
- Rose nie bądź zła,ale tak będzie lepiej.- dodała Ally.
- Ale dla kogo?! Wiesz dobrze,że robię wszystko,aby Mike się nie dowiedział a jak tam pojadę to nie ma siły,ale się spotkamy tak czy tak!? Dobra,koniec rozmowy.- wstałam otwierając drzwi.
Wyszłam na korytarz a znajomi za mną. Nie miałam sił na nic. Faktycznie hormony buzują i nie potrafię się z nikim dogadać. Kiedy minęłam salon zauważyłam Tatę,który rozmawiał przez telefon. Otworzyłam frontowe drzwi i wyszli. Bez pożegnania,ani żadnego słowa. Nie wierzę,że oni też tak uważają. Nagle poczułam,że jest mi żal w jaki sposób ich potraktowałam oraz Tatę. Usiadłam na rogu kanapy wsłuchując się w rozmowę.
- No i jest problem,nie chce jechać... Wiem,wiem Marry.- odwraca się w moją stronę.- Słuchaj zadzwonię później muszę porozmawiać z Córką.
Lekko uśmiechnęłam się widząc jak kładzie na stolik iPhone.
- Słuchaj Rose,wiem nie chcesz jechać,ale..
- Tato czekaj.. Mam propozycję.
- Teraz najważniejsze są miesiące w ciąży. Te dwa następne,czyli trzeci i czwarty. Chce zostać chociaż tutaj na te dwa miesiące. Dam sobie rade.
- Nie wiem Rose czy to dobre rozwiązanie.
- Tato,proszę cię.
- Kurdę Rose.. Dobra niech ci będzie,ale masz codziennie dzwonić do nas okej?
- Okej.- uśmiechnęłam się przytulając Ojca.
- Naprawdę cieszę się,że przyjechałeś.
- Nie mogłem cię w takiej sytuacji zostawić..
- Brakuje mi jej..- dodałam.








 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :)
Jak rozdział? Krótki,ale następny będzie dłuższy.
Co uważacie? Czy Rose ma wyjechać do Seattle? Jak tam będzie wyglądać jej życie? Już za dwa-trzy tygodnie się dowiecie! Czytamy! 


NEXT -----> 23-25 WRZEŚNIA!!!

wtorek, 13 września 2016

Rozdział Dziewiętnasty.


Smu­tek to naj­dziw­niej­sze z uczuć:
 czy­ni nas bez­radny­mi.
 Jest jak ok­no ot­warte wbrew naszej wo­li 
– przy nim można tyl­ko dy­gotać z zim­na. 
Z cza­sem jed­nak ot­wiera się rzadziej i rzadziej,
 aż wreszcie całko­wicie sta­pia się z murem. 
Dob­re chwi­le dzi­siej­sze­go dnia
 są smut­ny­mi wspom­nieniami jutra.
Smut­ne, gdy naj­droższą is­totą jest 
dla ko­goś je­dynie is­to­ta zagadnienia. 


Wczorajszy wieczór prawie tylko przeleżałam oglądając komedie,które miały być śmieszne. Tak stwierdził Liam. Ally wróciła w nocy, nie wiem gdzie była,ale czuć było od Niej alkohol. Dzisiaj Mama wraca. Dokładnie za godzinę i dwadzieścia siedem minut powinna wylądować w Barcelonie. Sączyłam sok z pomarańczy,który był dodatkiem w moim "Zdrowym" jedzeniu. Przyznam,że lepszego wyciskanego i świeżego soku nie piłam. Ubrana w sportowe leginsy z granatowym swetrem wpatruje się w okno,które jest naprzeciw stołu. Siedząc po turecku trzymając zielony kubek i myśląc o tak naprawdę wszystkim. Decyduje się na rozmowę. Może inaczej na telefon do Seattle. Nie chodzi mi o Bellę,bardziej o Mojego Ojca,który kompletnie nie dzwoni. Nie wiem co się stało,że nie chce ze mną gadać. Minął miesiąc, już jest prawie połowa kolejnego,a od tego czasu ani jednego telefonu od Taty. Bez zastanowienia kładę kubek biorąc iPhone. Szukam na liście kontaktów Taty i przykładam urządzenie do ucha. Cierpliwie czekając na ruch z jego strony słyszę cichy spokojny głos.
- Cześć Kochanie! Jak u Ciebie?
- Cześć Tato,obudziłam cię?
- Nie,nie.. Jest już prawie ósma rano. Wiesz praca..
- Przeszkadzam ci? Czy możemy porozmawiać?
- No co ty nie przeszkadzasz,możemy gadać. To co tam u Ciebie Córuś?
- Nie jest za dobrze.
- Coś się stało?- rzekł,a Ja słyszałam Jego zmartwienie,strach.
- Jestem w ciąży.
- W czym Ty jesteś?! Boże Rose! Co ty zrobiłaś! Przecież miałaś iść na studia! Na Medycynę!? A Ty teraz dziecko będziesz bawić!
- Tato..
- Nie Tato! Posłuchaj mnie Rose! Zniszczyłaś sobie życie. Masz dopiero dziewiętnaście lat! Kto jest Ojcem?
Zrobiło mi się naprawdę źle kiedy słyszałam jak Ojciec krzyczy na mnie mówiąc jak sobie zniszczyłam życie. Poczułam łzy na policzkach,które ruchem ręki zaraz wytarłam.
- Rose? Halo? Kto jest Ojcem? Tylko mi nie mów,że Mike!
- Mike jest Ojcem. Zadowolony! - krzyknęłam do słuchawki. Nigdy nie podniosłam na Ojca tonu głosu,nigdy nie krzyczałam,ale dzisiaj? To On mi sprawił przykrość.
- Czy Ty nie wiesz nic o zabezpieczaniu? Inaczej cię z Mamą wychowaliśmy!
- Co?! Żartujesz sobie tak? Po pierwsze rozwiodłeś się z Mamą jak miałam dziesięć lat! Wtedy nie wiedziałam nawet co to sex! Więc mi nie mów teraz kto kogo wychował! Jak ci nie pasuje to nie musisz się nawet do mnie odzywać! To twoja decyzja. Wiem,że to jest dziecinne zachowanie,ale pytałam Mike'owi czy się zabezpieczyliśmy i odpowiedział tak!? No halo!? Co mam je usunąć bo tak będzie lepiej!? Urodzę te dziecko i oddam je jakieś rodzinie. - odwróciłam głowę widząc zdziwienie na twarzy zaspanej Ally.- Tylko cię proszę o jedno. Zachowaj to w tajemnicy. Nikt się nie może dowiedzieć. Zrobisz to dla mnie?
Po dłużej chwili słyszę westchnięcie i krótkie : Tak.
Nie żegnając się naciskam czerwoną słuchawkę rzucając telefon z powrotem na stół wybuchając jeszcze większą dawką płaczu.
- Rose..?- czuje ciepłą rękę na lewym ramieniu.- To prawda? Chcesz oddać dziecko?
- A widzisz inne wyjście? Nawet sam Ojciec się mnie w tym momencie wyparł.
- Nie możesz tak mówić. Zdenerwował się po prostu. Nie możesz patrzeć tak,że Twoja Mama przyjęła to spokojnie. Nie dziwię mu się. Naprawdę będzie dobrze, zobaczysz. Za jakiś czas pewnie zadzwoni do Ciebie z przeprosinami i wsparciem z Jego strony. Zobaczysz.- poczułam jak mnie przytula.- A teraz chodź naszykowałam talerz owoców i idziemy na telewizję. Pooglądamy jakieś głupie programy rozrywkowe.
Wstałam z krzesła. Lekko uśmiechnęłam się widząc na stoliku stos różnych owoców na talerzu i dwie szklanki wypełnione sokiem. Położyłam głowę na prawej stornie uda Ally,która siedziała bardzo blisko trzymając nogi. Mnie natomiast okryła szarym kocem szukając jakiegoś programu. Moje oczy zaczęły z czasem zamykać się,aż w końcu usnęłam z powodu tej rozmowy.





Nie wiem ile spałam,ale obudziłam się siadając na sofie jakby mnie prąd kopnął słysząc dzwoniący telefon. Szybkim ruchem odkryłam całe ciało biegnąc do iPhone. Dziwny numer odbieram odwracając się w stronę Ally,która nie zmieniła pozycji oglądając wiadomości,w których mówią o wypadku i śmierci sześciu osób. Pokazują karambol na obwodnicy,która prowadzi z Lotniska w Barcelonie.
- Halo?
- Dzień Dobry Pani jest córką Isabel Evans?
- Tak przy telefonie, coś się stało?
- Pani Mama jest w krytycznym stanie w szpitalu. Miała wypadek, ciężarówka spowodowała karambol.
- W którym szpitalu jest?- spoglądam na Ally,która przeskakuje oparcie sofy biegnąc do mnie.
- El Pais blisko centrum.
- Dobrze,dziękuje zaraz będę.
Wciskając czerwoną słuchawkę. Biegnę do drzwi wciągając buty.
- Rose co się dzieje!
- Mama miała wypadek, jest w ciężkim stanie.
- W tym?- pokazuje na telewizor.
- Chyba tak.. Chodź! - krzyczę w pośpiechu zakładając kurtkę i zamykając drzwi.
Zbiegam z trzeciego piętra cała trzęsąc się i nie przestając płakać.  Wsiadam do samochodu Ally i jak najszybciej chce już być w tym szpitalu. Nie mogę przestać o tym myśleć. Najchętniej zadzwoniłabym do Taty mówiąc co się dzieje,ale po tej kłótni nie chce z nim gadać.. Minęło prawie dziesięć minut i wjechałyśmy na parking szpitala. Nie zwracając uwagi na ruch,pasy,Ally biegnę przed siebie wbiegając na recepcje. Kobieta zauważa moje przerażenie,panikę i szybko wstaje z fotela pytając o co chodzi.
- Kobieta Isabel Evans.Gdzie jest?
- Proszę chwilę poczekać.- dodała kiedy zaczęła wpisywać w komputer dane.- Przepraszam bardzo,ale nie ma takiej osoby w naszym szpitalu.
- Ale ktoś do mnie dzwonił,że miała wypadek. Ten Karambol podobno tutaj ją przywieziono.
Kobieta wyciągnęła teczkę z pewną listą.
- Tak,jest. Sala 65 drugie piętro.
- Dziękuje bardzo.- dodałam i szybko biegnę do windy. Zaraz za sobą słyszę jak woła mnie Ally. Chwilę później dobiega do mnie kiedy winda się otwiera.
- Jest tutaj?
- Tak na drugim piętrze.- dodałam wciskając przycisk numer 2.
Parę sekund późnej ciężkie metalowe drzwi otwierają się. Dookoła widzę biegających ludzi w białych fartuchach. Kilka osób,które siedzą z oczami napuchniętymi od płaczu. Moje serce coraz bardziej przyśpiesza kiedy widzę nad drzwiami numer 65. Popycham drzwi widząc puste łóżko.
- Matko nie ma jej!-krzyczę.
- Przepraszam kim Pani jest?
Odwracam się widząc pielęgniarkę.
- Córką Isabel Evans.
- Ma operację, proszę czekać.
- Wie Pani w jakim jest stanie?
- Niestety nie wiem, proszę poczekać na lekarza.
Wyszłam na korytarz zaraz za kobietą. Usiadłam na jednym z plastikowych krzeseł,które stały w rzędzie na holu. Telefon położyłam na kolanach,które z nerwów miałam jak galarety. Podniosłam głowę do góry kiedy Ally zaczęła do mnie mówić.
- Jesteś w ciąży,nie możesz się denerwować.
- Jak mam się nie denerwować jak moja Mama jest w ciężkim stanie na sali operacyjnej! Ally! Pomyśl!
- Idę do łazienki, poczekaj tutaj na mnie ok? Nie ruszaj się.
- Nie mam zamiaru.- dodałam tupiąc o podłogę nogami.
Siedzę spoglądając na wprost przed mną sale operacyjną. Kilka pielęgniarek mija mnie wchodząc do różnych sal na oddziale. Kiedy nerwy zaczynają wzrastać,aż prawie czuje się spocona od tego wszystkiego. Myślę czy nie zadzwonić do Taty, chociaż go poinformować o tej sytuacji. Nie chce być sama.. Nie mam oprócz Niego innej rodziny. Mama była z domu dziecka, nie miała rodziców, Taty rodzice dawno zginęli w wypadku. Nie mam żadnego wsparcia a właśnie On był w tych rzeczach najlepszy. Odblokowuje telefon wchodząc w kontakty zjeżdżam prawie na sam dół do litery "T". Jest tylko On. Już prawie naciskam,ale...Chwila zawahania i rezygnuję.
- Już jestem.- dodała cicho Ally siadając obok mnie.- Coś wiesz?- pyta na co dodaje kiwając przecząco głową.
- Myślałam,żeby zadzwonić do Ojca.
- Zrób to! Pomimo tego co między wami zaszło rano powinien Cię wysłuchać.
- Nie jestem do tego jednak przekonana.- wstałam z miejsca widząc jak drzwi się otwierają i wychodzi dwóch starszych mężczyzn.
- Przepraszam!- podbiegam.- Isabel Evans co z nią?
- Jest Pani córką tak? To Ja dzwoniłem doktor Adam Janosky.Nie mam dobrych wieści.
Moje serce przyśpieszyło,a mężczyzna opuścił wzrok w dół chwytając delikatnie moją dłoń.
- Proszę mówić prawdę.
- Niestety nie uratowaliśmy Pani Mamy. Zbyt głęboki wylew,podchodziłem do reanimowania dwa razy. Przykro mi.
Odwróciłam się na pięcie wybuchając falą płaczu, upadam na podłogę i krzyczę. Czuję chwilę później masywne ręce,które mnie podnoszą. Mówi coś do mnie ten sam lekarz,z którym chwilę temu rozmawiałam. Nic nie słyszę,czuje się jakbym była zagłuszona,nic do mnie nie dociera. Widzę Ally, która przytula się do mnie z twarzą pełną łez. Przed mną podjeżdża kobieta z wózkiem Przyjaciółka razem z kobietą siadają mnie na nim,gdzieś wiozą. Nie potrafię się uspokoić. Wjeżdżamy do jakieś sali. Jedno łóżko,pełna szafa różnych leków, stwierdzam,że jest to zabiegowy. Kobieta spogląda na mnie i mówi:
- Wszystko w porządku? Podam Pani lekki uspokajające.
- Chwila, Ona jest w ciąży.- podchodzi do Niej Ally.
Pielęgniarka ominęła ją kucając przed mną.
- Ma Pani jakąś rodzinę? Nie może Pani zostać sama, jeszcze teraz. Który miesiąc?
- Drugi. Mam Ojca,ale na drugim końcu świata.
- Niech Pani mnie posłucha.-podchodzi do Koleżanki.- Nie mogę jej niestety nic podać,wszystkie leki są za mocne. Musi być Pani przy Niej. - Słyszę jak wchodzi znowu ten sam lekarz.- Podaliście jej coś? Zna Pani dobrze jej Matkę muszę podać parę informacji.- słychać kroki i chwilę później podchodzi do mnie.
- Jak się czujesz? Może chcesz USG? Nie możesz się denerwować, oddychaj głęboko. Twoja Koleżanka pójdzie ze mną pomóc wypełnić parę dokumentów, poczekasz tutaj dobrze?
- Okej.- wytarłam łzę razem z rozmazanym makijażem.
W pomieszczeniu zrobiło się cicho, wszyscy wyszli. Ja natomiast wstałam z wózka siadając na łóżku czy jak to nazwać i wybrałam numer Taty, musi mnie wysłuchać. Naciskam na Jego numer i czekam...
- Rose? Słuchaj nie chciałem..
- Mama nie żyje.- dodałam cicho wybuchając płaczem.
- Co? Jak !? Rose!? Co się stało?
- Miała wypadek wracała z lotniska.
- Ten wypadek co spowodował tir? Ten karambol?
- Tak.- mówię.
- Słuchaj Skarbie, uspokój się. Musisz na siebie uważać jesteś w ciąży. Już sprawdzam loty i wsiadam w pierwszy lepszy samolot. Postaram się być już jutro rano. Będę dzwonić,a Ty zachowaj spokój.. Jest w ogóle ktoś z Tobą?
- Tak. Ally..
- Dobrze Kochanie nie płacz proszę cię. Będzie wszystko okej.- dodał i się rozłączył.
Komórkę położyłam na parapet wbijając wzrok w widok przez okno. Jesień,padał deszcz. W Parku szpitalnym spadają liście. Ludzie chodzą pod parasolami,a Ja widzę swoje odbicie w szybie. Bladą z rozmazanym makijażem,ledwo oddychającą przyszłą Mamę..







Os­ta­tecznie, dla na­leżycie zor­ga­nizo­wane­go umysłu, śmierć to tyl­ko początek no­wej wiel­kiej 
przygody.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Znowu opóźnienie,ale miałam mały problem z internetem.
Bardzo smutny rozdział,no cóż..

WIDZIMY SIĘ W TEN WEEKEND!


NEXT ---> 16-18 WRZEŚNIA

sobota, 3 września 2016

Rozdział Osiemnasty

Życie to la­birynt, ale cel jest zaw­sze ta­ki sam. 
Patrząc w tył nie doznasz piękna,tylko swoje błędy.




 

- Gadasz z Bell? - skierowałem pytanie do Max'a kiedy zamykałem szafkę. Nachyliłem się po torbę,do której wrzuciłem strój oraz rękawice.
- Nie. Odkąd nie ma Rose coś między nami się zepsuło.- podniosłem wzrok widząc Przyjaciela przy drzwiach.
- A Rose odzywała się?
- Dzwoniłem do Niej ostatnio.
- Odebrała?- spytał,kiedy wyszliśmy z szatni a następnie opuściliśmy klub bokserski. Wychodząc na świeże powietrze, na dwór,gdzie panowała straszna jesień. Wiał zimny wiatr a deszcz od paru godzin nie przestaje padać. Okropna pogoda.
- Odebrała,ale zamieniliśmy dwa zdania i powiedziała,że musi kończyć.
- A dziwisz się jej? - otworzyłem drzwi wsiadając do Jego mustanga.
- No nie dziwię się jej..- westchnąłem widząc tą paskudną pogodę.
- Musisz jej dać czas,ale jednocześnie nie możesz o Niej zapomnieć.- ruszył samochodem kierując się do domu.
- Słuchaj Max nie musisz mi mówić co mam robić okej?! - sfrustowałem się opierając się ręką o szybę.Nastała cisza a po mojej głowie chodziła ciągle jedna wypowiedź. " Nie wiem.. tym bardziej nie teraz? " Co ona chciała przez to mi powiedzieć? Może coś się stało? Może chodzi o Bell? Nie wiem. Zbyt trudne.
- Słuchaj stary Bell napisała,że robi jutro domówkę wpadasz?
- Nie wiem,zobaczę.- dodałem kiedy zauważyłem swoją kamienicę. Max zatrzymał swój pojazd pod samymi drzwiami. Lekko uśmiechnąłem się mówiąc krótkie "cześć" i wysiadłem z auta. Deszcz padał coraz mocniej,a Ja jeszcze więcej i bardziej myślałem. Miałem tyle myśli po głowie a to wszystko o jednej osobie. O mojej księżniczce Rose. Uniosłem głowę do góry czując krople deszczu na twarzy. Muszę coś zrobić. Dłużej nie wytrzymam...


Parę dni później...



Podniosłam głowę do góry słysząc dźwięk dzwonka do drzwi. Cholera znowu ten katering. Obstawiam dzisiaj brokuły w jakimś sosie,bo po tych zupkach to już mi jest nie dobrze. Wstałam zrzucając z łóżka Ally. Tak to ona robi jako Niania. Zaspana zmierzam do drzwi. Chwytam za klamkę i słyszę chyba po raz setny ten cholerny dzwonek. Z nerwem otwieram drzwi widząc przed sobą Liam'a z pudełkiem.
- Prywatny katering? No nieźle.
- To Mama mi załatwiła,wchodź..
- Cześć Ally! - słyszę kiedy zamykam drzwi.
- Ta Mamuśka właśnie mnie zrzuciła z łóżka. Liam,która jest godzina?
- Dwadzieścia po dziesiątek a co?- podchodzę do wysepki przed którą zajmuję miejsce.
- O matko!- krzyczy połykając mój deser a bodajże kawałki różnych owoców.
- Co?- zdziwiłam się.
- Spóźniłam się na uczelnie. Pierwszego dnia!- krzyczy biegnąc z powrotem do mojego pokoju.
- Wariatka.- dodaje chłopak.
- Oddaj co? To moje. Kanapki możesz sobie zrobić.
- Sobie czy może Tobie.
- No dobra masz mnie tutaj... Zrobisz mi?
- Haha. Jasne.- uśmiecha się podchodząc do lodówki.
Mija niecałe piętnaście minut a Ally wychodzi z domu ubrana,pomalowana. Jednym słowem - GOTOWA!
Od trzech dni chodzi mówiąc,że zaczyna zaraz studia a i tak zaspała. Cała Ally. Smutno mi się trochę zrobiło,że Ona poszła a Ja siedzę i zaraz będę wyglądać jakbym połknęła piłkę. Za trzy miesiące święta. Chciałam jechać do Seattle,ale raczej zostanę w Barcelonie. Nie mogę jechać,prawdopodobieństwo,że mój brzuch będzie widać jest 90% więc...Nie jadę. Wiem dobrze,że Mike chciałby się spotkać,ale nie może się dowiedzieć. Czasem zastanawiam się czy nie warto zadzwonić i porozmawiać. No ale co wtedy? Sięgam po telefon i to nie raz. A co mam mu powiedzieć? Hej Mike! Jestem w ciąży! Nie no tak nie zrobię!? Przecież to byłoby chore.
- Rose?
- Hmm.?
- Telefon.
- Jak telefon?
-Twój ciągle wibruje.
Spoglądam na blat widząc iPhone i połączenie. Szybko chwytam go do ręki widząc napis "Max". Ze zdziwieniem odbieram idąc w kierunku łazienki. Nie mam zamiaru rozmawiać przy Kumplu.
- Halo?- pytam otwierając drzwi i zaraz za sobą zamykając.
- Cześć Rose! Dawno nie gadaliśmy.
- Max..- westchnęłam przygryzając dolną wargę słysząc jego głos.- Jak w Seattle?
- Dobrze,po staremu.. Lepiej opowiadaj co u Ciebie?
- W sumie dobrze.
- I tylko tyle? Kiedy przyjedziesz?
- Nie wiem czy w tym roku. A jak z Tobą i Bell?
- Nie zmieniaj tematu co?
- Po prostu chcia...
- Nie jesteśmy razem.- przerwał mi.
- Czemu?
- Jak wyjechałaś zaczęło coś się psuć. Właśnie wracam od Niej z domówki.
- Ale rozmawiacie ze sobą?
- Po części tak.. Wydaje mi się,że jest normalnie.
- Chwila? To ty dzwonisz nad ranem?
- No tak jest coś po drugiej w nocy.
-  Boże Max idź spać.
- Ale rozmawiam z Tobą.
- Zadzwonię popołudniu czyli u Ciebie rano okej?
- No dobra.- ziewnął do słuchawki.
- Idź spać.
- Idę..Dobranoc.
- Dobranoc Max.- lekko uśmiechnęłam się i rozłączyłam się.
Spojrzałam jeszcze na wyświetlacz widząc SMS-a od Mamy,że jutro w południe powinna być. Odpisałam jej "ok" i wyszłam z łazienki idąc w kierunku kuchni,gdzie zostawiłam Liam'a.
- Smacznego.-mówię widząc go jak ogląda jakąś telenowele z stosem kanapek.
- To jest dla nas dwóch.- siadam obok Niego na sofie w salonie.
- Mówiłam ci,że jesteś kochany?
- Nie nie mówiłaś.- dodał połykając kęs śniadania.
- To wiedz,że jesteś.- powiedziałam opierając głowę o Jego prawe ramię wpatrując się w telewizor.





Salon mieszkania Rose






----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej i czołem! Jak się podoba rozdział? 
Trochę krótki,ale spokojnie kolejny będzie dłuższy.


W Następnym rozdziale :
* Wypadek ( cały rozdział będzie temu poświęcony)

Nie wiem czy ktoś zauważył,ale początek należał do perspektywy Mike :) Myślę,że co jakiś czas można to dodać :) 
A co wy sądzicie?



NEXT ----> 9 WRZEŚNIA = TYLKO I WYŁĄCZNIE,GDYŻ NIE MA MNIE OD 10-12 WRZEŚNIA!!!!!!!!!!!!!


piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział Siedemnasty.


Marzę o cof­nięciu cza­su. 
Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu
, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy 
na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. 
To bar­dzo dziw­ne,
 ale nap­rawdę można kochać ko­goś przez całe życie.
 Nieza­leżnie od te­go,
 jak da­leko znaj­du­je się ukocha­na oso­ba,
 jej wspom­nienie zaw­sze no­si się w sercu.  





- Dawno nie rozmawialiśmy.- rzekł pół szeptem,a ja w tym czasie wsiadłam do samochodu.
- No tak. Co tam słychać u Ciebie?
Stwierdziłam,że zacznę pierwsza ten temat i chce tą rozmowę jak najszybciej zakończyć,ale nastała cisza.
- Wszystko w porządku. A u ciebie?
- Ujdzie. A jak u Bell?
- Dalej nie rozmawiacie?
- Niestety nie.- spojrzałam na Mamę,która z pewnością podsłuchiwała.
- Kiedy planujesz przyjechać?
- Nie wiem,nie śpieszy mi się tym bardziej teraz.
- Teraz? Coś się stało?
- Słuchaj Mike muszę zakończyć rozmowę.- nie czekając na żadną odpowiedź od Niego wciskam czerwoną słuchawkę na ekranie.
- Trzeba było mu powiedzieć!
- Mamo..- odwróciłam głowę widząc jak wjeżdża na parking pod domem.
- Liam. - spojrzałam przed siebie.
Otworzyłam drzwi,do których podszedł kumpel. Kobieta natomiast zamknęła drzwi i mówiąc,że idzie na górę. Jakby wiedziała,że czeka mnie z nim rozmowa. Westchnęłam widząc Jego zmartwienie.
- Cześć Rose.
- Cześć Liam.
- Przejdziemy się?
- Jasne.- podeszłam do Niego,a On objął jedną ręką moje ciało idąc prosto do najbliższego parku. Mijaliśmy domy,uliczki,kamienice i różnego rodzaju sklepiki. Wiedziałam,że muszę mu powiedzieć skoro Ally wie,albo już może sam wie.Fakt dowiedział się,że jestem w ciąży,ale bez żadnych wyjaśnień. Zasługuje na nie i na prawdę. Szliśmy tak naprawdę w milczeniu. Nie wiem czy się bał poruszyć ten temat czy może tak po prostu? Przeszliśmy na drugą stronę przez pasy wchodząc jednocześnie do parku. Ścieżką doszliśmy do pierwszej lepszej ławki.
- Chce zacząć od początku.
- Wypadałoby.
- Zakochałam się w Nim.
- W Mike'u?
- Yhmm. Ale po krótkim czasie okazało się,że przez ten cały czas mnie oszukiwał.
- W jakim sensie?
- Nielegalny boks.
- Ah..
- I dzięki niemu wylądowałam na policji. To znaczy nas zgarnęli kiedy chciałam już wyjść,ale nie udało się. No a parę dni wcześniej zrobił mi dzieciaka.
- A prezerwatywy?
- Pytałam się go.
- Po raz kolejny okłamał.
- I jeszcze dzisiaj dzwonił..
- Co chciał?
- Ogólnie się pytał co u mnie słychać i kiedy przyjadę do Seattle.
- Chcesz tam jechać?
- Nie.- odparłam dobrze świadoma co właśnie powiedziałam. Wpatrując się w zieloną łąkę,na której był Plac Zabaw a dookoła dzieci. Hałas,krzyki,śmiech,słońce i ptaków śpiew spowodowało,że zamyśliłam się. Jakaś pusta otchłań poprowadziła mnie do przyszłości. Pomyślałam,a może bardziej wyobraziłam sobie jak jestem już matką i tutaj przychodzę z dzieckiem. Bardzo chciałabym mieć dziewczynkę,nagle zagłębiam się i widzę małą w długich brązowych włosach biegającą w różowej sukience. Lekko uśmiecham się widząc ten widok. Słyszę jak woła do mnie Mamo. Takim delikatnym głosem. Nagle słyszę,gdzieś w oddali głos Liam'a a gdzie Ojciec co? Odwracam się widząc chłopaka zapatrzonego we mnie dalej siedzącego na ławce.
- Gdzie Ojciec?
- Jaki Ojciec?
- Słuchałaś mnie?
- No...
-Nie. Gdzie będzie Mike jak ty będziesz potrzebowała pomocy?
- Tam gdzie jest,czyli w Seattle.Przecież mam jeszcze Mamę.
- Mamę? Która wylatuje na drugi koniec świata do pracy? Na kilka tygodni? Faktycznie,ale pomoc.
- Potrzebujesz stałej opieki.To jest twoja pierwsza ciąża,nie wiesz jak będziesz się czuć. Regularne wizyty u lekarza, lekcje w szkole rodzenia. Sama nie dasz rady.
- I co mam zadzwonić do Niego. Słuchaj Mike jestem w ciąży masz tutaj przyjechać? Zwariowałeś?
- Czy Ty właśnie zmierzasz do tego,aby mu nic nie powiedzieć?
Westchnęłam wiedząc,że tak właśnie chce zrobić.
- Rose..?
- Tak,tak chce zrobić i co!? Nie wiesz jaki to cholerny żal mam do siebie,że tam pojechałam,że go naprawdę pokochałam i zrobił mi dzieciaka!-krzyczę pokazując na brzuch.- Nie mam siły rozumiesz! Nie chce tej ciąży. Miałam zaplanowaną przyszłość na parę najbliższych lat.- wstałam stając przed Nim.- Myślisz,że cieszę się z tego? Nie no super laska ma 19 lat i już jest mamą.Idealnie!
- Rose spokojnie..okej..- poczułam jak podchodzi chwytając mnie za dwie ręce. Od razu poczułam ulgę.
- Bardzo potrzebuje kogoś przy swoim boku. Tego cholernego wsparcia chociaż przez pierwszy rok. - przybliża mnie do swojej klatki głaszcząc po włosach.
- Pomogę ci dobrze?
- Dziękuje Liam.
- Zasłużyłaś na to, potrzebujesz wsparcia.




Kiedy wróciłam do domu zauważyłam walizkę przy drzwiach. Znowu wyjeżdża. Była całe dwa dni w domu. I znowu leci do Japonii. I właśnie przez takie sytuacje źle się tutaj czuję. Mama według mnie jest w tym mieszkaniu gościem. Przyjedzie na dwa dni i znowu wraca do Azji na trzy tygodnie. Nie zdziwiłabym się,jakby tam miała drugą rodzinę. Dlatego wolałam być w Stanach u Taty niż sama w tym domu.
- Jedziesz?- wskazałam palcem na torbę.
- Słuchaj Kochanie muszę. Dostałam pilny telefon,że muszę być już rano w firmie. Za godzinę mam samolot.
- Świetnie.
- Zapewniłam ci na trzy tygodnie zdrowe jedzenie. Codziennie kurier będzie przynosić ci do domu. Musisz teraz się zdrowo odżywiać. - pogłaskała mój policzek.
- Naprawdę czy Ty nie widzisz,że ta twoja praca to jest jakiś nie wypał?
- Ale dzięki tej pracy mamy mieszkanie w centrum Barcelony,masz wszystko co chcesz i mogę powiedzieć,że jesteśmy bogate.
- Tak? Czyli teraz praca i pieniądze to twoje życie? Hmm. Świetnie. Przez pięć lat jeździsz i nie możesz przestać? Jesteś gościem w tym domu? Jak byłam mniejsza to płakałam Pani Teresie,która była moją opiekunką. Miałam dosyć już. Jak chcesz to jedź. Nie wracaj! - wyminęłam ją i poszłam do pokoju. Od razu zamknęłam drzwi na klucz a następnie weszłam pod koc kładąc się na łóżku.
Otworzyłam oczy słysząc trzask drzwi. Momentalnie usiadłam na łóżku z myślą,że pewnie to Mama,która pojechała na samolot. Nawet się nie pożegnała. Wstałam jak i wyszłam z łóżka. Idąc długim korytarzem myślałam o kłótni z Kobietą,ale nie mam za złe sobie,że to jej powiedziałam. Może zrozumie? Może zmieni decyzję i znajdzie sobie inną pracę w tej firmie,że będzie na miejscu? Przecież kasa nie da jej w życiu szczęścia. Weszłam do kuchni widząc na wysepce kartkę złożoną na pół z napisem " Mama". Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.


Nie mogłam się dostać do twojego pokoju,bo się zamknęłaś. Wiesz dobrze,że ta kłótnia była nie potrzebna? Masz rację,źle robię,że cię zostawiam. Dlatego zapewniam ci opiekę, zaraz powinna przyjść. Kocham cię mocno moje słoneczko, odezwę się jutro jak już będę w Japonii. 
PS Pamiętaj o dziesiątek przyjedzie katering. Kocham 
Mama 




 
     
Barcelona



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Jest i on!
Jak się podoba?


Już w najbliższym rozdziale -->
* telefon z Seattle
* Liam
* Plusy i minusy ciąży 


NEXT ----->  2-4 WRZEŚNIA!!