sobota, 27 lutego 2016

Rozdział siódmy.

- Przecież to nie Twoja wina. Byłaś po prostu pijana a On to wykorzystał. - spojrzałam na Bellę,która siedziała po turecku na fotelu.
- Powinnaś z nim iść pogadać.
- Teraz?
- Tak teraz!- krzyknęła a Ja wstałam podchodząc do drzwi.
- Pamiętaj kibicuje wam i nie zepsuj tego Okej?
- Okej.- westchnęłam i wyszłam na korytarz zamykając drzwi. Schodząc po schodach wbijam wzrok w stół w Jadalni,przy którym siedzi Max z Eddy'm. Ich wzrok od razu wędruje na moją postać a Bratnia dusza Mike wstaje zatrzymując się przed mną.
- Wytłumaczysz mi co się stało między Tobą a Nim?
- Lepiej mi powiedz,gdzie On jest?
- Na mostku.- westchnął,a Ja go tylko wyminęłam wychodząc na dwór przez otwarte drzwi od tarasu. Wyciągam okulary z kieszeni od dżinsowych szortów,a włosy spinam w kitka schodząc po marmurowych schodach. Widzę siedzącego Mike na samym końcu drewnianego mostku rzucając cały czas coś do wody. Przypuszczam,że to kamyki. Zatrzymuje się przed wejściem na drewnianą konstrukcję biorąc głęboki wdech. Moje serce waliło jak oszalałe. Nie wiem do końca co mam zrobić. Idąc wolnym tempem zbliżam się końca mostka. Myślę co mogę mu powiedzieć,a co mogę odpuścić. Ale kiedy jestem bardzo blisko tuż za Jego plecami stwierdzam,że to są wakacje, On mi się podoba. Czy nie mogę się zabawić? Zatrzymuje się szepcząc:
- Możemy pogadać?
Nawet nie drgnął, udawał jakby mnie nie słyszał.
- Mike błagam cię.- odzywam się.
W końcu wstaje odwracając się do mnie.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Wszystko wiem,zrozumiałem a Już na pewno nie musisz mi się tłumaczyć.
Jest zdenerwowany, wyczuwam tą atmosferę. A Jego słowa po część mnie ranią.
- A jak Ja chcę spróbować?
- Co chcesz spróbować?
- Ty, Ja..No wiesz.- wkładam ręce w tylne kieszenie.
- Żartujesz sobie tak?
- Nie Mike,mówię teraz poważnie. - Podchodzi do mnie kładąc dłonie na policzkach oddając mocny,namiętny pocałunek. Ja tylko dodaję uśmiech rzucając się na Niego.
- Teraz musiałbyś przeprosić Max'a.-chwyciłam Jego dłoń idąc w kierunku domu.
- Masz rację.




Siedzieliśmy na tarasie. Każdy pogodzony z piwem ręku uśmiechał się do każdego robiąc świetną atmosferę. No poza Bellą,która chwilę temu pokłóciła się z Eddy'm. Normalność.
- Ten wyjazd jest bezsensu.- stwierdzam patrząc jak Eddy przerzuca mięso na grill'u a obok Niego wrzeszczy Blondynka kłócąc się o jakąś dziewczynę.
- Też tak uważam.- spogląda na mnie Max.
- Może warto wracać do Seattle?
- Jesteś skończonym dupkiem! Wracam do Domu!- idąc w naszym kierunku zaczęła krzyczeć Bella.
- O co się pokłóciliście.- podchodzę do dziewczyny chwytając ją za ramiona.
- Przespał się z inną.
- Skąd wiesz!
- Sam się przyznał.
- Przesadził tym razem.- omijam dziewczynę idąc prosto w Jego kierunku.
- Rose! Czekaj!- słyszę jak biegnie Bella,ale nie zwracam na to uwagi.
Okej. Nie lubię typka. Ale nie pozwolę traktować tak mojej siostry? Jasne? Kim On jest. Nikim. To,że śpi na kasie to nie oznacza,że może robić wszystko.
- Kim ty do cholery jesteś,żebyś mógł ranić wszystkich dookoła!- warknęłam popychając go.
- O co ci chodzi Rose!?
- O to,że jak ci zależy na Belli to powinieneś nie robić takich świństw!Zachowałeś się jak cholerny dupek! Nadajesz się do gazety Playboy'a.
- Przeginasz.- podchodzi do mnie,robiąc z siebie takiego silnego i groźnego.
- Uspokójcie się.- wchodzi między nami Bella.
- Może lepiej uspokój tą sukę. - Nie wytrzymuje odsuwam wymachem ręki Blondynkę i z całej siły uderzam w Jego twarz,a bardziej celując w nos,za który chwilę później chwyta się chłopak.
- Jak ty nazwałeś moją dziewczynę?-widzę tylko opętanego Mike,który ze złości popycha go na ziemię obkładając pięściami.
- Tylko potrafisz się bić na ringu i co teraz każdego tak będziesz masakrować?-krzyczy Eddy chroniąc twarz rękami.
- Mike przestań,daj mu spokój. Błagam cię.- kładę dłoń na Jego plecach.
- Mike!- z całej siły odpycham go i pomagam wstać.
Eddy próbuje się zebrać z trawy wycierając wargę oraz nos z krwi.
- Nienawidzę cię!- spogląda w Jego kierunku,a Ja z mocnym uściskiem ciągnę go na taras.
Siadam na Jego kolanach bacznie przyglądając się twarzy Mike. Cały pulsował,głęboko oddychał. Chodził jak tykająca bombka,która w każdej chwili wybuchnie.
- Spokojnie.- całuje delikatnie Jego usta.
- Dziękuje,że stanąłeś po mojej stronie.- szepczę kładąc głowę na Jego ramieniu.
- Niezły cios mu dałaś.- prycha.
- Chyba się zwijamy dziś na chatę.- widzę jak wchodzi z wnętrza domu Max.
- Chyba tak, a gdzie Bell?
- Pakuje się już.
- Też idę.- dodaję wstając.


Mija nawet niecała godzina a pod willę podjeżdża taksówka. Sporo zapłacimy za transport,ale nie wytrzymam z nim dłużej. On nikogo nie potrafi docenić a już na pewno nie Belli.Chłopacy spakowali walizki już do samochodu czekając cały czas na nas. Dopiero teraz pokażemy mu co my potrafimy.
- Wynoście się stąd.- pijąc drinka czeka z otwartymi drzwiami.
Bella wyrywa mu alkohol rozlewając mu po głowie ja natomiast oddaje mu kolejny strzał z ręki.
- Miłej zabawy szmaciarzu!- krzyczę mu prosto w twarz wybiegając z domu razem z Bellą. Pełne radości,wdzięku otwieramy drzwi do taxówki.
- Jeszcze z wami nie skończyłem!- krzyczy.










_____________________________________________________________________________

Hej ;)

WIDZIMY SIĘ --->  4-6 MARCA





piątek, 19 lutego 2016

Rozdział Szósty.


Cały dzień zleciał dosyć szybko. Nic szczególnego na tej cudownej posesji nie robiliśmy. Odkąd tu przyjechaliśmy ciągle pijemy. Cały czas. Pijana jestem już dobre parę godzin,ale nad wszystkim jeszcze panuje i cały czas kontaktuje. W końcu nadszedł wieczór. Pierwszy wieczór tutaj i pierwsza impreza. Eddy ściągnął swoich znajomych,aż z Seattle. Jesteśmy na "wakacjach" no bardziej na wyjeździe i on tu obcych ludzi sprowadza. Czyżby mu nie wystarczamy? Zabrałam kolejne piwo,z jednej ze skrzynek,które stały na stole w kuchni. Dookoła mnóstwo ludzi. Kątem oka widzę świetnie bawiącą się Belle,która tańczy na jakimś fotelu a w bardzo bliskiej odległości stoi Max z Eddy rozmawiając z jakimś chłopakiem. Jednak w całym tłumie nie dostrzegam Mike. Nie przejmuje się tym zbytnio. Otwieram piwo i wychodzę na taras,gdzie jest też parę osób. Mijam je udając się do schodów wykonanych z jakiegoś drogiego marmuru lub innego tworzywa. Nie znam się do końca. Prowadzą w dół. A tak naprawdę to do drewnianego mostku,który znajduje się na jeziorku.
Mijam parę drzew i nagle czuję,że jestem na podeście.  
Idąc robię trochę hałas, z powodu starego drewna. Unosząc głowę widzę niebo pełne gwiazd i ćwiartkę księżyca,ale oprócz tego wszystkiego zauważam na samym końcu mostku lampkę. Tak to jest światło,tak mi się przynajmniej wydaje lub jestem już tak bardzo pijana i powinnam wracać. Jeszcze się utopię.
- Mówiłem,że chce być sam!- zatrzymuje się,a z przerażenia wylewam na nogę piwo. Rozpoznaje ten głos,tą barwę. Zbliżam się jeszcze bardziej i dostrzegam osobę, a dokładnie poprzez światło odbijające się na plecach,że to jest dobrze zbudowany chłopak. 
- Nie chce się powtarzać. Dajcie mi do cholery spokój!- wkurzony krzyczy nachylając się po światło a następnie unosi je w górę.- Kto tam jest?- rozpoznaje Mike.
Robię parę kroków do przodu,aż do momentu kiedy skrawek światła chwyta moją postać a Chłopak może rozpoznać,któż tam był.
- Nie chciałam ci przeszkadzać,ale ta impreza do góry(pokazuje palcem na budynek,który znajduje się na skałach i słychać jeszcze muzykę) jest strasznie nudna..
- Jesteś pijana. Siadaj.- usiadł klepiąc miejscem obok siebie. 
Robię tak jak każe. Czuje coś miękkiego pod tyłkiem. Chyba jakiś koc zabrał z domu. Biorę łyka piwa i chwile później opieram głowę na jego prawym ramieniu a On mocno obejmuje mnie w pasie. 
- Widzę,że brak humoru ci dopisuje.
- Mam powód.- odpowiada prawie warcząc.
- Mogłam nie pytać.- szepczę,ale za pewne to słyszy.
- Czemu mi nie powiedziałaś,że planujesz za dwa tygodnie wrócić do Barcelony.
- A czyli o Mnie chodzi!- spoglądam na Niego kładąc między nami lampkę.To dlatego był cały czas taki "tajemniczy".
- Czemu mi nie powiedziałaś.- pokiwał głową.
- Mike jestem na wakacjach,a tam mam rodzinę, znajomych,uczelnię. Muszę wracać.
- Wczoraj jeszcze mówiłaś coś innego.
Odwracam głowę w kierunku wody,która w blasku księżyca wygląda mrocznie i cudownie. Jest tu naprawdę świetnie!
- Nad czym ci tak bardzo zależy. Zrobi ci to jakąś różnice czy będę tutaj czy w Hiszpanii?
Dopiero kiedy wypowiedziałam to, zrozumiałam,że wczoraj mi powiedział jak mu na mnie zależy. Cholera!
- Wiesz co nie było tematu. Jesteś naprawdę pijana. Może cię odprowadzę do pokoju. Jutro wrócimy do tej rozmowy. - wstał podając mi dłoń. Ruszyłam pierwsza kończąc alkohol a Mike zabrał lampkę oraz koc.
- Tylko mi tu czasem nie wpadnij do tej wody. Jest pewnie cholernie lodowata!- dodaje z śmiechem bacznie mnie obserwując. 
Mija niecałe dziesięć minut a już znajduje się w swoim pokoju. Będąc na środku pokoju ściągam szorty zostając w koronkowych majtkach oraz top ukazując w tym samym kolorze stanik. Następnie rzucam się na łóżko przykrywając się do pasa.
Widzę jak z balkonu wchodzi do pokoju Mike,który od razu spogląda na spodenki i top,który leży na podłodze. 
- Powiedz mi,że masz coś na sobie pod tą kołdrą?- pyta stojąc tuż obok mnie.
- Oczywiście. Mike połóż się obok mnie.
Spojrzał na mnie i przez chwilę się zastanawiał. Bacznie mnie obserwował i w końcu zmięknął i zrobił to co chciałam. Ściągnął z siebie czarny T-shirt ukazując piękne ciało, prawdziwego Boga. 
Opierając głowę o ramę łóżka objął mnie a ja ułożyłam głowę na jego torsie. 
- Wiem,że jestem pijana. Uświadamiam to sobie.
- No to też dobrze.
- Ale wiem dobrze,że Ty coś czujesz do mnie.- uniosłam głowę kładąc dłoń na jego brzuchu będąc na równi z jego twarzą. W ten sposób ukazałam swój biust w czerwonym koronkowym staniku oraz skrawek umięśnionego brzucha.Od razu Jego wzrok ląduje niżej. Mimo,że Ja przez cały czas patrzę na Niego. Halo oczy mam wyżej?
- Skończmy ten temat co?
- A może nie chce?- podnoszę się jeszcze wyżej i jeszcze bliżej jego ust. Nie zastanawiam się po prostu go całuje. A On momentalnie odwraca mnie nie przerywając pocałunku. Tym razem to Mike był na górze. Zaczęło być namiętnie. Oplotłam ręce na jego barkach a nogi w pasie. On za to zaczął składać pocałunki wszędzie: dekolt, usta, szyja,szczęka. Zaczęliśmy się zachowywać jak opętani ludzie. 
- Kocham cię.- szepcze do mojego ucha. Spoglądam na niego. "zatrzymując to wszystko" Wbijam wzrok w jego zamyśloną twarz czekając co na to powiem. Co powiem na słowo " Kocham cię" Przetrawiłam to i składam lekki pocałunek na Jego ustach trzymając dłonie na jego policzkach. 
- Ja ciebie też.


Rano

Otworzyłam oczy widząc drzwi z ciemnego drzewa. Oprócz tego rozpoznaje,że jest już ranek widząc jasność w całym pokoju. Biorę głęboki wdech i zastanawiam się co wczoraj tak na serio robiłam. Muszę sobie wszystko po kolei poukładać. Przyjechaliśmy tutaj. Coś koło 11 rano. Później był obiad i tam już się pojawił alkohol. No tak.. Później? Emm? Aaa. Później się opalałam na tarasie pijąc kolejnego drinka. Jeszcze pamiętam jak Eddy przychodzi do nas mówiąc,że dziś wieczorem jest wielka impreza. Pamiętam jeszcze popołudniu lody,jezioro i wszędzie alkohol. No i podsumowując. Najebałam się bo nic więcej nie pamiętam. Kompletnie. Unoszę głowę widząc rzucone ubrania na podłogę. Yeep! Tak właśnie robię po pijanemu. Widzę jeszcze przy łóżku butelkę amerykańskiego piwa. Oczywiście pustą. No jakby inaczej. No dobra. Koniec żartów. Chyba nic tak na serio się nie stało. Mimo,że się upiłam. Mały,ale to malutki szczegół. 
- Nie śpisz już? - Moje oczy mają największy rozmiar jakiś się da zrobić słysząc zaspany męski głos,który należy do Mike. Wstaję obok łóżka patrząc na Jego nagą klatę. Faktycznie taki poranek mógłby być codziennie. 
- Powiedz mi,że my nie zrobiliśmy tego.
- Oczywiście,że nie.
- Jak ty się tu znalazłeś?
- Emm..- pokazuje palcem w kieurnku mojego ciała. Spoglądam w dół widząc siebie w koronkowym komplecie. Super nie mogłeś powiedzieć wcześniej.
Siadam na rogu łóżka owijając się ręcznikiem,który leżał na krześle tuż obok. 
- Więc?
- Przyszłaś do mnie na pomost wieczorem? Pamiętasz? - kiwam głową,że nie.- Później stwierdziłem,że na serio jesteś nieźle pijana i zabrałem cię do pokoju. Oczywiście nasz Gospodarz zrobił taką wielką imprezę,że nawet gdybym ci dał całe opakowanie leków nasennych to i tak byś nie spała. I wtedy nas trochę poniosło.- uśmiechnął się łobuzersko.
- Mike nie żartuj sobie,tylko lepiej mów.
- Trochę się całowaliśmy i poszliśmy spać.
- Nieźle..- strzelam sobie face palma. Nigdy więcej nie wypije alkoholu.
- Spokojnie Bella była w gorszym stanie.
- Coś jeszcze?- spoglądam na niego. Już chyba nic mnie nie zaskoczy.
- No jeszcze wyznałaś mi miłość.
- Co zrobiłam?- wbijam wzrok w Niego. Przecież On dobrze wie,że od razu nie możemy być razem. Nie należę to dziewczyn,które są łatwie.. ( Nie wcale mi tu nie chodzi o Belle.. Ups.. Przepraszam Sister..) Nie pozwolę na to,abyśmy byli razem tu teraz już... Jeszcze po pijanemu. Mam nadzieje,że mnie zrozumie. Faktycznie czuje coś do Niego,ale jeszcze nie teraz. Musimy się bardziej poznać,przebywać razem. On mnie od samego początku pokochał,ale na związek musi poczekać.
- Mike,ale wiesz,że to było niekontrolowanie emocji..- patrzę na Jego trochę przygnębioną minę,ale chwilę później przyznaje mi rację dodając,że byłam kompletnie pijana i mnie rozumie. 
- Mike...- widzę jak zakłada na siebie T-shirt. Widzę,że się wkurzył. Liczył na to coś z mojej strony.
- Mike do cholery! - spoglądam na zamykanie się drzwi. Wyszedł. Z złym humorem opuścił moją sypialnie. Rzucam poduszką w drzwi wstając z łóżka wciągając na siebie luźny T-shirt,który przykrywał mi tyłek a następnie wyszłam na balkon. Na dworze było już tak ciepło,że prawie się rozpuszczałam jak lód. 
- Ej stary co ci!- widzę dwie postacie. Jedna,która wyglądała tak samo jak ten chłopak,który mnie kompletnie olał i wyszedł z pokoju a drugą osobą był Max.
- Daj mi spokój! Chce być sam.
- Co ty odpierdalasz. Wczoraj sam,dzisiaj od rana też. O co chodzi.- zatrzymuje się tuż przed nim bacznie się mu przyglądając,gdy nagle Mike unosi wzrok na mój balkon i się odwraca idąc w stronę mostku. Momentalnie Max odwraca głowę wbijając wzrok w moją postać,a Ja zsuwam się po szklanej barierce czując jak łzy lecą po moich policzkach.
- Hej Rose co jest..- widzę jak do pokoju wchodzi skacowana przyrodnia Siostra.
- To moja wina.- szepczę obejmując Blondynkę.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej i czołem!!
Jak tam u was? 
A jak rozdział?
Mi się osobiście podoba :)
Zapraszam do czytania!

WIDZIMY SIĘ ---> 26-28 LUTY

środa, 10 lutego 2016

Rozdział : 5

Siedziałam na blacie w kuchni od dłuższego czasu. Trzymając kubek z sokiem zauważam jak z góry schodzi Merry z Tatą ubrani w eleganckie ubrania w kierunku drzwi.
- Uważajcie na siebie. Błagam was.- wychyla się głowa Ojca na co kiwam głową.
Zgodziłam się. Tak właśnie to zrobiłam. Jadę na wyjazd z tym chujem i chłopakami. Spoglądam na telefon,na którym widnieje połączenie od mojego kolegi z Barcelony.Szybkim ruchem naciskam na zieloną słuchawkę i wychodzę na korytarz.
- Cześć!
- Cześć Lucas,jak tam?
- No wszyscy czekają aż wrócisz.
- Jeszcze na pewno nie wrócę.
Widzę jak drzwi się otwierają a do domu wchodzi Max. Uśmiechnięty mija mnie i siada na krześle bacznie mnie obserwując.
- Co ty tam właściwie robisz? Co? Nie stęskniłaś się za mną?
- Hmmm. Za tobą bardzo!- zaczęłam się śmiać.- Słuchaj jestem tutaj na razie na miesiąc. Za trzy tygodnie jestem.
- No i o to mi chodziło! Do zobaczenia!- wkładam telefon do spodenek wchodząc z powrotem do kuchni.
- Cześć.
- Hej. Spakowana?
- Ta..
- Widzę,że się mało cieszysz na wspólny wyjazd.
- Nie podoba mi się mały szczegół.
- Niech zgadnę. Eddy?
- Bingo.
- Jestem gotowa!!- odwracam głowę widząc Bell schodzącą z schodów z dwoma walizkami.
- Widać.- podchodzi do niej Max zabierając torby.
- Dalej jesteś zła?
- Trochę.
- Weś! Będziemy się świetnie bawić.
- Hej! Dziewczyny! Chodźcie!- słyszę wołanie z dworu.
- Na nas czas.
Posyłam dziewczynie lekki uśmiech i wychodzę na dwór zakładając okulary przeciwsłoneczne.
- Zostaje na trzy tygodnie.
- Co?
- Słyszałem Mike.
Idę w kierunku najnowszego ranger rover'a, przy którym stoi Mike z Max'em a ten dupek pakuje wszystkie torby do bagażnika.
- Hej Rose.
- Cześć Ed.- odpowiadam.
- Brak humoru.- dodaje Bella składając na jego ustach pocałunek. Nie kurde wcale ze sobą nie są. Wcale.. Przytuliłam na przywitanie Mike,który był trochę zmieszany i z pewnością domyślał się,że słyszałam ich całą rozmowę.
- No to jedziemy!- dodał Edd. A ja wpakowałam się na same tyły pojazdu a za mną Mike z Max'em. Wielmożny Pan z wielmożną Panią siedzieli na przodzie. Okulary nałożyłam na głowę,którą oparłam o okno widząc oddalające się budynki mieszkalne.



Minęło już sporo czasu. Może dwie,trzy godziny. Podnoszę głowę z ramienia Mike. Spałam. Spoglądam na przód Bella także śpi. Eddy skupia się na drodze a Mike z Max'em o czymś gadają.
- Edd kiedy będzie ten cholerny postój?
- Już Mike już kurwa.- odpowiada zjeżdżając na parking stacji paliw. Podjeżdża na stanowisko wysiada z auta tak samo my robimy zostawiając śpiącą Blondynkę.
- Jeśli myślisz,że zatrzymałem się po to abyś się mógł wylać to jesteś w błędzie stary!- podszedł do niego Mike szturchając go ramieniem.
Dogoniłam Chłopaka,który podążał w stronę stacji paliw. Weszliśmy do dużego budynku. Cały był wypełniony jedzeniem, akcesorią do samochodu a za blatem stał młody szczupły brunet.
- Toalety? - pyta Mike a on tylko wskazuje kierunek.
Zatrzymuje się przed drzwiami,które otwieram i wchodzę następnie do damskiej toalety.
Widok jaki zastałam był bardzo straszny. Umywalka nie myta od tygodnia,na ścianach jakieś napisy a w kiblu ulatniały się straszne zapachy. Byłam bardzo zniechęcona się tutaj załatwić,ale wiedziałam,że już nie będzie kolejnego przystanku. Więc się w końcu zdecydowałam,że skorzystam jednak z tej toalety. Kiedy planowałam już umyć ręce popchnęłam drzwi widząc umywalkę i lustro. Wypuściłam wodę z kranu widzą jak się drzwi otwierają, a do środka wszedł we własnej postaci Eddy.
- Męski jest obok.- rzekłam wycierając ręce szarym papierem.
- Musimy chyba pogadać.
- Emm a mamy o czym?- mijam go podchodząc do drzwi.
- Czekaj.- chwyta mnie w mocnym uścisku za rękę.
- Co ty chcesz?- dosłownie warczę.
- Wiedziałem,że jednak nie przypadniemy sobie do gustów.
- Co ty ode mnie chcesz Edd.
- Myślisz,że nie wiem co o mnie sądzisz?
- Coś jeszcze.- patrzę w jego oczy.
- Jeśli na serio myślisz,że Bella sobie mnie odpuści to jesteś w błędzie.
- Pff. Jesteś zbyt pewny siebie.- popchnęłam drzwi widząc Mike,który miał wkurwiony wzrok bacznie obserwując Eddy'ego.
- Wróć się.- popycha go i wchodzą z powrotem.Słyszę tylko jak Mike podnosi głos mówiąc mu,żeby się ode mnie odczepił.
- Jest zajęta?- widzę dłoń zaspanej Belli.- Czy tam jest Edd z Mike'm?!- popycha drzwi.
- Jeszcze raz coś jej powiesz a masz przejebane.- popycha go na ścianę a Eddy go uspokaja widząc jak do środka wchodzi Bella.
- Co tu się dzieje!?
- Już nic.- wychodzi Mike zostawiając ich w środku.
Widząc wściekłego chłopaka odchodzę nie zwracając uwagi na nic. Mijam parę osób w przejściu u wychodzę na część sklepu opuszczając budynek.
- Rose czekaj..- chwycił moją dłoń.
Spoglądam w Jego oczy,które po woli zmieniają się na mniej wścieklejsze. Lekko się uśmiecha na co odwzajemniam.
- Musiałem zareagować,żeby wiedział.
- Co wiedział.- opuszczam okulary będąc w jego objęciu.
- Żeby wiedział,że jesteś moja.- szepnął.
A ja tylko lekko się uśmiecham składając pocałunek na jego ustach.
- Zawsze się wkurzam jeśli coś mi nie wychodzi, albo na czymś mi zależy. Takie drugie oblicze.- całuje w czoło a następnie obejmuje mocno moją dłoń idąc do auta ,w którym siedzi Max.
Chwilę później wsiada kierowca z przyrodnią siostrą.
- Co tam się stało? - pyta Max.
Widzę tylko wzrok w lusterku Eddy'ego. Najpierw na mnie później na Mike.
- Nic.- odpowiada.
Przez kolejne trzydzieści minut jedziemy i w końcu zjeżdżamy z drogi ekspresowej w leśną drogę. Jadąc między drzewami nic nie widać dopóki nie wjeżdżamy pod wielką bramą, za którą biegają dwa duże boksery i chodzi ochrona.
- Dzień dobry Panie Frederic!
- Eddy! Wjeżdżaj.- odkrzykuje wciskając pilot a brama się na oścież otwiera. Wysiadam z auta podziwiają widoki. Jest tutaj jakbyśmy byli w lesie,nad jeziorem i w najdroższym miejscu jednocześnie. Widzę jak z tarasu wychodzi starsza kobieta z ręcznikiem w ręce.
- Obiad jest gotowy Eddy.
- Dziękuje Pani Eve.
Każdy zabiera swoją torbę wchodząc do środka domu,a dokładnie do salonu.
- Chcecie te same pokoje?
- No raczej.- odpowiada Max.
- Chodź Rose pokaże ci pokój.- spoglądam na Mike,który najchętniej zrobiłby to za Niego.
Zabiera moją walizkę wchodząc do góry po drewnianych schodach. Uuu. Jaki dżentelmen, pewnie zdarza mu się to raz na rok. Chyba dzień dobroci dziś. Zatrzymaliśmy się przy jednych z beżowych drzwi,których na korytarzu było sporo.
- Proszę.- otwiera wskazując dłonią. Robię jak karze. Wchodzę do środka pokoju widzą wielką sypialnie z widokiem nad jezioro. Bardzo luksusową sypialnie.
- Ulubiona sypialnia mojej mamy.
- Wiesz Ja mogę spać,gdzieś indziej.
- Nie no co ty. Pokój dla wyjątkowej osoby.- posłał uśmiech. - Jak się rozpakujesz to zejdź na dół na obiad.- wyszedł,ale i zaraz wrócił.
- A no i szczęścia z Mike'm.- uśmiechnął się i wyszedł zamykając drzwi.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Hej!
Jak się podoba?
Przepraszam za opóźnienie.
Czytamy! :)
No i do zobaczenia..

WIDZIMY SIĘ --> 19-21 LUTY!

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział Czwarty.

Zajeżdżamy pod włoską restauracje. Przynajmniej tak mi się wydaje,gdyż nad drzwiami widnieje napis po włosku. Wysiadam z samochodu czekając aż to samo zrobi Mike. Dopiero kiedy wysiada zauważam jak nieziemsko wygląda. Ciemna koszula,marynarka.
- Naprawdę świetnie wyglądasz.- uśmiecham się kiedy podchodzi do mnie otwierając drzwi do budynku. Wchodząc do środka dostrzegam kilka stolików wolnych. Zajmuję miejsce przy stoliku dla dwojga siadając na bardzo wygodnym skórzanym fotelu. Biorę do ręki kartę Menu kątem oka obserwując jak kelner nalewa nam wina.
- Bella mi wszystko powiedziała.- podniosłam wzrok za karty widząc zdziwienie Mike.
- Dokładnie o czym?
- O nas.- posłałam uśmiech.
- Ona ma czasem nie wyparzony język.- westchnął zaciskając zęby.
- Cała Ona.-spojrzałam na kelnera.- Poproszę spaghetti. - Ja również.- dodał Chłopak.
- To jaki jest powód,że tutaj jesteśmy?- odłożyłam Menu patrząc na Bruneta.
- Jeden powód znasz. A drugi jest taki,abyśmy się bardziej poznali.
- Mhm.- lekko się uśmiechnęłam.
- To co chcesz o mnie wiedzieć?- dodałam.
- Jesteś zajęta?- kiwam przecząco głową.- O przeszłość nie pytam. Nie chcę cię męczyć. A sport jakiś uprawiasz?
- Biegam,ćwiczę. Jak każda dziewczyna w moim wieku. A ty?
- Boks.- spojrzałam na niego z przerażeniem.- Coś nie tak?
- Nie,nie.. Zdziwiłam się tylko. A Max też?
- Tak.- posłał uśmiech.
- Jego Ojciec ma Club, w którym ćwiczymy.
- Walki też?
- Też.
Świetnie- pomyślałam. Boks jest strasznym sportem. Nie ukrywajmy. Cały czas obserwowałam Go. Przecież nic o nim nie wiem.? O czym rozmawiać. O co mogę zapytać?
- A rodzina?
- Moi rodzice zginęli w wypadku,a Brat mnie zostawił rok temu.
- Przepraszam..
- Nie przepraszaj, skąd mogłaś wiedzieć. 
- To sam mieszkasz?
- Tak parę ulic od domu Belli. - odpowiedział kiedy młody kelner przyniósł nam jedzenie.
- Smacznego.- dodał odchodząc.
- A jak się poznaliście z Bellą?
- Była jakaś impreza. Podeszła do nas i Max zorientował się,że to jest Jego sąsiadka.Później u Eddy'ego też się widzieliśmy i jakoś tak lecą dwa lata. - Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne.- rzekłam jedząc pyszne jak i gorące spaghetti.
- Nie jesteś czasem zła na Bellę i Marry,że odebrały ci Ojca?
- Na początku byłam i to bardzo. Ale teraz są dla mnie jak rodzina. Mam słaby kontakt z Mamą. Ciągle wyjeżdża,bo współpracuje z jakąś firmą w Chinach. Czasem warto zostawić całe swoje życie na dwa miesiące i przyjechać do Seattle. Naprawdę warto. Pewnie w Barcelonie siedziałabym na plaży ze znajomymi przy piwie i jak co dzień byśmy się świetnie bawili.
- To czemu tu przyjechałaś tak właściwie?
- Myślałam też o tym,aby tutaj studiować.
- Zostawiłabyś wszystko?.
- Przyjaciele,imprezy i słońce z Barcelony to nie wszystko. Mamę widuję dwa dni w tygodniu i jest to Sobota i Niedziela. W sobotę wychodzę na miasto a w Niedzielę się uczę i tak naprawdę nie mam kiedy z nią pogadać. Tylko ciągle dzwoni. Jest strasznie zapracowana,dobrze mnie wychowała,ale czasem mi jej brakuje.
Siedząc patrząc na chłopaka dużo myślałam o tym wszystkim. O mamie, studiach, znajomych. Jestem tutaj trzeci dzień i nikt nie zadzwonił, nie napisał. Jakbym wyjechała w miasto,gdzie nie ma cywilizacji,zasięgu i życia.
- Zbieramy się?
- Chyba tak.- lekko się uśmiechnęłam wstając.
Wychodzimy na zewnątrz. Mike otwiera dla mnie drzwi pasażera i chwilę później zajmuje miejsce kierowcy.
- Pojedziemy w jeszcze jedno miejsce.
- Okej.- odpowiedziałam wbijając wzrok na ciemną ulicę,którą mijaliśmy.




Zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu. Mike usiadł na barierkach. Podeszłam do Niego przekładając nogi na trawę i siadając obok niego widząc cały piękny widok na miasto nocą. Było słychać dużo dźwięków, hałasu a tutaj był spokój. Na ulicy było zaledwie parę lamp i oprócz parku po drugiej stronie nic tu nie było.
- Fajne miejsce.
- Max mi je pokazał kiedy mieliśmy dziesięć lat. Zawsze się śmialiśmy,że to miejsce ,w którym możesz mówić wszystko i tak cię nikt nie usłyszy. Mieliśmy bazę tutaj zrobić,ale rodzicie się nie zgodzili. Naprawdę świetne miejsce. - westchnął wspominając.
- Rose chce wiedzieć czy Ty i Ja.. Jest jakaś szansa.?
- Na tą chwilę trudno mi o tym mówić skoro znamy się parę dni.
- Ja nie oczekuję nic od Ciebie teraz. Ale pytam na zapas.
- Tak.- posyłam uśmiech kładąc głowę na Jego lewym ramieniu.
Poczułam jak obejmuje mnie ręką przyciągając bardzo blisko siebie. Podniosłam wzrok w górę widząc jak bacznie mnie obserwuje. Nachyla się trochę w moim kierunku a Ja składam lekki pocałunek na Jego ustach. Spoglądam na Niego zastanawiając się czy to jest na pewno dobry pomysł,aby całować się na pierwszej randce i po trzech dniach znajomości. Gdy nagle Mike nie zastanawia się i całuje mnie namiętnie..
Odsunął głowę patrząc się prosto w moją stronę. Nic nie mówiliśmy tylko się patrzeliśmy. Kiedy nagle zadzwonił Jego telefon. Przejechał palcem po ekranie przykładając do ucha.
- Co jest?.. Serio teraz Max? Nie możemy za godzinę? Dobra.- zdenerwowany wkłada iPhone do kieszeni wstając i podając dłoń.
- Musimy jechać. Max mnie potrzebuje. - chwytam Mike dłoń przechodząc przez barierki idąc do samochodu. Jest zły, widać to. Wsiada przed kierownicą zniesmaczoną miną napina mięśnie twarzy odjeżdżając.
- Wszystko Okej?- kładę delikatnie dłoń na Jego kiedy zmienia bieg.
- Tak.- odpowiada spokojnie.
- Mike jeśli chcesz o czymś pogadać to możesz mówić.- pokręcił głową i zaczął się śmiać pod nosem.
- Uwierz mi o tym byś nie chciała rozmawiać.
Kolejny raz mnie zaskakuje. Widzę,że coś ukrywa,ale nie chce za cholerę tego powiedzieć. Wierzę w to,że kiedyś mi to powie. Gdyby to nic ważnego nie było to by się teraz nie denerwował.
- Jesteśmy na miejscu.- spojrzałam na znaną mi ulicę.
- Dziękuje za kolację.-ucałowałam jego policzek. - Ja również.- dodał,kiedy wysiadłam z auta.
- Cześć.- widzę przed sobą wysokiego chłopaka z torbą sportową na ramieniu.
- Cześć Max.- odpowiadam kiedy mnie przytula.- Pięknie wyglądasz.- szepcze otwierając drzwi a Ja mijam samochód czując ich wzrok na sobie wchodząc na ścieżkę,która prowadzi do domu. Lekko naciskam klamkę i zamykam drzwi wchodząc do środka domu.
- Co tak szybko?
Spoglądam na zdziwioną Marry,która siedzi na fotelu oglądając jakiś film.
- Mike musiał coś załatwić.- dodaję widząc jak z góry schodzi Bella.
- Wystawił cię serio?
- Bell! Wcale,że nie. Musiał gdzieś jechać z Max'em.
- Chodź na górę! Pogadamy w pokoju na spokojnie. - dodała kiedy wspinałam się za nią po schodach.
- Całowaliście się chociaż?- usiadła na łóżko zamykając laptopa.
- Może..- zaczęłam się uśmiechać.
- Z języczkiem?
- Bella!
- No muszę wiedzieć po prostu!- zaczyna się śmiać.- A mówił ci gdzie musieli jechać?
- Był bardzo zdenerwowany. A ty czegoś nie wiesz? Skoro się przyjaźnicie dwa lata?
- Rose,gdybym wiedziała jakie mają tajemnice to bym ci dawno powiedziała uwierz.
- Pozwalasz sobie,aby ci nie mówili prawdy? Coś ukrywali? Bella!
- Wiem,że coś kryją,ale nie mieszam się. Skąd mam wiedzieć,czy to nie jest jakieś gówno. Wolę,żyć bez świadomości i przyjaźnić się niż wiedzieć i nienawidzić ich.
Usiadłam na krześle zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi. Gdyby to naprawdę nic nie znaczyło dawno by mi to powiedział Mike. Choćby dziś na kolacji.
- Właśnie zapomniałam ci powiedzieć. Był u mnie Eddy i wspomniał czy nie pojechałybyśmy z nim i z chłopakami nad Jezioro,gdzie ma super willę.
- Bella po tym wszystkim dalej chcesz z nim gdzieś jechać?
- Rose błagam cię nie zaczynaj.
- Dobra to jedź!- krzyknęłam, jak jej tak bardzo zależy jechać z tym dupkiem.
- Ale bez Ciebie nie pojadę.
- Ale Ja z nim nie chcę jechać.
- Rose weź no! To tylko parę dni.
- Parę dni, czyli ile?
- Pięć może siedem.
- Na tydzień? Oszalałaś?! Marry wie?
- Jeszcze nie.
- Kiedy mielibyśmy wyjechać?
- Jutro rano.
- Jutro rano!? Świetnie.- wstałam otwierając drzwi.
- Rozumiem,że mam się pakować?- dodała kiedy wyszłam z pokoju.





--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej :)
Jak się podoba?
Widzimy się za tydzień!

5-7 LUTY!



                                             


piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział Trzeci.

Podjechaliśmy pod dom. Mike zatrzymał pojazd jednocześnie go po prostu wyłączając. Otworzyłam drzwi spoglądając na chłopaka.
- Dziękuje.
- Nie ma za co.
- Właśnie,że jest za co.- odparłam składając lekki pocałunek na Jego policzku.
- Nie wyjeżdżaj.- chwycił moją dłoń kiedy chciałam wysiąść.
- Ale po co mam tu być?! Skoro Ona nie chce.
- Rose przecież wiesz jaka jest Bella.
- Właśnie,że nie!Ja osobiście znałam inną Bellę, która miała dwanaście lat i biegła z dwoma długimi warkoczami.- zamknęłam drzwi odchodząc. Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Przez szklaną, ozdobną szybę widzę cały czas mustanga i wpatrzoną się postać w dom. Mike mnie nie rozumie. Nie wie jak to jest. Kiedyś była moją najlepszą siostrą,chociaż nic ze sobą nie mamy wspólnego. Kiedyś była wszystkim mimo,że jesteśmy obydwie jedynaczkami. A dziś podsumowała ten cały czas jaki razem przeżyłyśmy. Pokazała,że się zmieniła. Gdzie jest moja Bell.
- Rose?- zdziwiła się Marry kiedy zabrałam butelkę wody z lodówki. - Co się stało? Gdzie Bella?
- Została na imprezie. Wolała się pieprzyć z Eddy'm niż wracać ze mną.
- Pokłóciłyście się?- podszedł zmartwiony Ojciec w nocnym stroju. Nie może być późno skoro nie śpią.
- Trochę. Kazała mi wracać do Barcelony.
- Przecież jesteś tutaj dopiero dwa dni.- dodała Kobieta.
- Nikt mnie tutaj najwyraźniej nie chce.- minęłam ich idąc na górę. W między czasie słyszę powstrzymującą Marry szepcząc do Ojca,aby dał mi spokój. Wbiegam do pokoju siadając na łóżku. Jest 22:43 młoda godzina chociaż,że na niebie pojawiły się od niedawna gwiazdy. Biorę łyk chłodnej wody i rzucam ją gdzieś na łóżko.Wbijając przez cały czas wzrok w komodę,która gdzieś stała przed mną myślałam o tym wszystkim,gdy nagle usłyszałam trzask w okno. Spojrzałam się na nie mimo,że nic tam nie było. Wbijam wzrok jeszcze bardziej i dostrzegam kolejnego kamienia,który się odbija o szkło.Raptownie wstaję i podchodzę otwierając okno. Wpatruję się w drzewo,które jest bardzo blisko okna.
- Myślałaś,że cię zostawię tak samą?- słyszę głos Mike,chociaż że go nie widzę dopóki nie wciska lampkę w telefonie siedząc na drzewie.
- Dobry sposób.- opieram ręce na parapecie.
- Zawsze siedziałem tutaj z Max'em czekając na Belle i czasem podglądając ją jak chodzi po pokoju w ręczniku.- uśmiechnął się.
- Zapamiętam to!
- No kurde! Mogłem nie mówić.- zaczął się śmiać.
- Nie wiem co o tym myśleć.- przełożyłam nogi przez parapet,na który usiadłam spuszczając wolno nogi..
- Tylko mi nie spadnij! Najgorszą rzeczą jaką byś zrobiła to jakbyś wyjechała.
- Mike ale ty mnie nie rozumiesz kompletnie..
- Rozumiem cię. Naprawdę.
- Niech ci będzie.
- Słuchaj miło się gada,ale obiecałem Max'owi,że wrócę za godzinę.
- Leć. - odpowiedziałam wracając do pokoju.
- Ej Rose!- szepnął stojąc pod oknem.- Rose!- powtórzył.
- Co!- szepczę wychylając głowę.
- Na poprawę humoru idziesz jutro ze mną na kolację. Musisz się zgodzić, mi się nie odmawia!- dodał znikając z mojego pola widzenia. Tylko pokiwałam głową zamykając okno. Ściągnęłam z siebie ubrania i w bieliźnie wchodzę pod kołdrę zasypiając....


- Rose, żyjesz?- słyszę ciche pukanie do drzwi. - Daj mi spokój Marry.- odpowiadam.
- Musisz zjeść coś. Jest już popołudnie a ty siedzisz w pokoju.
- Nie mam ochoty na nic. - wstałam z łóżka zakładając na siebie szorty z sportowym topem w kolorach fioletu. Spięłam włosy w koka i zamknęłam książkę,którą zabrałam z Barcelony. Podeszłam do drzwi słysząc dzwonek i rozmowę. Lekko uchyliłam drzwi widząc przez strzebelki Max'a i Mike.
- Rozmawiałyście?- pyta.
- Nie.- odpowiada smutna Bell z przygnębieniem.
- Chamsko się zachowałaś Bella.- rzekł poważnie Mike. Stwierdziłam,że nie trzeba się chować. To Ona musi mnie przeprosić a nie Ja nią. Trzasłam drzwiami a trzy pary oczu spojrzały w moją stronę. Na boso schodzę wszystkich mijając.
- Myślałem,że będzie lepiej.- westchnął Max.- Dobra teraz masz czas,aby to naprawić bo nieźle zjebałaś Bella!-krzyknął Max,a Ona tylko zamknęła drzwi. Usiadłam przy stole jedząc porcję obiadu jaką zostawiła dla mnie Marry.
- Rose możemy pogadać.- widzę jak siada przed mną kiedy przełykam makaron.
- A mamy o czym?- zdziwiłam się.- Skoro twierdzisz,że mam tak nudne życie i mam wracać do Barcelony. - wstałam z stołu mijając dziewczynę.
- Proszę cię..- chwyciła moje ramię kiedy wciągałam na nogi Vansy. Spojrzałam na nią kiedy otwierałam drzwi i nic nie mówiąc po prostu wyszłam. Z powodu lata i bardzo wysokiej temperatury zakładam na oczy okulary przeciwsłoneczne.
- Rose wybacz mi!- zatrzymałam się stojąc prosto w kierunku samochodu Max'a przy którym stał razem z Mike'm.
- Ale przecież Ja jestem inna.!? Ja w stosunku do Ciebie jestem nikim!-krzyczę.- Nie zdajesz sobie sprawy jakie miałam życie. Wcale. Możesz tylko porównać dzieciństwo bo zawsze byłyśmy razem. Ale nic nie powiesz jakie teraz mam. Wiesz dlaczego chciałam ci wbić do Twojej głowy,abyś przestała być z Eddy'm! Bo sama się w takie gówno wplątałam. - zdziwiła się stając przed mną. Czuję również jak podchodząc chłopacy z tyłu lub chociaż się zainteresowali naszą "rozmową" robiąc jedną wielką szopkę.
- Myślisz,że jak będziesz z kolesiem,który ma najlepszy samochód w mieście, rzuca wszędzie kasą i co weekend wydaje tyle kasy na imprezach co ty przez miesiąc? Myślisz,że jest fajnie.? A wiesz jak mówią na takie laski. Puszczalskie. Nic innego. Jedyne określenie. Jeśli z nim to zrobiłaś to ci współczuje. Bo wiem jak to jest. Nie słuchałam nikogo. Nawet przyjaciół. A wiesz co najlepsze przez Niego jestem jaka jestem. I ta cecha zostaje z Tobą na zawsze.- odwracam się nic nie mówiąc i czując jak łzy lecą przez okulary.
- Rose nie wiedziałam.- przecieram oczy i idę w nieznaną stronę. Idę ochłonąć przypominając sobie o Kevinie. Przez Niego zaczęłam imprezować,pić alkohol,włóczyć się po nocach i czasami Mama musiała mnie odbierać z policji,bo znowu coś zrobiłam. Po roku męki, spania z nim zrozumiałam jaką mają o mnie opinię. [ Niezła dupa największego ciacha Bad Boy'a, przestępcy w Liceum.]. Długo się z tym męczyłam. Naprawdę. I niech mi nie mówi,kto miał lepsze życie.
- Czekaj..- widzę jak przed mną z auta wysiada Mike z Bellą a na samym końcu z strony kierowcy wysiada Max oparty o drzwi.
- Wybacz mi,błagam cię Siostro.- wtula się w moje ciało Blondynka.- Wybaczam ci.- szepczę.- Tylko nie rób tego,bo będzie za późno. Naprawdę.- wycieram oczy unosząc okulary.
- Mike musimy jechać.- podszedł Max. - A Ty już nie płacz.- przytula mnie jak i dołącza się Blondynka z Chłopakiem. - Jedziemy.- klepnął go po ramieniu.
- Rose o osiemnastej! - krzyknął przez okno Mike a my zaczęłyśmy wracać się do domu.
- O co chodzi.- dziwi się Bella trzymając mocno moją prawą dłoń.
- Idę z nim na kolację.
- Uuu Randka!
- Kolacja Bella.
- Nie w Jego słowniku Kolacja,kryje się pod słowem Randka.
- A niech cię chuj strzeli Mike.- uśmiecham się kiedy skręcamy w ulicę,na której mieszkamy.



Stoję ubrana w czerwoną dopasowaną i przede wszystkim krótką sukienkę przed lustrem w pokoju Belli. Włosy trochę podkręciłam,z czego powstały lekkie fale. Dodałam jeszcze trochę mocniejszego makijażu i ubrałam czarne wysokie szpilki.
- Idealnie!-krzyczy dziewczyna leżąc na łóżku i bacznie mnie obserwując.- Spóźnia się już. - dodała patrząc na zegarek,który pokazywał dokładnie 18.00
- Wczoraj gadał ze mną. Pamiętasz? Wtedy kiedy chciał na początku sam na sam ze mną pogadać.
- Do rzeczy mów Bell.
- Pytał się,czy miałabym coś przeciw temu,że wy coś teges.
- I co powiedziałaś?- odpowiedziałam widząc jak podjeżdża jakiś czarny pojazd.- Przyjechał.- wstała podchodząc do drzwi.
- No,że daje wam znak błogosławieństwa na wspólnej drodze.
- Ale ty czasem jesteś głupia.
- A ty zajebista laska. Miłej zabawy. Opiera się o ścianę przy schodach kiedy otwieram frontowe drzwi.- Dzięki. - zamykam za sobą podnosząc wzrok w kierunku jednego z najnowszych modeli czarnego mercedesa z serii sportowej. Poprawiam jeszcze sukienkę. Cholernie za krótka. Zabiję ją. Odwracam głowę widząc twarz wklejoną w szybę i uśmiech Belli,która cały czas macha. Kiwam głową i otwieram drzwi.
- Chyba będę musiał pojechać do tej Barcelony.- przytuliłam chłopaka na przywitanie.
- Czemu?
- Tam to jest chyba niebo pod względem kobiet.
- Odezwał się ten co ma sześciopak na brzuchu.- zaczął się śmiać odjeżdżając spod domu....

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                                                   Hej :)

                                                                            Jak się podoba? 
                                    Prawdopodobnie zobaczymy się dopiero na początku LUTEGO.
            DO ZOBACZENIA!! :)




sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział Drugi.

Skręciłyśmy z głównej drogi w jakieś leśne pobocze.
- Dobrze jedziemy?- zdziwiłam się widząc las.
- No jasne. - uśmiechnęła się dziewczyna zatrzymując się na parkingu wypełnionym samochodami. Wysiadłam z pojazdu rozglądając się dookoła. Nic szczególnego nie widziałam oprócz lasu, jakiegoś domku i paru ludzi.
- Chodź!-krzyknęła. Dobiegłam do Belli kiedy mijałyśmy domek. Podniosłam wzrok widząc wielką polanę z jeziorem i wielkim tłumem słysząc głośną muzykę. - Przedstawię ci Eddy'ego.- złapała moją dłoń ciągnąc przez tłum ludzi. Patrząc się w stronę,w którą idziemy dostrzegam trzech mężczyzn. Dwóch jest mi dobrze znanych poza brunetem.
- Hej Bella tutaj!- mój wzrok wędruje na Blondyna,który macha w naszym kierunku.
- Jednak dotarłyście.- cała trójka zmierzyła nas wzrokiem sącząc piwo.- dodał Mike.
- Jestem dziś kierowcą.- westchnęła przytulając się do Gospodarza.- Eddy to Rose. Moja przyrodnia siostra.
- Cześć.- posłałam uśmiech na co odwzajemnił.- Hej Rose..- Piwa?- dodaje wyciągając z skrzynki.
- Umm jasne.- pewnie chwytam butelkę. - Bella możemy pogadać.- spoglądam na Mike,który podchodzi do dziewczyny. 
- Max wspominałeś koleżance,że to impreza w bikini?- obydwoje na mnie spoglądają a Ja tylko wybucham śmiechem.
- Nie wiem o co chodzi,ale założyłam te bikini.- podałam butelkę Max'owi ściągając top z szortami ukazując umięśnione ciało w czerwonym stroju kąpielowym.
- Widzę,że należysz do nas.- dodał Brunet ściągając z siebie T-shirt.
- Co masz namyśli?- pytam kładąc ubrania do samochodu Max'a. 
- Siłownia naszym domem. - odwracam głowę widząc Jego umięśnioną klatę.
- No chyba tak..- posyłam uśmiech.
- Na długo przyjechałaś?- zadaje kolejne pytanie,chociaż dopiero teraz zauważam,że jestem z nim sama mimo,że przed chwilą był tu też Max.
- Myślę,że na całe wakacje. 
- I jak się bawicie!- podbiega Bell.- Ej siostra ale ty świetnie wyglądasz.- pokazała na brzuch.
- Daj spokój.
- No Ja w stosunku do Ciebie to decha.- ściągnęła sukienkę.
- Właśnie! Ty nie miałaś chrztu na tej imprezie?
- Czego!?- zdziwiłam się.
- Wrzucają Cię do wody. Ej! Mike! 
- Bella zabiję cię!- odwracam się w kierunku Mike i Max'a,którzy idą w naszym kierunku.
- No co jest?
- Rose nie miała chrztu.
Obydwoje spoglądają na siebie i lekko się uśmiechają.
- Żaden problem.- w oka mgnieniu chłopak bierze mnie na ręce i biegnie wprost do jeziora.
- Zabije cię Mike!
- Każda mi tak mówi!- krzyczy i nagle czuję jak wrzuca mnie do dość głębokiej wody. Szybkim tempem pod wodą wyłaniam się na powierzchnię widząc jak Mike staję przed tłumem rozkładając ręce i krzycząc: Ochrzczona! Podbiegam do Niego od tyłu szepcząc do ucha: A ty Utopiony. 
- Ale to tylko z Tobą.- popycham go a On ciągnie mnie za sobą. 
- Jesteś szalony!- ponownie wyłaniam się na powierzchnię widząc jego twarz przed sobą.
- A ty za to piękna.- chowa za ucho moje włosy.
- Mówi mi tak każdy.- szepczę do Jego ucha płynąc do brzegu a następnie wychodzę na piasek. Mijam dużą liczbę osób i docieram do całującego się Edda z Bellą.
Kiwam głową widząc te zachowanie. Nawet tak się bawi po trzeźwemu. 
- Zimna woda? - widzę jak ściąga z siebie koszulkę Max i szybko zakłada na moje mokre ciało.- Dzięki.- wyciągam na wierzch bluzki mokre włosy.
- Mike chciał cię poderwać a ty mu kosza dałaś? Zgadłem?
- Bingo!- odwracam głowę widząc jak jego naga klatka wyłania się z wody i poprawia wilgotne włosy. Wygląda jak jakiś model z reklamy przynajmniej Giorgio Armani. Jego wzrok spogląda w moim kierunku a mi zaczyna się robić głupio i wracam do rozmowy z Max'em.
- Napijemy się co?- chwyciłam jego dłoń idąc do baku,gdzie ludzie lali wódkę. 
- Trzymaj.- podał mi czerwony kubek wypełniony do pełna smakową wódką.
- Słuchaj Bella zawsze się tak bawi?- spojrzałam na tańczącą Blondynkę z Gospodarzem.
- Zmieniliśmy ją.. Przyznaję się do tego. - westchnął biorąc łyka.
- To znaczy?
- Bella kiedyś była normalna. Raz na miesiąc jakaś impreza. Dopóki Ja jej bliżej nie poznałem na jednej imprezie. Jest bardzo fajną dziewczyną, no w końcu się przyjaźnimy. Ale kiedyś myślałem,że będzie inaczej.
- Podoba ci się co?
- Teraz już nie..- uśmiechnął się biorąc kolejnego łyka.- Wybrała Eddy'ego jak widzisz..
- Ale przecież dawno temu zaczęliście się przyjaźnić. 
- No tak..- dodał idąc w ich kierunku.- Ale Edd zawsze się jej podobał mimo,że dla Niego tylko liczy się sex.
Spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem. Nie wygląda na takiego,ale jeśli Ona z nim gdzieś pójdzie to źle się to skończy. 
- A chciałbyś być z nią?
- Nie wiem..Może.
- To Ja to naprawię.- stanęłam parę metrów widząc jak cała trójka się na nas patrzy.
- Pocałuj mnie. 
- Co?
- No dalej. Całuj.- Nagle zbliża się na tyle ile może obejmując mnie w pasie i dając mocny namiętny pocałunek. Kątem oka widzę jak wkurzona Blondyna puszcza dłoń Eddy'ego i idzie gdzieś. : Hej Bella! Czekaj!
- Zadziałało,a teraz biegnij za Nią.- poklepałam go po ramieniu. 
Z miną zwycięstwa dopijam alkohol podchodząc do Mike.
- Tak się nie bawię!
Siadam na przyczepie od jeepa spoglądając na Bruneta.
- O co ci chodzi?
- Pocałował cię a Ja nie mogę?! Dzięki!
- Hej chwila.. To było tylko po to,aby Bella zrozumiała jaki jest Edd a Max miał grać tego księcia z bajki. Tak właściwie to gdzie oni są?
- Tam poszli.- pokazał palcem w miejsce głęboko w lesie. 
Zeskoczyłam zmierzając w tym kierunku słysząc  jak dogania mnie chłopak.
- A ty co?
- Nie pozwolę dziewczynie iść samej w las? - zdziwił się. 
Zmierzając dobry kawałek zauważam Belle siedzącą na kamieniu a przed nią tłumaczącego Max'a. Oczywiście nigdzie nie ma przy niej Edda. Hmm. 
- Zostawicie nas samych?- Blondynka spogląda na mnie wzrokiem zabójcy a chłopacy zaczynają się wycofywać.
- Mogę usiąść?-pytam pokazując na skrawek wolnego miejsca.
- Dlaczego właściwie się pocałowaliście.
- Tłumaczył ci Max?
- Próbował. 
- Wiesz o tym,że mu na Tobie zależy?
- Ale Ja go nie kocham. Kocham Edda.
- To gdzie masz Eddy'ego? Nikt nie pobiegł za Tobą oprócz Max'a. Gdyby czuł to samo był by tutaj.
- Pff.
- Ja kazałam mu,żeby mnie pocałował.
- Co?
- Chciał sprawdzić czy zależy ci na nim.No i się sprawdziło.
- Wcale,że nie? Max to tylko kumpel. Nic nie czuję do Niego!
- To czemu tak zareagowałaś?
- Po prostu.. Zawsze to Ja byłam ta,która dostawała pocałunki, przytulana. Zależało mu,a kiedy On ciebie pocałował zdenerwowałam się i tyle.. 
- Może to znak,żebyście powinni być razem. 
- Rose przestań..Wiesz,że i tak nie będę z nim. Kocham Eddy'ego ile mam ci mówić!
- A wiesz,że dla Eddy'ego liczy się tylko zdobywanie każdej laski w mieście i nic poza tym!
- Wiem.
- I co chcesz być kolejna?
- Powiedział,że mnie kocha.
- Pewnie tak każdej mówi. 
- Daj spokój co!? Co się go tak przyczepiłaś!? Może na serio mnie kocha?!
- Bella On chce cię tylko wykorzystać!- wstałam tłumacząc blondynce.
- Przestań gadać głupoty i wróć lepiej już do tej Barcelony i twojego nudnego życia! 
- Żebyś później nie płakała. Zastanów się lepiej.- wkurzona odwracam się idąc w kierunku imprezy. Z opuszczonym wzrokiem słyszę głos chłopaków,którzy stoją na początku lasu. 
- Co z nią?
- Okej.. Pomijając szczegół,że się pokłóciłyśmy jest zajebiście.- mijam ich wychodząc na polanę.
- Hej czekaj..- złapał moją dłoń Mike spoglądając głęboko w moje oczy z zaniepokojeniem.- O co poszło?
- Kazała mi wracać do Barcelony i nudnego życia.
- Nie przejmuj się przecież Ona jest pijana.
- Mike! Jak pijana skoro jest kierowcą!- krzyczę widząc jak podchodzi do nas Max.
- Wracam na chatę nie mam zamiaru na nią patrzeć. 
- Odwieźć cię?- wyrywa się Mike.
- Piłeś idioto.- dodaje Max.
- Na pewno mniej niż Ty.- bierze kluczyki od samochodu Max'a. 
- Za godzinę wrócę!- krzyczy idąc w moim towarzystwie do czarnego mustanga. 


Słowa jak os­trze pot­ra­fią zra­nić, za­pamięta­ne na zaw­sze po­zos­ta­wiają ra­ne wiel­kiego bólu...
Cza­sami war­to prze­mil­czeć siostro...




------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej ;) 
Jak się podoba? 

WIDZIMY SIĘ POD KONIEC STYCZNIA :)

Miłego czytania! 




wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział Pierwszy.

Było dosyć późno, dawno minęła północ a my dalej siedzimy w loży. Kątem oka widzę jak Bella siedzi kompletnie pijana na kolanach obcego faceta. Biorę ostatni łyk czerwonego drinka i podchodzę do Siostry.
- Bella!-krzyczę z powodu dudniącej muzyki.- Bella!- szturcham ją na co reaguje.
- Co!?
- Idziemy do domu.
- Ja nigdzie nie idę! Idź sama!
- Co?!
- Idź sama, nie słyszysz!?- zaczęła się śmiać.
Odwróciłam się i zrobiłam tak jak chciała. Marry mnie zabije za to,że jej nie wyciągnęłam z tego cholernego klubu. Ale w końcu jest pełnoletnia i nie mogę jej niczego zabraniać mimo,że jestem o rok od Niej starsza. Zaczęłam przeciskać się przez tłumy spoconych,pijanych ludzi. Kiedy jestem już o krok od wyjścia odwracam wzrok ku loży,gdzie świetnie się bawi Blondynka. Nie posłuchała mnie, no cóż. Odwracam się i wychodzę na zewnątrz. Od razu stykam się z chłodniejszym powietrzem. Mijam długą kolejkę ludzi i nagle zauważam naszych towarzyszów. Dumni z uśmiechem na twarzy idą w moim kierunku.

- Hej Rose,gdzie Bell?
- Bawi się z jakimś typkiem. Nie chciała iść.
- Zaś jest pijana. Ugh.. Idę tam.- rzekł Mike mijając nas.
- Odprowadzić cię? - pyta.
- Um. Ta jasne. - posyłam szczery uśmiech idąc w kierunku domu.



~*~




- To tak właściwie co planujesz po wakacjach? Studia?
- Tak,medycyna.
- Uu widzę,że będzie przyszły lekarz?
- Mam taką nadzieje.- spojrzałam na chłopaka.
- A ty? Czym się zajmujesz?
- Tak właściwie to głównie sport, szybie samochody. Nic więcej..
Kiwam głową ze zrozumieniem.
- To tutaj.- westchnęłam pokazując na dom.- Może cię odprowadzić?
- Chyba dosłownie na drugą stronę.- odpowiedział.
- Serio? Mam takiego przystojnego sąsiada?
- Do jutra Rose.- uśmiechając się ucałował mój policzek odchodząc na drugą stronę.
Jeszcze przez chwilę stałam osłupiała patrząc się w Jego kierunku a następnie po kamiennej dróżce dotarłam do domu. Wchodząc zapaliłam światło i ściągnęłam buty. Wspinam się na górę wchodząc do swojego pokoju. Od razu rzucam się na łóżko i zasypiam..



Rano



Obudziło mnie mocne słoneczne światło,które przebijało, przez turkusowe zasłony. Kątem oka zauważam telefon,który od wczoraj leżał na parapecie. Chwytam go sprawdzając czy ktoś czasem się do mnie nie dobijał. Niestety nic. Spoglądam jeszcze na zegar,który pokazuje 8:35. Następnie podchodzę do szafy z której wyciągam czerwony top oraz czarne dopasowane spodenki. Chwytam telefon i słuchawki. Czas pobiegać. Ubrana w strój oraz buty do biegania schodzę na dół,gdzie słyszę kłótnie małżeństwa.
- Wróciła kompletnie pijana!
- Kochanie uspokój się.
- Nie wiem jak mam przemówić do tej dziewczyny! Przecież alkohol,imprezy to nie całe życie!
- Dzień Dobry!
- Cześć Kochanie..- dodaje Marry.
- Nie chcę się wtrącać,ale wczoraj wróciłam sama.
- Co!?- wstał Ojciec od stołu.
- Prosiłam Bell,aby wróciła ze mną,ale nie posłuchała.
- No i teraz masz! Leży całkiem pijana w swoim pokoju!-minęła mnie kobieta.
Dom Max'a
- Idziesz biegać?- na co kiwnęłam Ojcu wychodząc z kuchni jak i z domu. Moje oczy spoglądają na wielki luksusowy dom a bardziej na podjazd,gdzie stoi czarny Mustang,którego myje Max ubrany w same szorty ukazując całą umięśnioną klatkę. Mój wzrok od razu wędruje na Jego boskie ciało. Kiedy zaczynam wybiegać z posesji spogląda na mnie z lekkim uśmiechem,na co mu odmachuję. Biegnę prosto przed siebie słysząc głos "Pink",który dochodzi ze słuchawek. Mijam jedną z najbogatszych dzielnic w okolicy a następnie wbiegam do parku. Robię spore kółko zakręcając przy fontannie i wracam tą samą drogą. Kiedy jestem ponownie w rejonach domu widzę ten sam pojazd,który stał na posesji Max'a. Nagle przy mnie się zatrzymuje.
- Cześć Rose!- opieram się o otwarte okno wyciągając słuchawki jednocześnie widząc Mike oraz Max'a,który siedział za kierownicą.
- Cześć!
- Tak od rana biegasz?- Pyta Mike.
- Pomaga walczyć z kacem.- zaczęłam się śmiać.

- Bella dotarła?
- Szczerze? Nie widziałam się z nią,ale u Rodziców ma nieźle przegrzebane.
- Musiałem ją nieść, była tak pijana..- westchnął Mike zakładając czarne okulary przeciwsłoneczne.
- A słuchaj.. Nasz kumpel organizuje dziś imprezę. Powiedz Belli,że robi to Eddy. Ona będzie wiedzieć o co chodzi. Widzimy się o 18. A i nie zapomnijcie bikini założyć.- puścił mi oczko.
- Jak nie zapomnę.- uśmiechnęłam się.
- To do osiemnastej. - dodał Max i odjechali.
Ja natomiast dobiegłam ostatni kawałek i weszłam do domu słysząc kolejną kłótnie i trzask drzwi.
- Wybrałaś zły moment.- dodał Ojciec wspinając się po schodach.- Bella! Otwórz te cholerne drzwi!
Minęłam Ojca wchodząc do łazienki i biorąc prysznic. Kiedy wyszłam odświeżona zabrałam dżinsowe szorty oraz Top z rysunkami Myszki Mickey oraz bikini,które założyłam w pierwszej kolejności. Dodałam jeszcze lekki makijaż i wyszłam z pokoju widząc jak Tata daje sobie spokój i schodzi na dół.
- Pamiętaj nigdzie dziś nie wychodzisz! Rose to Ciebie oczywiście nie dotyczy. - skierował na mnie palcem.
- Pogadam z nią..- odpowiedziałam pukając do pokoju Siostry.
- Bella to Ja.. Rose.- dobijam się.
- Otwórz błagam cię.- dodaję słysząc jak przekręca zamek widząc zapłakaną nastolatkę.
- Hej..- wtulam się w jej drobne ciało i zamykam za sobą drzwi.
- Mogłam cię wczoraj posłuchać.
- Coś się stało?
- Nie.. Wszystko okej.. Mike mnie odprowadził,ale mogłabym dziś wyjść.
- Właśnie.. Max mówił mi,że dziś na osiemnastą jest impreza u Eddy'ego.
- Żartujesz?- zaczęła skakać z podniecenia.
- To jest największe i najbogatsze ciacho w mieście!
- Bella,ale nie pójdziesz tam. Ja też.
- Przestań.. Przeproszę ich i pozwolą mi pójść. W końcu jestem dorosła.
- Mamy założyć bikini.- posłałam jej uśmiech.
- Dobra słuchaj wybierz mi coś do ubrania a Ja idę pogadać z Rodzicami.- wybiegła z pokoju zostawiając mnie na łóżku siedząc przed szafą. Westchnęłam otwierając szafę. Wielka górka ubrań wyleciała na ziemię, a Ja od razu znalazłam granatowy dwuczęściowy strój oraz luźną czarną sukienkę z białymi napisami. Rzuciłam to wszystko na łóżko i oparłam się o framugę drzwi podsłuchując rozmowy. Ciekawe czy się jej uda?
- W żadnym wypadku!- krzyknęła Marry.
- Mamo! Ale to u Eddy'ego!
- No i co z tego!
- A jak spytam się Taty to mi pozwolisz?
- Jak Tata się zgodzi to okej,ale nie jest Tobą zbyt zachwycony.
- Okej.-wybiegła przez frontowe drzwi do Ojca,który kosił trawę przed domem. Podchodzę do okna obserwując ich rozmowę. Z mojej perspektywy wygląda źle. Ojciec kiwa głową,a dziewczyna go błaga. Nagle kręci głową i coś mówi na co Bella go przytula i wbiega do środka. No nie możliwe! Udało się? Odwracam głowę widząc radosną,uśmiechniętą Siostrę.
- No Siostra! Szykuj się!
- Już jestem gotowa!- uśmiechnęłam się.
- Masz niezły gust.- spojrzała na ubrania,które leżały na łóżku.
- Jak ci się to udało?
- No poprosiłam go, zrobiłam oczy jak kot ze Shreka i jakoś poszło.. Ale jest małe problem.
- Jak to?- wiedziałam,że to było zbyt proste.
- Jedziemy autem i jedna z nas nie pije. I to dziś wypadło na mnie.- spojrzałam na nią i chciałam wybuchnąć śmiechem. Ma nauczkę! Trzeba było nie pić wczoraj tyle!
- Następnym razem to Ja będę kierowcą.- pocałowałam jej policzek i wyszłam z pokoju!
- Spadaj wariatko!- rzuciła we mnie poduszką a ja ze śmiechem weszłam do swojej sypialni...






------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak się podoba?

Kolejny rozdział pojawi się w połowie stycznia,albo i szybciej :)

Do zobaczenia :)

piątek, 9 października 2015

Prologue

Wysiadłam z samochodu widząc dom Ojca,Mary i Mojej Belli. Był bardzo duży w jasnych kolorach. Głównie dominował beż i biel. Do budynku była zrobiona z ciemnego kamienia ścieżka a wokół domu znajdował się trawnik. Zabrałam od Taty walizkę widząc przy drzwiach drobną blondynkę.
- Rose!- krzyknęła. 
- Bell!- podeszłam wtulając się w jej ciało.- Jak cię dawno nie widziałam.
- Ostatni raz byłam tu dobre osiem lat temu. 
- Cześć Rose.- odwróciłam głowę widząc wysoką również blondynkę z fartuchem ubrudzonym od mąki.- Cieszę się,że przyjechałaś.- Cześć Mary. - szarpnęła mnie za rękę Bell.- Chodź pokaże ci twój pokój.Mieszkanie zbytnio się nie pozmieniało. Może przemalowali jedynie. Wszystko było nowoczesne,eleganckie i oczywiście bardzo drogie jak na prawników. Weszłyśmy na samą górę widząc sześć białych drzwi. Cały czas idąc za dziewczyną weszłam w końcu do błękitnego pokoju z białą dużą przesuwną szafą oraz wielkim w tym samym kolorze łóżkiem. 
- Kazałam Ojcu,aby przemalował ci na Niebieski,bo tamtą czerwienią można było żygać.
- Kochana..- usiadłam obok Niej. 
- Urosłaś,wypiękniałaś.
- Widziałyśmy się dawno.. Każda się pozmieniała.- posłała ciepły uśmiech.
- A zapomniałabym dzisiaj idziemy na imprezę do klubu.
- Co? Ja myślałam o rodzinnym wieczorze. 
- Żartujesz chyba?
- Nie no co ty. - Rose masz swoją walizkę.- ujrzałam mężczyznę,który przyniósł mój bagaż.- Dzięki Tato. 
- To ja się może wypakuję co? 
- Pomóc ci? 
- Nie musisz. 
- Okej.. To pójdę Mamie pomóc z tym obiadem. - dodała i wyszła z pokoju. 
Rzuciłam się na łóżko patrząc w sufit. Cieszę się,że tu przyleciałam. Całe dwa miesiące z Siostrą,Tatą i Mary. Żałuje,że tu wcześniej nie przyjechałam. Te osiem lat to zbyt długi czas,ale to wszystko przez Mamę. To ona jest zazdrosna o Tatę i jego aktualną nową żonę. Dalej nie może mu wybaczyć zdrady oraz ,że nas opuścił jak miałam pięć lat. Za to Ja uwielbiam ich. Tata jak to tata, Mary wspaniała kobieta i jednocześnie najlepszy kucharz w Stanach Zjednoczonych a Bella? Żałuje czasem,że mamy tylko wspólnego Ojca. Bardzo się z nią zaprzyjaźniłam. Mimo,że dzieli nas taka długa odległość zawsze jakoś umiemy się zdzwonić. Kiedyś myślałam o tym,aby się wyprowadzić z Europy,ale jednak Południowa Hiszpania to jest mój jedyny dom na Ziemi. Znajomi, Mama, Kultura. Nie mogłam bym tego tak po prostu zostawić. Wstałam z miękkiego łóżka siadając przy szafie,którą wcześniej otworzyłam. Po kolei układałam na pułkach i wieszakach ubrania zostawiając czerwony top oraz czarną skórzaną spódniczkę ze szpilkami. 


- Obiad był przepyszny.- powiedziałam pomagając Mary sprzątać naczynia.
- Cieszę się,że ci smakowało. Gdzie dziś wychodzicie? 
- Tak naprawdę to nie wiem tylko Bell coś wspomniała o klubie.- kiwnęła głową.- Pamiętaj pilnuj jej jest młodsza wiesz jak to jest w tych dzisiejszych klubach.
- Mary! Nie przesadzaj Ona jest tylko o rok ode mnie młodsza. 
- Kochanie,ale jednak zawsze ty byłaś ta grzeczniejsza, bardziej odpowiedzialniejsza. Powiedz,że nie..
- No może tak. Ale też za grzeczną mnie nie uważają.- posłałam jej uśmiech.- Lecę się ubierać. - rzekłam i wyszłam z kuchni. Będąc na holu weszłam na schody,które były wykonane z ciemnego drewna. Kiedy weszłam już na górę minęłam dwa pokoje wchodząc do swojego i zakładając ubrania. 
- Jesteś gotowa?- wbiegła do pokoju Blondynka ubrana w krótkie dżinsowe szorty z białym Topem.
- Jeszcze tylko makijaż. Pięć minut. 
Odpowiedziałam stojąc ubrana przed lustrem robiąc cienkie kreski na oczach.
- Wspominałam ci,że idziemy z moim kumplami?
- Hmm.. No nie. - spojrzałam na dziewczynę.
- To są największe ciacha w mieście! 
- A od kiedy największe ciacha w mieście się kręcą wokół Ciebie?
- Przyjaźnimy się od liceum. To znaczy z Max'em a Mike jest jego przyjacielem.
- Aha..Dobra możemy iść.- schodząc po schodach usłyszałyśmy dźwięk dzwonka. 
Otworzyłam drzwi widząc dwóch wysokich napakowanych brunetów w obcisłych T-shirt'ach,dzięki którymi było widać ich kaloryfery. 
- Max pomyliłeś drzwi?
- Bella nie wspomniałaś,że po nas przyjdą!- krzyknęłam do Siostry,która zakładała buty na drugim końcu holu.
- Koleżanka Belli?
- Nie Siostra.-uśmiechnęłam się.- Rose.- podałam dłoń jednemu z nich. - Max, a to Mike.
- Chłopaki!- rzuciła się na bodajże Max'a. - To jest moja przyrodnia Siostra Rose przyleciała z Barcelony. 
- Poznaliśmy już ją. - rzekł Mike.
- To co idziemy!- ruszyła przodem a za nią reszta, czyli Chłopaki i Ja.




Miasto nocą - Seattle(St.Zjednoczone)



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam :)

Nowy Blog, nowa przygoda, nowa historia. Wymyślona i mam nadzieje,że ciekawy będzie blog :)

Czytamy,komentujemy :)